[ANIME BD] Attack on Titan: Roar of Awakening – Collector’s Edition

Czas na ostatni wpis w tym roku. Dosyć nietypowa recenzja się wkradła, ale co mi tam. Nie ma to w sumie większego znaczenia. Z nowinek dotyczących stronki. Zaktualizowałem listę swoich skarbów na dzisiaj (parę uciekło). Pamiętacie, jak wspominałem, że WordPress zrobił mi figla i utrudnił tworzenie wpisów? Dałem radę! Wystarczy stosować znaki HTML i można uzyskać identyczny efekt, jak przed zmianą. Dlatego też naprawiłem kilka wpisów ze środka tego roku, gdzie był problem z powiększaniem fotek. Można sobie je ponownie zobaczyć (to był jakiś sierpień-wrzesień). Z nowinek standardowych… Dostałem wczoraj paczuszkę z serią, na którą polowałem prawie dwa lata. Stan idealny w folii za niską cenę. Miałem szczęście. Paczka z KS ciągle u celników, którzy mnie pytali o „reprodukcję fragmentu mangi”. Tak to opisałem, bo chcieli wypis wszystkich elementów i chyba wzięli to za jakiś obraz czy kto ich tam wie. W każdym razie w tym roku nie będzie. Pre-order kolejnej mangi w twardej oprawie niby rozesłano, ale też dopiero w przyszłym dotrze (zabawnie to brzmi). Dzisiaj moja karta została obciążona zamówieniem z USA z wyprzedazy – trochę się bałem, że coś im uciekło i dlatego zwlekają, ale widocznie są zawaleni. Szkoda by było, bo większość z tego zamówienia jest już wyprzedana, więc w ostatniej chwili kupowałem. Tak samo obciążono moją kartę za limitowane wydanie od sklepu Zavvi (dzisiaj mają je wysłać). W każdym razie na parę rzeczy poczekam, potem dotrze większa przesyłka z USA. Będzie się działo. Czas na nowinki wydawnicze, a myślę tutaj o figurkach. Aniplex wyda: Kamisama ni Natta Hi – Satou Hina – 1/7. BINDing uruchomił pre-order do: Original Character – Binding Creator’s Opinion – Creator’s Collection – Satonaka Nonoka – 1/4 – Bunny Ver. Good Smile Company: POP UP PARADE Bungo Stray Dogs Ryunosuke Akutagawa, POP UP PARADE Kuma Kuma Kuma Bear Yuna White Bear Ver., POP UP PARADE Is the order a rabbit? BLOOM Chino, POP UP PARADE Is the order a rabbit? BLOOM Cocoa, czyli tanie figurki, które zostały świetnie wykonane oraz Black Rock Shooter inexhaustible Ver. 1/8 Complete Figure. Tak, BRS wygląda fenomenalnie. Świeci się, powala liczbą detali, ale w sumie dosyć duże to jest. Do przemyślenia. Na koniec perełki, czyli FREEing: B-STYLE Tsunako Original Bunny Girl Eureka Bunny Ver. 1/4, B-STYLE Goblin Slayer Priestess Bunny Ver. 1/4, B-STYLE Do You Love Your Mom and Her Two-Hit Multi-Target Attacks? Mamako Oosuki Bunny Ver. 1/4 i B-STYLE Ane Naru Mono Chiyo Bunny Ver. 1/4. Co jedna, to piękniejsza. Trzymajcie mnie, jak to mówią. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest film Attack on Titan: Roar of Awakening w wydaniu kolekcjonerskim od Anime Ltd. Tak jak napisałem na wstępie, może to trochę nietypowa recenzja na koniec roku, ale tak to mi jakoś wyszło. W sumie bardziej by pasowała ta ze wcześniejszego wpisu, ale po co rezygnować z dzisiejszej recenzji, skoro miałem chęć ją napisać? Kto to będzie tam pamiętał (lub sprawdzał, kiedy została opublikowana). Znając życie, nawet nie przeczytacie tych słów w dniu ich publikacji. Chociaż ten ostatni dzień roku jest tym razem nietypowy – skłania do siedzenia przed telewizorem i oglądania „Sylwestra z…”, błagam, nie róbcie tego. Zobaczcie sobie koncert Kalafiny, LiSa, czy co tam lubicie. Naprawdę, to będzie dużo lepsza zabawa. W każdym razie dzisiaj padło na ten film. Sytuacja jest o tyle trochę nietypowa, bo Anime Ltd nie wydawało tego serialu w europie. Tak, od nich dostaliśmy tylko soundtrack czy grę planszową, a w tym roku też ten film. Dawniej jeszcze była parodia o podtytule „Junior High”, ale ona wyszła na mocy kooperacji z Funimation, która, dla przypomnienia, zakończyła się ponad rok temu (też muszę wam kiedyś opisać, bo mam ją w swojej kolekcji). Powodów tej decyzji może być kilka. Po pierwsze Anime Ltd ma też swój oddział we Francji, gdzie wydano wszystkie sezony i filmy kinowe. Może dzięki temu mieli łatwiejszy dostęp. Kolejna sprawa to fakt, że są zaangażowani w wyświetlanie filmów w kinach w UK, więc pewnie ubiegali się o tę produkcję, więc czemu go potem nie wydać? Oczywista sprawa to zwyczajnie fakt, że chcieli uszczypnąć odrobinę tortu, jakim ta seria niewątpliwie jest, więc chociaż udało się w przypadku tego filmu. W każdym razie trafiłem go gdzieś po niskiej cenie i nabyłem. Powodów było kilka, które zaraz tu przedstawię. Myślę, że nie ma co przybliżać drugiego sezonu tej serii, ponieważ można o tym poczytać w tym miejscu, klik. Tak, Roar of Awakening jest streszczeniem kontynuacji tego hitu w formie filmu kinowego. Pewnie części osób interesują różnice między serialem a tą wersją. Po pierwsze jest to kompilacja, czyli w ciągu jednego seansu oglądamy całość. Wiem, przy sezonach na dyskach była opcja „maraton” (czyli oglądanie z pominięciem openingów, endingów i zapowiedzi), ale to nie to samo. Tutaj pewne twisty z końca odcinka są odpowiednio poprowadzone/poucinane, by oglądało się to wspaniale i nie wywoływało jednocześnie zdziwienia/grymasu na twarzy w stylu „o, tu się pewnie kończył odcinek”. Kolejna sprawa to dźwięk wielokanałowy, który tutaj niewątpliwie jest i się go czuje. Fani dubbingów angielskich wprawdzie mieli go podczas serii, ale to były tylko głosy bohaterów, czyli oszukana sprawa – tutaj całe tło akcji ma dźwięk przestrzenny. W tego typu produkcjach to niewątpliwie zaleta. Kolejna sprawa to nowa scena po napisach, która nawiązuje do kolejnego sezonu. Dodać jeszcze warto z 2-3 piosenki, których nie było w serialu, a tutaj się pojawiły. Wiem, to są zmiany, które najbardziej docenią hardcorowi fani. Dla mnie to niewątpliwie przyjemny dodatek – lubię zwyczajnie oglądać takie rzeczy, a dodatkowo się przydają, gdy mamy mniej czasu, a chcemy sobie powtórzyć. Podobało mi się i nie żałuję wydanych pieniędzy. Myślę, że to indywidualna sprawa, którą trzeba przemyśleć samemu. Pod względem jakości obrazu czy dźwięku, a nawet napisów – jest właściwie idealnie. Płyta jest po brzegi wypchana danymi i to widać. Tak samo napisy zostały przygotowane na potrzeby seansu w kinie, więc chyba się dodatkowo jeszcze bardziej postarali, by było świetnie. Wielkie brawa. Czas na detale dotyczące samego wydania.
img_0575_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński
Dźwięk: LPCM 2.0 i DTS-HD Master Audio 5.1 (japoński)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 1xBD i 1 DVD
img_0576_wynik
Mamy tutaj standardowe wydanie w przypadku Anime Ltd, co znaczy mniej więcej tyle, że bardzo udane. Film otrzymujemy na obu formatach (BD i DVD), a w formie dodatku książeczkę. Wszystko jest zapakowane w box, a płyty w digipacku.
img_0577_wynik
Digipack od zewnętrznej strony, czyli mur, który odgrywa niebagatelne znaczenie w serialu.
img_0578_wynik
Podgląd na płyty w tym wydaniu.
img_0579_wynik
Wspomniana książeczka, czyli jedyny dodatek, pomijając oczywiście płyty. Jest pełna szkiców produkcyjnych związanych z drugim sezonem Attack on Titan. Zawiera wiele szkiców postaci, scenerii, rekwizytów i oczywiście samych tytanów. Ma sześćdziesiąt osiem stron.
img_0580_wynik
Podgląd do środka, byście wiedzieli, o czym mowa.
Podsumowanie: Film kompilacyjny od kultowego Attack on Titan, które wszyscy znają w naszym kraju dzięki wydawnictwu JPF (uraczyli nas mangą). Nie, żebym wątpił, że tylko dzięki nim jest u nas bardzo znana. To wielki hit i trudno się z tym spierać. Jedni go kochają, inni lubią, a cała reszta nienawidzi (z tych, co znają). Wszystkich łączy fakt, że go oglądali. Omawiany film jest streszczeniem drugiego sezonu. Część fanów narzeka, że pewne retrospekcje zostały ucięte i bez oglądania drugiego sezonu chociaż raz kolejny może być chwilami niezrozumiały. Można się zgodzić w tej kwestii, ale dla mnie to po prostu genialny dodatek do tego uniwersum. Obawy mam tylko takie, że nigdy nie uraczymy pozostałych kompilacji, co trochę psuje jego występowanie w kolekcji. Zobaczymy, jak będzie. W święta podczas wyprzedaży spadła jego cena i zanikł u wydawcy, więc jeśli myślicie o jego nabyciu, spierzcie się.

[OST WINYL] Utamonogatari LP Box

Miałem was tu zasypać wpisami, a tu po świątecznych życzeniach cisza, jak makiem zasiał. To się ze mną macie, nie ma co. Sam tu z siebie drwię i z tych moich obietnic bez pokrycia. W każdym razie się trochę rozleniwiłem, ale staram się trochę ogarnąć. Nie, żebym sobie zbijał bąki, aktywnie lecę pod względem spacerów na powietrzu, oglądaniem, czytaniem itd. Ogólnie będzie mi łatwiej zacząć pisać kolejne recenzje. Dobra, takie tam gadanie, a przecież zaległości we wpisach są bardzo duże. Swoją drogą wczoraj obejrzałem sobie pewien kultowy film i z niedowierzaniem zdałem sobie sprawę, że jeszcze go wam nie opisałem. Nadrobimy, obiecuję. Dobra, czas na stałe elementy. Z nowinek zakupowych to ciągle czekam na paczuszki. Obie w teorii mogą dotrzeć nawet jutro, ale daje sobie na to małe nadzieje. Może chociaż w tym roku? Zobaczymy. W wyprzedażach się nieźle obłowiłem, ale trochę na to poczekam. Mamy umowę między UK a EU, więc w teorii myślałem, że będzie bez dodatkowych naliczeń. Jednak w aktualnych doniesieniach zwątpiłem, jak to wygląda u osób fizycznych. Może być tak, że sklepy będą działały na podobnej zasadzie jak wcześniej (ewentualnie minimalnie coś drożej będzie), ale już na eBay sobie nie kupimy tak fajnie. Sytuacja jest rozwojowa. Czas na nowinki wydawnicze. Viz zapowiedział: Mr. Osomatsu Season 1 (BD), JoJo’s Bizarre Adventure Set 5 (BD), Inu Yasha Set 4 (BD) i Castlevania Season 3 (BD). Tak, wiem, to ostatnie to nie anime, ale prawie. JPF zapowiedział na razie bez konkretnej daty Dragon Ball Full Color (twarda oprawa i zwykła w formacie A5). Jest to pokolorowana w całości manga DB, gdyby ktoś nie wiedział. Bardzo chętnie bym sobie nabył, ale obawiam się o cenę. Zobaczymy. Persona 5 Essential Edition Soundtrack na czterech płytach winylowych zostanie wznowiony w przyszłym roku. Na dodatek tego samego dnia będzie miało premierę Persona 5 Royal Soundtrack na trzech nośnikach (w pre-orderze do końca roku u wydawcy jest jeszcze 7″, ale te koszty wysyłki z USA…). Część tego drugiego z wymienionych była dostępna w edycji limitowanej na sześciu nośnikach, ale nie całość, więc otrzymujemy szanse zdobycia kompletu. Muzyka do Persony to świetna rzecz (ta z gry i adaptacji jest niemal identyczna, gdyby ktoś pytał), więc zdecydowanie polecam. Reszta nowinek następnym razem. Będzie o figurkach. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest limitowany japoński box Utamonogatari na pięciu czarnych nośnikach. Tak, moi drodzy, takie cacko mam w kolekcji. W sumie nie wiem, czemu dopiero teraz wam to opisuję, ale już mniejsza o detale na temat moich opóźnień. Pewnie część z was kojarzy, że recenzowałem już na łamach swojej stronki CD-kowy box o bliźniaczej nazwie. Wszystko się zgadza, więc zaczynam tłumaczyć tę kwestię. Pierwotnie ukazał się na płytach kompaktowych (ale to brzmi) do pierwszych trzech sezonów niniejszego tytułu. W późniejszym czasie miała premierę kompilacjach do kolejnych kontynuacji z wyłączeniem filmów z tej niesamowitej serii, której to jestem wielkim fanem. W każdym razie nosiłem się z zamysłem kupienia części drugiej i marzyłem o edycji winylowej. Tak, uwielbiam ten nośnik, mimo że często wcale jakoś dużo lepiej nie brzmi (lub w ogóle tak samo/gorzej), bywa dokuczliwy z uwagi na jego problemy przy produkcji, naelektryzowanie, kwestie czyszczenia itd. Ale wiecie co? Jest wspaniały i niejednokrotnie się łapię na tym, że pragnę mieć właśnie na takim nośniku swoje ulubione albumy, ponieważ stanowią jakieś trofeum same w sobie. Dodatkowo szata graficzna zawsze wypada na nich lepiej z uwagi na duży format, dlatego dalej mi się marzą kolejne wydawnictwa. Tak, narzekam i wielbię, wkurzam się i kocham, taki niesforny to twór. W każdym razie na nośnikach tych w ostatnich latach doczekujemy się pięknych wydań, więc dodatkowo zachęcają do nabywania. Wracając do mojej historii… Pewnego dnia zapowiedziano to wydawnictwo i przecierałem oczy ze zdziwienia. To było jak jakiś prezent gwiazdkowy. Marzenia się spełniają, pomyślałem. Teraz mogę czekać i na inne moje „niemożliwe do wydania na tym nośniku” skarby. Czas mijał i w końcu go dostałem. W międzyczasie pokazywano szatę graficzną, by jeszcze bardziej mnie zwalić z nóg (a już leżałem i tak na podłodze, śmiech). Ostatecznie go otrzymałem i odpłynąłem przy odsłuchu tego pięknego tłoczenia. Tak, moi drodzy, było warto czekać i kupić przy starcie samego pre-orderu. Dla niewtajemniczonych, to kompilacja utworów początkowych i końcowych serii Monogatarii. Właściwie to kompletna, pomijając filmy kinowe (które i tak czegoś takie w sumie nie mają). Brakuje wprawdzie jakiś tam piosenek. Jednej z moich ulubionych nie ma, ale była znana głównie z trailera, więc mnie to jakoś tam nie dziwi. Myślę tutaj o Supercell- Love and Roll. Swoją drogą mam wrażenie, że już o tym kiedyś wspominałem. Na pewno to było przy okazji recenzji wersji CD. Nawet tam nie zaglądam, by się nie przerazić. Chociaż to może i potwierdza, jak bardzo mi go tutaj brakuje. Seria Monogatarii ma świetne soundtracki, których wartość potwierdzają te znane z filmów kinowych (odsyłam do moich recenzji, gdyby kogoś interesowała moja opinia), ale niewątpliwie najbardziej znane i lubiane pozostają te początkowe i końcowe fragmenty – wokalne, żeby być precyzyjnym. Zawsze występuje tam głos dziewczyny, której dana historia dotyczy, więc są dobrze rozpoznawalne. Swego czasu naprawdę to „katowałem” i nie wstydzę się tego. Serię uwielbiam, muzykę również. Był to dla mnie strzał w dziesiatkę – gry słowne, bohaterowie, kreska, styl graficzny, samo zróżnicowanie w ich przedstawianiu, nieco chaotyczny ciąg fabularny (pozornie i głównie na początku). To wszystko do mnie trafiało i to strasznie, więc byłem zauroczony. Muzyka i kawałki wokalne dopełniają tam całości. Wielokrotne słuchanie tych piosenek było zakończone kupieniem tej niesamowitej składanki, a w końcu i jej winylowego odpowiednika, który jest wykonany kapitalnie. Myślę tutaj o świetnej szacie graficznej, przechodząc w samo wydanie (twardy box, dobre tłoczenie) i świetną jakość wszystkich elementów. Wad nie stwierdzam. Można może narzekać, że mogli jeszcze jakąś książeczkę dodać lub kod do pobrania wersji cyfrowej, ale to trochę czepianie się na siłę. Dobra, wszyscy wiedzą, że brzmi świetnie, a piosenek nie trzeba przedstawiać, więc czas na jakieś detale dotyczące wydania samego w sobie i oczywiście fotografie je prezentujące.
img_0271_wynik
Lista utworów:

Nośnik 1:

Strona A:

1. staple stable 4:35
2. 帰り道 4:06
3. ambivalent world 4:17
4. 恋愛サーキュレーション 4:12

Długość strony: 17:10

Strona B:

5. sugar sweet nightmare 4:31
6. 君の知らない物語 5:44
7. 二言目 4:25
8. marshmallow justice 4:12

Długość strony: 18:52

Nośnik 2:

Strona A:

1. 白金ディスコ 4:16
2. ナイショの話 4:21
3. perfect slumbers 4:27
4. 消えるdaydream 4:37

Długość strony: 17:41

Strona B:

5. chocolate insomnia 4:39
6. happy bite 4:11
7. アイヲウタエ 4:12
8. the last day of my adolescence 4:22

Długość strony: 17:24

Nośnik 3:

Strona A:

1. 花痕 -shirushi- 4:32
2. もうそう♡えくすぷれす 4:23
3. white lies 3:24
4. その声を覚えてる 4:06

Długość strony: 16:25

Strona B:

5. fast love 4:36
6. 木枯らしセンティメント 4:37
7. snowdrop 5:09

Długość strony: 14:22

Nośnik 4:

Strona A:

1. オレンジミント 4:34
2. border 4:26
3. decent black 4:39
4. mathemagics 4:02

Długość strony: 17:41

Strona B:

5. 夕立方程式 4:40
6. mein schatz 4:04
7. さよならのゆくえ 3:58
8. terminal terminal 4:28
9. dreamy date drive 4:39

Długość strony: 21:49

Nośnik 5:

Strona A:

1. dark cherry mystery 3:51
2. SHIORI 4:10
3. 07734 3:46
4. azure 4:27
5. whiz 4:24

Długość strony: 20:38

Strona B:

6. étoile et toi [édition le bleu] 5:52
7. étoile et toi [édition le blanc] 5:57
8. wicked prince 3:56

Długość strony: 15:45

img_0272_wynik
Mamy tutaj twardy box, do którego włożono pięć płyt winylowych. Każda ma indywidualną okładkę i wkładkę. Dodam od razu, że wszystko jest kolorowe i śliczne, jak w przypadku wersji CD. Czy jest ta sama szata graficzna i tylko powiększony format? O nie, moi drodzy, to byłoby nudne. Dodajmy, że sam pomysł i wydanie tego cacka pokrywa się z okrągłą rocznicą cyklu, czyli dziesięciu latach na karku. Mowa tutaj o adaptacji, by komuś się coś nie pomyliło. Na box jest nałożone obi informacyjne (tam po prawej na przedniej stronie na zdjęciu), by nie psuć okładki. Sam pomysł wykonania boxu jest nietypowy – to widok z aparatu (lub kamery) na okładkę wydania CD. Nie został dobrze wyśrodkowany, więc jest za blisko, co skutkuje ucięciem fragmentu. Do tego detale z aparatu. Pomysł jest niesamowity, a przy tym oryginalny i dosyć prosty. Bardzo mi się spodobał. Reszta to taki minimalizm połączony z ciekawymi rozwiązaniami. Radzę sobie powiększyć fotki, by to zobaczyć dokładnie.
img_0273_wynik
Przechodzimy do pierwszego nośnika i okładki. Są tutaj dwustronne i każda w innym kolorze. Tak samo z wkładkami, na których są informacje, teksty piosenek i grafiki. Dzięki temu rozwiązaniu dostajemy książeczkę znaną z wydania CD. Prawie kompletną, bo brakuje tych fragmentów z limitowanej wersji z płytą DVD lub BD. Odsyłam do mojej recenzji, jeśli ktoś chce poznać detale. W każdym razie za sam pomysł na wykonanie daję medal, ponownie.
img_0274_wynik
Ten sam nośnik po obróceniu.
img_0275_wynik
Drugi nośnik, przednia strona.
img_0276_wynik
Ten sam nośnik po obróceniu.
img_0277_wynik
Trzeci nośnik, przednia strona.
img_0278_wynik
Ten sam nośnik po obróceniu.
img_0279_wynik
Czwarty nośnik, przednia strona.
img_0280_wynik
Ten sam nośnik po obróceniu.
img_0281_wynik
Piąty, a zarazem ostatni nośnik, przednia strona.
img_0282_wynik
Ten sam nośnik po obróceniu.
Podsumowanie: Kultowa seria otrzymała kompilacje tytułowych i końcowych utworów (aka openingi i endingi), tego zwyczajnie nie można było przegapić. Czy może być coś lepszego? Tak, wydanie tego na płytach winylowych i tak się też stało. Jeśli jeszcze tego nie nabyliście i się zastanawiacie… To chyba nie macie gramofonu. Trzeba go najpierw kupić, a potem już przestaniecie (lub w odwrotnej kolejności, bo jak już sobie to nabędziecie, będziecie chcieli jak najszybciej posłuchać. Tak to działa, moi drodzy). Trochę się tu śmieję, ale dla fanów to wydawnictwo jest spełnieniem marzeń w moim odczuciu. Pięknie wykonane, świetnie wytłoczone. Pełna perfekcja. W dodatku się minimalnie różni – są to detale, które zachwycają. Jeszcze można go trafić, ale powoli zanika (ponownie, bo został już raz dotłaczany). Gdy w końcu zaniknie, to już pewnie bezpowrotnie. Wtedy czeka was udręka z szukaniem tego w chociaż sensownej cenie. To tyle na dzisiaj, miłego.

Wesołych Świąt!

No to co, składam wam życzenia, moi mili:
Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów.
Z nowinek to dotarła do mnie ostatnia paczuszka przed świętami, manga w twardej oprawie. Obiecuję wam nadgonić nieco recenzje po świętach (w trakcie ich trwania może być ciężko, więc będzie niespodzianka, jeśli się coś uda). Pamiętajcie, że wyprzedaże mają się ku końcowi, więc to ostatnia szansa na jakieś obniżki. W tym roku jeszcze pewnie dotrze do mnie paczuszka z KS (już zacieram ręce). Podsumowanie roku na sam koniec będzie, więc… Wesołych Świąt!

[ANIME BD] Mobile Suit Gundam the Origin V – VI Collectors Edition

Z drobnym opóźnieniem prezentuje kolejny wpis. Już myślałem, że nie uda się nic opublikować przed świętami. Były jakieś postanowienia, więc wypadało z nich coś zrealizować. W każdym razie chociaż odrobinkę, że tak to ujmę. Owocami tej decyzji są dzisiejsze słowa, więc uznajmy, że zaczynam je powoli realizować. Czas na stałe elementy. Ostatnio dotarła do mnie taka lekko większa paczka z UK, więc się udało przed zakończeniem roku. Wprawdzie miał być jeszcze jeden pre-order, ale… Chyba ma opóźnienia. Do tego dodajmy te problemy na granicy, nieustanne debaty w sprawie brexitu i umowy handlowej, co oznacza mniej więcej tyle, że nie wiem, czy się spodziewać tego przedmiotu w bliżej nieokreślonej przyszłości. Dalej mamy przedmiot zakupiony ponad miesiąc temu, który niby osiągnął nasz kraj, ale się zatrzymał. U celników/granicy czy sortowni? A może nawet nie dotarł, bo na innych trackingach go nie widzę. Na koniec pre-order mangi wysłany dzisiaj i przedmioty z KS, które niby dotrą do mnie na koniec roku. Nie wiem, czy mam ufać tym zapewnieniom, ale byłoby miło. Co tam dalej chciałem wam napisać… Aha, szał zakupowy trwa, a już się nieźle obłowiłem. Wprawdzie paczki pojawią się zapewne w okolicach marca, ale już się cieszę. Ale to brzmi komicznie. Czas na nowinki wydawnicze. Funimation zapowiedziało: BOFURI I Don’t Want to Get Hurt So I’ll Max Out My Defense Season 1 Limited Edition (BD), One Piece Season 11 Part 1 (BD/DVD), Fruits Basket Season 2 Part 2 Limited Edition (BD/DVD), A Certain Scientific Railgun T Part 1 (BD/DVD), Dragon Ball Z Season 8 Steelbook (BD), Dragon Ball Z Season 9 Steelbook (BD), Asteroid in Love (BD), Goblin Slayer Goblin’s Crown Movie (BD), Black Clover Season 3 Part 3 Collector’s Box (BD/DVD) i Phantasy Star Online 2 Episode Oracle Part 1 (BD). Parę fajnych nowości, ale większość raczej nabędę w wersji UK. Media Blasters zapowiedziało: Puppet Princess (BD). Kitty Media uruchomiło pre-order do: Pure-Hearted Girl Et Cetera (BD). GKIDS wyda: The Cat Returns Steelbook (BD/DVD) i Whisper of the Heart Steelbook (BD/DVD). Jeszcze na dokładkę MVM Entertainment zapowiedziało na przyszły rok Paranoia Agent: Collector’s Edition (BD). Czyli w miejsce steelbooka dostaniemy wersję kolekcjonerską. To może być w sumie nawet lepsze. Jeszcze taka nowinka. Wydawana Akira w 4K ma SDR zamiast HDR, ale kwestia ta zostanie naprawiona. Wydawcy wspominają o bezpłatnych zamiennikach w okolicach lutego. Całe szczęście, bo już się obawiałem, że zostaniemy z tylko „trochę lepszym wydaniem”. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest Mobile Suit Gundam the Origin V – VI w wersji kolekcjonerskiej od Anime Ltd. Tak, moi drodzy, po bardzo długim czasie wracamy do wpisów związanych z serią Gundam. Jestem jej wielkim fanem, oglądałem masę produkcji z tego uniwersum i tak samo prawie dużo mam ich w kolekcji, a wydania od wydawcy z UK są zwyczajnie niesamowite, więc zachodzę w głowę, czemu taka cisza w tym temacie? Tak, sam nie wiem, ale mam zamiar coś w tej kwestii zmienić. Nie mówię, że was tutaj w najbliższych dniach zasypię, ale będą się pojawiać. To na pewno. Na początek swego rodzaju kontynuacja wpisu, czyli pozostałe dwie części Origina. Podobnie jak w USA, tak samo i w UK została podzielona ta seria. Dobrze znający moją kolekcję pewnie zdadzą sobie sprawę, że przecież mam japońskie boxy od Gundam Origin. Tak, wszystko się zgadza, ale bardzo lubię tę serię oraz wydania Anime Ltd. W dodatku wydają w takim samym stylu wszystkie Gundamy, więc trochę bym miał lukę. Do tego tanio trafiłem, więc co mi tam. Bawi mnie to strasznie, więc w ogóle nie żałuję. Może bym za to nie przepłacał, ale za niską kwotę, jak najbardziej się skusiłem. Tak w sumie to do tej pory nie omawiałem tej serii (lub robiłem to po łebka). Myslę o takim zarysie fabularnym, żeby była jasność. Wynikało to z faktu, że… Kiedyś tego zwyczajnie nie robiłem. Tak, moje wpisy były dawniej zdecydowanie mniej obszerne. Trochę się wyrobiłem przez lata, wena mnie poniosła. Głupio wyglądały takie mało treściowe. Co tam jeszcze mogę w tej argumentacji napisać? W każdym razie się to zmieniło. Gundam: The Origin, prequel wszystkich Gundamów z podcyklu określanego Universal Century. Fabularny wstęp do serii telewizyjnej z roku 1979, koncentrujący się na historii Casvala i Artesii, ale pokazujący także wydarzenia, które doprowadziły do Jednorocznej Wojny. Dodatkowo zawierający mnóstwo smaczków dla najwierniejszych fanów cyklu. Mamy więc okazję poznać jeszcze żywego niesławnego Deikuna i towarzyszyć mu w trakcie wiekopomnego przemówienia, w którym miał zamiar ogłosić niepodległość kolonii Side 3. Obserwujemy dorastanie przyszłego Czerwonej Komety (z którego skądinąd niezły psychopata), możemy też przyjrzeć się wydarzeniom, które sprawiły, że Artesia stała się tak twardą kobietą. Poznajemy także okoliczności towarzyszące początkom przyjaźni pomiędzy Charem a Garmą Zabim. A przecież to tylko część wątków… W tle mamy też Hamon, porucznika Rambę, Dozle’a, Amuro i całą resztę wesołej gromadki, którą widzimy w zupełnie innym niż dotąd świetle. Oprócz wątków personalnych pojawią się jeszcze polityczne intrygi, zabójstwa, szpiegostwo, zamieszki, wojna i co tam jeszcze tylko twórcom przyszło do głowy [tanuki.pl]. Jak wielokrotnie już pisałem, dla mnie to seria (nazwijmy to tak, ale tak po prawdzie to sześć filmów) szczególna, a przy tym niesamowicie zrealizowana. Bawię się świetnie przy oglądaniu scen, o których wcześniej tylko czytałem lub znałem je z fragmentów. Do tego ich realizacja jest naprawdę świetna. Można wprawdzie narzekać, że Char od samego początku ma potencjał, którego pozazdrościłby mu nawet Amuro (albo go nim zawstydził), ale nie przeszkadza to zbytnio podczas seansu. Należy zauważyć, że pomijając pewne akcje pokroju jakiejś ucieczki, chłopak przechodzi jednak szkolenie wojskowe itd. Słowem, miał gdzie poznać tajniki walki. Inna sprawa, że tam też się zdecydowanie wybija na tle reszty. W każdym razie seria zdecydowanie godna polecenia każdemu. Tak, dobrze usłyszeliście. Najwięcej zabawy będą wprawdzie mieli fani cyklu, ale mogą po nią sięgnąć również jego nieznający. Ta historia może ich przekonać do dalszej eksploatacji. Sporo osób odbija się już na etapie „wstępnej analizy” od starych odsłon, bo właśnie mają swoje lata, są dosyć długie itd. Po obejrzeniu tej perełki mogą się szybciej przekonać do seansu. Dobrze wtedy zrobią, bo coś w życiu stracili, jak to mawiają.  Przejdźmy do opisu już samego wydania, bo i tak tutaj się rozgadałem. Wydanie brytyjskie od Anime Ltd. jest kopią amerykańskiej od Nozomi, która miała niby poprawione lekko napisy i całkiem przyzwoite kodowanie. Pod względem zajętego miejsca na płycie można by spekulować, ale zdecydowanie nie ma na co narzekać. Świetna jakość, którą zdecydowanie mogę polecić. Czas na detale dotyczące kwestii fizycznych dodatków czy wydania.

img_0975_wynik

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: DTS-HD MA 5.1 & LPCM 2.0 (japoński), DTS-HD MA 5.1 & LPCM 2.0 (angielski)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie, francuskie
Dyski: 1xBD
Lista odcinków z wydania:
5. Clash at Loum
6. Rise of the Red Comet

img_0976_wynik

Jak wspominałem, wydanie prezentuje się bardzo ładnie. Mamy tutaj dosyć typowe opakowanie dla Anime Ltd, co znaczy mniej więcej tyle, że jest wykonane niezwykle gustownie. Na przedniej i tylnej stronie wydawca sprezentował nam dosyć powszechnie znane grafiki promocyjne. W odróżnieniu od części pierwszej (czyli odcinków I-IV) mamy inny gratis, czyli książeczkę (tam były pocztówki).

img_0977_wynik

W środku otrzymujemy opakowanie typu BD-case i książeczkę, ale wszystko po kolei. Wspomniany ma jedną płytę z odcinkami. Wydawca umieścił dwa filmy na pojedynczym dysku. W związku z tym dał nam dwustronne okładki do tych produkcji, by można było sobie je dowolnie przekładać. Świetne rozwiązanie.

img_0978_wynik

Tylna część.

img_0979_wynik

Podgląd na płytę.

img_0980_wynik

Odwrócona okładka, czyli ta od kolejnego filmu (ostatniego).

img_0981_wynik

Czas na jedyny dodatek, pomijając płyty, czyli książeczkę. W przypadku pierwszej części były pocztówki, tutaj mamy taki „tradycyjny” dodatek. Napisałem tak, ponieważ w pakietach Gundama zawsze przy pierwszej części dostajemy box na komplet, a przy drugiej książeczkę.

img_0982_wynik

Tylna jej część.

img_0983_wynik

Tutaj podgląd środka. Na trzydziestu dwóch stronach przeglądamy wizerunki postaci, mechów czy jakieś grafiki promocyjne. Wszystko ładnie przygotowane, wiec sanowi nie lada gratkę dla fanów. Posiadając kolekcjonerskie wydania tej serii, śmiało stwierdzam, że skopiowano z nich te ciekawsze fragmenty. Masę brakuje, ale trochę nam tu zaoferowali.
Podsumowanie: Mamy tu mnóstwo akcji, a początkowo także całkiem sporą ilość scen komediowych. Ale, jak na Gundama przystało, nie brak tu dramatu, świństw i trupów w ilościach hurtowych. W gruncie rzeczy nie zobaczymy tu przemocy jako takiej, krew leje się dość okazjonalnie i bez ciągot w kierunku produkcji spod znaku gore. Nie zmienia to faktu, że twórcy nie bali się pokazać także bardziej okrutnego oblicza wojny. Ogólnie pozycja dla fanów cyklu, mechów, sensacji oraz takich, którzy chcą się do tych tematów przekonać. Zdecydowanie polecam. Opisywanie tutaj wydanie jest aktualnie dosyć ciężko dostępne w tej wersji. Trzeba szukać po aukcjach czy jakiś mniej znanych sklepach internetowych. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] Gigantomachia

Wpis ten miał się pojawić w weekend, ale jakoś tam się nie udało. Ląduje dopiero dzisiaj, za co was przepraszam. Jak wspominałem niedawno, niedługo zaczynam urlop, w którym to planuję trochę tutaj podgonić. Może jeszcze nie w czasie świąt, ale na pewno w okolicach czy zaraz po nich. Trzymajcie kciuki. Nawiązując do ostatniego wstępu, ciągle trwają negocjacje między EU i UK, więc tli się jakaś nadzieja. Chyba każda ze stron zdaje sobie sprawę z układów handlowych i ich znaczenia gospodarczego, więc chce to wszystko jakoś pogodzić (ale mają swoje priorytety i nie mają zamiaru przy tym czegoś stracić – po co wychodzili z EU, więc mamy impas. Z różnych informacji wynika, że coś tam lekko idzie ku porozumieniu, ale trudno ocenić, że to jakieś nadzieje tylko czy faktycznie tak jest. Czekam y i obserwujemy). Nadzieja upada ostatnia. Jak to w okolicach świat bywa, pojawiają się liczne opóźnienia w wysyłkach. Sam czekam na kilka rzeczy i robi się to trochę irytujące. Już pal licho paczki zagraniczne, ale z naszego kraju pre-ordery idą do mnie ponad tydzień? Kto to widział. Czas na nowinki wydawnicze. Dzisiaj będzie zróżnicowanie. Viz zapowiedział: JoJo’s Bizarre Adventure Golden Wind Set 2 (BD) oraz Naruto Set 2 (BD). Shout Factory wyda: The Cat Returns Steelbook (BD), Whisper Of The Heart Steelbook (BD) oraz On-Gaku: Our Sound (BD). W Japonii zapowiedziano One Last Kiss [Limited Release] od Hikaru Utady na winylu (EP-ka z okazji premiery „Evangelion: 3.0+1.0 Thrice Upon a Time”). Zawiera raptem pięć kawałków, ale znalazł się tam brakujący utwór, o którym wspominałem przy okazji składanki Evangelion (tak, tej wydawanej przez Milan Records w lutym). Swoją drogą to wydawnictwo też podobno wydadzą. Skoro już o nich mowa, to zapowiedzieli wydanie Promare na winylu (mam swoje, więc sobie daruję). Wydawnictwo Waneko ogłosiło tytuły trzech nowych mang, które zostaną wydane w ramach serii „Jednotomówki Waneko” oraz jeden tytuł ponadplanowy. Pierwszą z nich będzie komedia ecchi Shachiku Succubus no Hanashi (Sukkub i jej ciężka praca w korpo) autorstwa Gentsuki. Drugą pozycją będzie antologia Yume no Kaseki – Kon Satoshi Zentanpen (Skamieniałe sny) Satoshiego Kona. Trzecią pozycją będzie komedia erotyczna Usotsuki Mille Feuille (Tysiąc słodkich kłamstw) autorstwa Hiro Eguchiego. Dodatkową pozaplanową mangą jest pozycja z gatunku boys love Hishakai Shindo autorstwa Enjo. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest manga Gigantomachia od Kentarou Miury, którą wydało w naszym kraju wydawnictwo JPF. Któregoś tam dnia nabyłem tę pozycję z kilku powodów. Znane nazwisko, ciekawie zapowiadająca się historia i moja słabość do jednotomówek. Lubię je, ponieważ za jednym posiedzeniem można poznać całą historię. Oczywiście te dłuższe mają zazwyczaj bardziej rozbudowane wątki, masę bohaterów… Słowem, jest za co je lubić, ale mimo wszystko jestem fanem tych zamkniętych w tomiku czy dwóch historiach. Analizując moje słowa (lub czytając ze zrozumieniem), można dojść do wniosku, że na starcie byłem nastawiony na plus dla dzisiejszej pozycji. Tak właśnie było, ale myślę, że to nie był główny powód mojego zadowolenia przy tej lekturze. Dlatego już w tym miejscu chcę się lekko nie zgodzić z opinią o tej pozycji, która w sumie króluje na sieci, że jest to historia tylko na raz. Zostawię was na razie z tymi słowami, a teraz trochę o fabule. Odległa postapokaliptyczna przyszłość. Po upadku niezliczonych cywilizacji i wyniszczających wojnach świat w minimalnym stopniu przypomina naszą współczesność. Zmiany klimatyczne i wynikłe z nich katastrofalne zjawiska pogodowe zupełnie zmieniły krajobraz Ziemi. Większość lądów pokryły nieprzyjazne pustynie, na których przetrwać mogą jedynie najbardziej odporne istoty. Flora i fauna w wyniku ewolucji uległy zadziwiającym przemianom, a świat zaczęły przemierzać stwory rodem z mitów, na czele z gigantami. Aby dostosować się do nowych ekosystemów, ludzkość podzieliła się na bardzo wiele oddzielnych ludów. Wiele z nich z powodu życia w izolacji nabrało różnych zwierzęcych cech i z każdym kolejnym pokoleniem coraz mniej przypominało homo sapiens. Ten dziwaczny i wrogi świat przemierza z ważną misją dwójka bohaterów – zapaśnik Delos i kierująca jego poczynaniami nastoletnia Prome. Ich celem jest spotkanie z pustynnym ludem Skarabian, przegrywającym wojnę ze znacznie potężniejszym od siebie Imperium Humów. Rychła konfrontacja nie przebiega jednak najlepiej, gdyż napotkani chrząszczojeźdźcy nie wykazują chęci do rozmowy. Podróżnicy zostają więc potraktowani jak szpiedzy, a następnie związani, przewiezieni do pobliskiego miasta i skazani na śmierć. Tym samym można uznać, że para bohaterów mocno utrudniła swoje zadanie, mające na celu uratowanie Skarabian przed zbliżającą się właśnie armią [tanuki.pl]. Tak to się mniej więcej przedstawia. Sporo osób narzeka, że mamy tutaj wycinek jakiejś większej całości bez ładu i składu. W sumie mogę się z tym zgodzić, ale takie rozwiązanie zawsze mi przypomina starsze seriale pokroju „Po tamtej stronie”. Mamy tutaj zwięzłą opowieść, której dalsze rozwianie jest możliwe, ba, nawet jest pożądane, ale w takiej zwięzłej formie wypada zwyczajnie dobrze. Niejednego fana autora lub klimatów postapokaliptycznych zainteresuje tutaj świetna kreska czy sami lekko niesamowici bohaterowie, którzy trochę przypominają pewną parę z Mad Max 3 (ale tutaj w zabawnej formie, bo mamy małą dziewczynkę zamiast karzełka na baranach, ale w sumie reszta wypada prawie identycznie). Reasumując, historia, jak i sama pozycja przypadły mi do gustu i szczerze ją polecam. Sam czytałem ją już trzy razy i chętnie do niej wracam. Z kwestii technicznych nie zauważyłem w sumie żadnej wpadki czy jakiegoś dziwnego wyrażenia. Po raz kolejny JPF udowodnił mi, że wywiązują się z roboty bez zarzutu, za co warto ich cenić i kupować kolejne pozycje. Jeszcze dodajmy standardowy opis od wydawcy i przechodzimy do recenzji wydania:
100 milionów lat po Wielkim Zniszczeniu, życie toczy się na pustkowiach zamieszkanych przez ludzi, pół-ludzi i ogromne stworzenia. Gdy Imperium Olimpu używa olbrzymich bestii, by zmiażdżyć swoich przeciwników, jedynie gladiator Delos, Prome i tytan Gohra, mogą stać się nadzieją na powstrzymanie ludobójstwa i uleczenie rozbitej Ziemi.
img_8963_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 232
Format: A5 (14,5cm x 20,5cm)
Oprawa: miękka, obwoluta
img_8964_wynik
Omawiana dzisiaj pozycja nie miała specjalnej wersji czy nawet pre-orderowych dodatków. Przynajmniej nic sobie takiego nie przypominam. W każdym razie powstała w czasach, gdy takowych nie dostawaliśmy. Niektórym może się wydawać, ponieważ aktualnie zawsze je otrzymujemy, że tak było zawsze, ale przypomnę, iż się mylicie. Tak, czasem bywały i mnie cieszyły, ale nie był to zdecydowanie standard. Mamy tutaj wydanie z obwolutą, która bardzo ładnie się prezentuje. Pod względem przekładu, jest bardzo przyjemnie, więc po raz kolejny polecam to wydawnictwo. Co do edycji/przycinania stron już tak różowo nie jest. Kadry zdają się miejscami zanadto przycięte na krawędziach stron, lecz jeszcze w granicach, w których można nad tym zapanować i pewnie mniej wyczulony czytelnik nawet tego nie zauważy. Najbardziej ucierpiały ilustracje na dwóch sąsiadujących stronach (a tych jest sporo). Margines wewnętrzny niewiele pomaga, ale na to niewiele można poradzić w przypadku klejonego grzbietu, na szczęście wspomniany już margines ratuje grzbiet przed rozchylaniem do granic możliwości.
img_8966_wynik
Podgląd przykładowych stron ze środka, by przedstawić kreskę czy jakiś tam kadr tłumaczenia, rozmieszczenia dymków itd. Jak wspominałem w trakcie głównego opisu, mamy tutaj bardzo dobrą kreskę, która cieszy oko. Jeśli nawet komuś sama historia nie przypadła bardzo do gustu, ten atut pozostaje niezmienny.
Podsumowanie: Manga autora kultowego Berserka, tak by zaczął każdy dobry sprzedawca lub człowiek od reklamy. Powieść dogi w postapokaliptycznych klimatach z dwójką nierozłączny bohaterów, napiszę samemu. Zwięzła opowieść, którą spora część pewnie zapomni po przeczytaniu, ale warto do niej wracać. Wypada bardzo dobrze, bohaterowie są jednakowo zabawni, ale równocześnie trudno ich nie polubić czy im nie kibicować. To taki Atak Tytanów w nieco innej formie, bo Delos i Prome mają ważną misję – chcą poskromić Tytanów Olimpu, gargantuiczne istoty działające na rozkaz żądnego podbojów Imperium. To tyle na dzisiaj, do następnego.

[ANIME BD] BLEND-S: Complete Set

Ponownie daję wam wpis z poślizgiem. Ostatnio sporo sobie oglądam, czytam, słucham itd., ale coś was zaniedbuję (a przynajmniej ten blog). Chyba trochę się to bierze z faktu, że po HO chcę sobie odpocząć (od komputera i siedzenia przy ekranie). W każdym razie niedługo mój długo wyczekiwany urlop, więc będę miał więcej wolnego czasu. Nadrobimy, a przynajmniej taką mam nadzieję. W tej chwili czekam na jedną większą nieco paczuszkę i kolejna powinna ruszyć niebawem (pre-order ma opóźnienie). To już ostatnie przed zakończeniem brexitu, który chyba będzie bez umowy. Oznacza to VAT i CŁO przesyłek z UK. Ubolewam nad tym niezmiernie, bo od ostatniego roku czy dwóch mam tam dobre kontakty. Mogłem naprawdę masę rzeczy kupować w komicznych dosyć cenach. Teraz będzie trochę gorzej. Mam nadzieję, że chociaż będzie można od ręki zapłacić te podatki, to nie będą paczki utykać na granicy, bo to już będzie straszne. Niemniej zawsze się cieszyłem, że chociaż z tego miejsca mam fajnie z moimi skarbami, a to się ukróci. Cały czas liczyłem na ugody handlowe, czyli opcję bez twardego brexitu, ale chyba się na to nie zanosi. Dobrze, że mam kontakty, to chociaż nie będzie bardzo źle, ale mimo wszystko gorzej. Czas na nowinki wydawnicze. Discotec zapowiedział: Acrobunch (SD-BD), Miss Machiko (SD-BD), Konosuba Season 2 + OVA (BD), Lupin the 3rd The Columbus Files (BD), Brave 10 (BD) i Bananya and the Curious Bunch (BD). Od Sentai natomiast dostaniemy: Aragne Sign of Vermillion (BD), PET (BD), BanG Dream! Season 3 (BD), Cagaster of an Insect Cage (BD) i Made In Abyss Theatrical Collection Steelbook (BD). Całkiem przyjemne pozycje, ale są też i takie, których będę szukał w UK (Konosuba). Na koniec nasz ryneczek i kapitalne nowinki. Wydawnictwa J.P.Fantastica i Kotori postanowiły zrobić wspólną mikołajkową niespodziankę i po raz kolejny połączyły siły. W wyniku tej współpracy polscy czytelnicy będą mogli cieszyć się bogatą kolekcją mang Rumiko Takahashi i nie tylko. Na pierwszy ogień pójdą dwa wznowienia i jedna premiera: Ranma 1/2, Inuyasha oraz Rumik World. Wymienione tytuły znajdą się w ofercie JPFu, podczas gdy Kotori wyda Eden, Hirokiego Endo. Wszystkie mangi zostaną wydane w formacie A5, z obwolutą, w wersji 2 w 1. Oczywiście, nie zabraknie zupełnie nowych przekładów i pięknych okładek. Planowo rocznie ma ukazywać się w kolekcji dwanaście tomów. Co więcej, wydawnictwo JPF już zapowiedziało, że planuje wydanie także innych tytułów Rumiko Takahashi. W sklepie wydawnictwa ruszyła już przedsprzedaż! Doczekałem się, tyle powiem. Eden nabyłem parę lat temu za sensowne kwoty, ale oczywiście będę kupował nowe wydanie. To jedna z moich ulubionych serii (chyba najlepszy komiks, jaki czytałem), więc wersja deluxe jest obowiązkowa. Dodatkowo od samego początku denerwował mnie ten mały format, który zdecydowanie umniejszał kapitalnym kadrom tej pozycji. Może nawet format B5, by się przydał, ale nie bądźmy zachłanni.  Ranmy itd. kiedyś miałem od Egmontu, ale sprzedałem, bo były niekompletne i ogólnie chwilami dziwnie tłumaczone, a dodatkowo czytało się je w odbiciu lustrzanym. Będzie zbierane wszystko z wymienionych (tylko poszukać trzeba miejsca na te perełki). Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest kolekcjonerskie wydanie serii Blend S od Aniplexu. Na wstępie dodam, że to jedyna (oficjalne oczywiście, bo bootlegów nigdy nie liczę) edycja dostępna z angielskimi napisami tej produkcji na rynku. Nadmienić należy przy okazji, że od ponad roku całkowicie niedostępna. Oczywiście można czatować na aukcjach internetowych, ale trzeba się liczyć ze sporą sumą. Sam ją nabyłem w dosłownie ostatniej chwili, ponieważ po moim zakupie wzrosła cena dosyć znacząco na sklepie, a potem zniknęła ta pozycja bezpowrotnie. Szczerze przyznam, że nie spodziewałem się jej tak szybkiego przepadnięcia. Wydania Aniplexu są bardzo fajne dla kolekcjonerów i fanów anime, bo są zawsze dosyć unikatowe. Mają ograniczoną liczbę egzemplarzy, świetne kodowanie wideo i audio, z czego wręcz słyną (zazwyczaj to po prostu idealne kopie japońskich wydawnictw z nierozczulaniem się nad liczbą nośników), ładnym wydaniem z kopią oryginalnych japońskich okładek. Cud, miód i orzeszki (pomińmy napisy, które nie zawsze są tak świetne, ale ostatnio się to zmienia), ale zazwyczaj ma to swoją wysoką cenę. Wprawdzie w ostatnich latach zaczynają trochę odchodzić od rozdzielania serii na boxy po pięć odcinków i dzięki temu jest trochę taniej, ale z drugiej strony tracimy dodatki fizyczne. Chciałbym mieć wszystkie ich wydania w swojej kolekcji, ale jest to najzwyczajniej niemożliwe, a dodatkowo kosztowne. Dlatego właśnie wybieram sobie serie, które występują tylko u nich (bo się inaczej nie da zdobyć), mają zdecydowanie lepsze wydania lub w tych z innych krajów są jakieś problemy natury technicznej. Oczywiście aspekty mogą się kumulować, to wtedy wybór jest prostszy. To taki ogólny schemat, ale mam też ulubione produkcje, które najzwyczajniej w świecie chcę w najlepszym wydaniu, więc też czasem sięgam. Tak czy siak, mamy tutaj do czynienia z najprostszym przypadkiem, czyli nieobecnością pozycji na innych rynkach, więc sprawa jest oczywista. Zapomniałbym, żeby była jasność, musi się seria też podobać, co chyba nie podlega dyskusji, czyż nie? Dzisiaj omawiana produkcja oczywiście przypadła mi do gustu, więc nie ma co nad tym debatować. Trochę się tu rozpisałem o tematach mniej istotnych, ale tak już mam w zwyczaju. Może trochę o tej serii. Historia kręci się niejako wokół Maiki Sakuranomii, uroczej i niewinnej nastolatki, która poszukuje aktualnie pracy dorywczej. Jakie zajęcie może być odpowiednie dla osoby z nieprzyjemnym defektem (mowa tutaj o „odstraszającej twarzy”, czy bardziej niekontrolowanym grymasie niezadowolenia/wkurzenia bez powodu)? Praca w kawiarni! Ale, ale… nie myślcie sobie, że chodzi o zwykłą placówkę, tylko o lokal tematyczny, w której kelnerki odgrywają różnego rodzaju role ku uciesze klientów. Właścicielem kawiarni Stile jest pewien przystojny, ale ekscentryczny Włoch o imieniu Dino, będący wielkim fanem japońskiej kultury. Drobniutka Japoneczka z długimi, kruczoczarnymi włosami stanowi jego ideał kobiecości, a swoją ekscytację ze spotkania takowej wyraża w dość nietypowy sposób (niezbędne są do tego deklaracje miłosne i obowiązkowy krwotok z nosa). Z miejsca proponuje Maice pracę w charakterze dyżurnej sadystki. Choć dziewczyna nie do końca jest do tego pomysłu przekonana, jej naturalny dar do wyglądania strasznie w połączeniu z pewnym brakiem obycia sprawiają, że z łatwością odnajduje się w nowej roli i ostatecznie decyduje się zatrudnić w tym domu wari… uroczym miejscu. Poza Maiką w kawiarni pracują jeszcze dwie dziewczyny. Kaho Hinata, odgrywająca rolę tsundere, jest jednocześnie zagorzałym otaku wszelkiej maści gier komputerowych. W rzeczywistości cechują ją beztroski sposób bycia i bardzo pogodny charakter. Jako że w tego typu miejscach nie może zabraknąć klasycznego wręcz modelu młodszej siostrzyczki, zadanie to przypada dwudziestoletniej Mafuyu Hoshikawie. Nie licząc jednak dziecinnego wyglądu, jest ona osobą raczej poważną i dojrzałą, aczkolwiek do jej słabości należy fascynacja pewną serią z gatunku mahou shoujo. W ekipie jest jeszcze jeden mężczyzna, pracujący na kuchni Kouyou Akizuki, kolejny fan gier i anime, ze szczególnym zamiłowaniem do yuri. Tak jak i Mafuyu, ma on raczej poważny charakter, co zresztą uwidacznia się zwłaszcza w jego odpowiedzialnym podejściu do pracy. Z czasem do tego grona dołączają jeszcze dwie osoby, których zadaniem ma być odgrywanie roli starszej siostry i idolki. Przy takiej grupie oryginałów zdecydowanie nie sposób się nudzić! [tanuki.pl] Myślę, że już każdy widzi tutaj podobieństwo do serii Working!! (w obu tytułach motorem napędowym jest stado mocno zakręconych, sympatycznych bohaterów i ich wzajemne relacje. W przeciwieństwie jednak do przywołanej tu serii o pracownikach Wagnarii, Blend S stawia także na zabawę popularnymi schematami). Mamy tutaj masę kontrastów. Główna bohaterka jest zawsze przestraszona i płochliwa, a gra tutaj rolę sadystki. Twardo stąpająca po ziemi koleżanka z lokalu udaje uroczą siostrzyczkę. Te gagi oparte na kontrastach połączone z fajnymi bohaterami i ładną grafiką są motorem napędowym tej produkcji, który trudno nie polubić. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że humor tutaj przedstawiony nie wszystkim może podejść, ale mnie się bardzo podobało. Dodatkowo to jedna z produkcji, która wie, kiedy może zacząć zjadać własny ogon. Kontynuacji raczej nie będzie i w sumie dobrze. Chciałbym niby więcej, ale nie oszukuję się nawet, że to ma wielki potencjał na kontynuację. Twórcy potrafią wprawdzie czasem zaskoczyć, ale wydaje mi się, że bez wprowadzania nowych bohaterów by się nie udało. W każdym razie produkcja to niezwykle ładna i zabawna, więc szczerze ją polecam. Wprawdzie, jak wspomniałem na wstępie, mogą być lekkie trudności z kupieniem jej w obecnej chwili, ale szukajcie, polujcie lub wszystko na raz. Czas chyba się skupić na opisie wydania, bo i tak ten wpis się zrobił obszerny. Już wspominałem w sumie, że pod względem jakości jest bardzo dobrze, a napisy co ciekawe całkiem przyjemne. Są w kilku miejscach jakieś zmyślone wypowiedzi (takie drobne, ale jednak), ale to komedia i w sumie mi pasowały. Czas na opis fizycznych aspektów.
img_1345_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: LPCM 2.0 (japoński, angielski)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: A, B, C
Napisy: angielskie
Dyski: 2xBD
Lista odcinków z wydania:
1. First-Time Super Sadist
2. Sweets Without Honor
3. After the Date, Rated R
4. The New Girl Is a Big Sister
5. Rainy and Then Windy
6. By the Waterfront Et Cetera (For Adults)
7. Busy with Bananas and Strawberries
8. An Idol Character, Too
9. Owner Inauguration, Sister Attack
10. I`ll Teach You
11. Good at Tsundere, Bad at Cornering
12. I Love You!
img_1346_wynik
Jak wspomniałem powyżej, Aniplex od jakiegoś czasu serwuje nam kompletne serie w pojedynczym opakowaniu (w przeciwieństwie do lat poprzednich, gdzie rozbijał je na kilka). Dzisiaj omawiany produkt jest tego dobrym przykładem. Kupujemy za jednym razem całość. Dzięki temu przynajmniej po latach nie ma problemów, że dostępna na rynku jest połowa serialu, bo reszta się wyprzedała. W środku dostajemy nośniki, ładne opakowanie i książeczkę. W sumie standard w przypadku tej firmy, który bardzo cieszy.
img_1347_wynik
Zacznijmy może standardowo, czyli od pudełka z płytami. Tutaj widać pierwszą zaletę wydań Aniplexu, czyli idealną kopię okładek japońskich. Tylko zostały nałożone na nią angielskie napisy.
img_1348_wynik
Tylna jej część.
img_1349_wynik
Podgląd na płyty. Tak, całość zmieściła się na dwóch nośnikach, a wygląda przepięknie. Wypchane po brzegi wprawdzie, ale tylko dwa. Ciekawostka dla was. Oryginalnie w Japonii mamy takie same nadruki. Tam seria była wydawana w częściach po dwa odcinki.
img_1350_wynik
Alternatywne okładki pochodzące z japońskiego wydania znajdują się pod płytami.
img_1351_wynik
Czas na jedyny dodatek fizyczny z tego wydania, czyli książeczkę. Na szesnastu stronach widzimy sylwetki bohaterów z opisem, piękne arty i przysmaki z kawiarenki. Wszystko ładnie przygotowane i ze smakiem, jak to mawiają. Trudno się do czegoś specjalnie doczepić.
img_1352_wynik
Tylna część, żeby było więcej fotek.
img_1353_wynik
Obrazek ze środka. W tym przypadku ładne grafiki.
Podsumowanie: Zabawa schematami, czyli skrzyżowanie Working!! z moé okruchami życia. Tak można pokrótce opisać tę historię. Ogląda się ją niezwykle przyjemnie, nie jest długa, a bohaterowie przypadną do gustu wszystkim. To taki typ moé komedyjki, których niby wiele jest (tak mawiają), ale trudno podać tytuły. Zdecydowanie polecam. Omawiane tutaj wydanie jest niezwykle ciężkie do zdobycia. Może wyda ktoś tę serię w końcu w UK i będziecie mieli szansę? Chociaż jak patrzę na Working i ostatnie sezony, to mam wątpliwości. Udanych poszukiwań. To tyle na dzisiaj, miłego.

[FIGURKA] Black ★ Rock Shooter – 1/8 (Good Smile Company)

W końcu wstawiłem ten wpis. Miał się pojawić jeszcze w poniedziałek, ale za późno się za niego zabrałem. Wczoraj za to było szaleństwo zakupowe na Anime Ltd. Ale się obłowiłem, nie ma co. Przy tym zapłaciłem jakąś śmieszną kwotę jak na taką liczbę zamówionych przedmiotów, więc po raz kolejny pozamiatali konkurencję. Pewnie sobie trochę na to poczekam, ale to nic złego. Czemu? Bo wczoraj i tak dostałem sporą paczuszkę z innymi skarbami (też w większości z obniżek). Tak jak zawsze powtarzam, teraz jest najlepszy moment, by się obłowić. I to dosłownie. Aktualnie czekam na jeszcze dwie paczki i pre-ordery mangowe, które niebawem powinny ruszyć. Kwestie moich zakupów i nowinek z tym związanych mamy za sobą, czas na te wydawnicze. Dawno nie omawiałem figurkowych, a dzisiaj to bardzo pasuje, więc lecimy. Od KADOKAWA: Toradora! Taiga Aisaka Wedding Dress ver. 1/7 oraz KDcolle The Misfit of Demon King Academy -Shijousaikyou no Maou no Shiso, Tenseishite Shisontachi no Gakkou e Kayou- Misha Necron Swimsuit Ver. 1/7. Revolve wznawia: Spice and Wolf Holo Spice and Wolf 10th Anniversary Ver. 1/8. Aniplex wyda: Saenai Heroine no Sodatekata fine – Kasumigaoka Utaha – 1/7 – Maid ver. No i moje ulubione na koniec, czyli FREEing: B-STYLE 13 Sentinels: Aegis Rim Natsuno Minami 1/4, B-STYLE Infinite Stratos Houki Shinonono Bare Leg Bunny Ver. 1/4, B-STYLE Infinite Stratos Cecilia Alcott Bare Leg Bunny Ver. 1/4, a teraz największe hity: B-STYLE Sword Art Online Alicization War of Underworld Asuna Knights of the Blood Ver. 1/4, B-STYLE DF Kelly Bunny Ver. 1/4 i B-STYLE x -10 1/4. Nazbierało się tego trochę. Naprawdę przyjemne tutaj rzeczy mamy.  FREEing jak zwykle mnie zabiło swoimi statuetkami. Te ostatnie trzy są strasznie ładne, ale dosyć drogie. Dodatkowo zajmują w teorii sporo miejsca, ale… Ależ będę nad tym dumał, nie ma co. W dodatku mamy powrót Infinite Stratos w wersji z „gołymi nogami”. Może branie wszystkich to przesada, ale Houki Shinonono… Będzie się działo. Jak zawsze opisuję (bardziej „listuję”/wspominam) tylko część zapowiedzi, które najbardziej mi się spodobały. Uznajcie to za polecenie z mojej strony, a nie wypisanie wszystkich nowości. Lubię ten temat, co pewnie widać, ale nie skupiam się na omawianiu wszystkiego. Na to by musiał powstać osobny dział. Gdybym robił częściej wpisy i nie miał co dawać do wstępu, też by się nadało. W każdym razie wiecie, jak jest. Nowinki mangowe zostawię sobie na następny raz, bo będzie tam sporo opowiadania. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest figurka Black ★ Rock Shooter od Good Smile Company (bohaterka tytułowa z serii o tym samym tytule. Pokrętnie to brzmi, ale wiadomo, o co chodzi). Na wstępie tylko napomknę, że napisałem ten tekst po raz drugi, ponieważ nieszczęśliwym trafem i kapryśnym losem jakoś go nadpisałem (pustką, że tak to ujmę), a redagowany był poza moim blogiem. Powoduje to brak wcześniejszej wersji pliku, którą zwyczajnie nadpisałem, jak wspomniałem chwilę temu. Po zwyzywaniu wszystkich, pomijając moją skromną osobę (bo co zawiniłem niby, śmiech), postanowiłem przystąpić do działania i napisać go od nowa. Pamiętam, o czym tam wam wspominałem, więc generalnie mamy bliską wersję oryginału, który zaginął bezpowrotnie w odmętach dysku twardego (znaczy się w postaci kodu zero-jedynkowego). Takie tam gadanie na wstępie, ale zaczynajmy w końcu. Poprzednim razem wspominałem, że postać jest jedną z dwóch z uniwersum, więc zgodnie z zapowiedziami ruszamy z kolejną. W końcu trzeba obiecanego słowa dotrzymać, czego owocem jest dzisiejszy wpis. Tak, pomimo problemów i tak napisałem ten tekst. Wprawdzie poprzednią postać planowałem sprzedać w ramach akcji „robimy miejsce na coś nowego”, ale robiąc fotki, przyglądając się jej podczas recenzji, porzuciłem tę myśl (no, prawie, zostawiłem ją w ofercie, ale bardziej na zasadzie wybadania rynku, by ocenić, ile jest warta). W każdym razie na razie nie planuję jej sprzedawać, bo mi pasuje do kolekcji, pięknie się prezentuje w komplecie z dzisiejszym gościem honorowym i po prostu jest śliczna. Oczywiście wszystko może się kiedyś zmienić. Zrezygnuję z jednej lub trafi się coś lepszego z tego uniwersum i postanowię sprzedać komplet. Kwestia pozostaje otwarta. Nawiasem mówiąc, nawet zapowiedziano perełkę, ale prawdopodobnie cena mnie skutecznie odstraszy, a nawet jeśli tak nie będzie, nie znamy przybliżonej nawet daty premiery, więc raczej szybko z tego powodu się swojej nie pozbędę. W tym momencie warto by było przypomnieć historie tego uniwersum lub adaptacji w postaci animacji, ale byłoby to zwykłe powtórzenie ostatniego wpisu, więc sobie daruję. Odsyłam w tamto miejsce i jedziemy dalej. Skupmy się może na samej postaci i statuetce ją przedstawiającej. W pewnym sensie, co nie jest w sumie jakieś bardzo dziwne, przypomina ostatnio omawianą. To samo uniwersum robi swoje. Niemniej, a może właśnie dlatego, na każdym polu „pokonuje” tamtą figurkę, dlatego nawet nie myślę o sprzedawaniu Black ★ Rock Shooter. Zaczynając od samej postaci, którą po prostu lubię, przechodząc do samej dynamicznej pozy, która wypada lepiej, zróżnicowanych materiałach wykorzystanych przy projekcie (a bardziej ich imitowanie) i na samej liczbie detali skończywszy. Fanserwisowe elementy w dodatku tutaj są zdecydowanie na plus. Tak, dzisiejsza postać odsłania w pewnym sensie trochę „ciałka”, co daje niesamowity efekt. Wspomniałem o detalach, jest ich cały ogrom. Mamy tutaj rozpiętą kurtkę czy szramę na ciele, spodenki i kurtkę imitująca skórę i samo malowanie ciała Black ★ Rock Shooter, naprawdę ma się wrażenie, że jest jak prawdziwa (wyciągnięta z animacji). Coś wspaniałego. Tak mi się przypomniało, że ostatnio przeglądałem jakieś stronki i blogi o statuetkach w sieci i natrafiłem na pewien wpis, gdzie autor przekonywał, że bootlegi figurek są wykonane tak dobrze, że tylko na podstawie hologramów na pudłach można je odróżnić od oryginałów, dlatego fani proszą o ich zdjęcia. Poważnie, łapię się za głowę, jak można takie bzdury wypisywać. Poziom detali i wykonania jest wręcz niebotycznie różny. Mamy w oryginalnych piękne malowanie i dopieszczeniem szczegółów. Analizy fanów i doczepianie się nawet minimalnych błędów jednoznacznie o tym świadczą. Dalej mamy samą jakość farb i ich używania, czego nie uświadczymy w bootlegach. Tamte zwyczajnie śmierdzą i tylko zgaduję, co za reakcje zachodzą po jakimś czasie, gdy trzymamy je w pokoju na powietrzu (można się czegoś nieprzyjemnego nabawić, więc lepiej nie trzymajcie je w pomieszczeniu, gdzie śpicie). Na koniec mamy jeszcze jakieś uproszczenia, gdy coś jest trudniejsze do wykonania lub zwyczajne wydmuszki – trzymałem w dłoni kiedyś bootleg i był znacznie lżejszy od oryginału. Jeśli dla kogoś te statuetki to „zabawka”, może i dobrym pomysłem jest kupienie czegoś takiego. Dla prawdziwych kolekcjonerów i fanów liczy się właśnie najwyższa jakość, której próżno tam szukać. Tacy robią zdjęcia aparatem, wkładają za szybę, dbają o to i tak dalej. Wiem, bo tak właśnie mam. Dlatego takie wpisy mnie denerwują. Od razu mam wrażenie, że ktoś nie widział nigdy oryginału, a jeśli nawet i dalej tak twierdzi (i nie chodzi o to, że dla kogoś ta różnica nie jest warta ceny, bo to mogę zrozumieć – to indywidualna sprawa), to już nie wiem, co o kimś takim myśleć. Ślepy jest czy co? No mniejsza. Przepraszam was, ale musiałem to z siebie wydusić, bo się generalnie trochę zirytowałem. Zawsze tak mam, gdy natrafię na takie kwiatki. W każdym razie przejdźmy do detali. Nawiasem mówiąc, chyba wyszedł ten wpis dłuższy niż za pierwszym razem.
img_6288_wynik
Specyfika wydania:
  • figurka z podstawą
  • broń
  • łańcuch
  • alternatywna wersja twarzy
img_6289_wynik
Black ★ Rock Shooter od Good Smile Company zachwyca fanów masą detali oraz niesamowitym malowaniem. Mamy tutaj kapitalną podstawkę, która pochodzi z alternatywnego świata, gdzie pokruszone płytki i ogólnie rozpadające się podłogi są powszechne – zapewne ilustruje to jego koniec i balansowanie na krawędzi jego rozpadu. GSM przykłada niezwykłą uwagę do podstawek, które nie są u nich tylko podporą, ale wręcz częścią samej figurki, co jest niezwykle dobre i godne pochwał. Pomimo wielu lat, ponieważ dzisiaj omawiana ma ich prawie dziesięć na karku, warto zwrócić uwagę, że już wtedy wykonywane były przez tę firmę bardzo dobrze. Trudno do czegokolwiek się tu przyczepić. Ostatnim razem wprawdzie wspominałem o malowaniu czy farbie, która po zamknięciu na dłuższy czas jest wyczuwalna. Ale ten aspekt zaczyna mi się wydawać wyobraźnią (lub jest tak niszowy i znikomy, że to naprawdę czepianie się na siłę/szukanie jakiejś wady). W przypadku dzisiaj omawiane statuetki mamy parę różnych materiałów użytych przy produkcji. Wspomniana podłoga jest nieco szorstka, więc dobrze realizuje swoją funkcję, dalej mamy zawieszone łańcuchy z metalu, samą pięknie malowaną postać i wszelkie kurtki czy buciki przypominające skórę (wykonaną z takiego „materiału” itd.), a takie detale jak widoczny zamek od kurtki i wrażenie, że jest z metalu, są spełnieniem marzeń fanów. Naprawdę ogrom detali robi ogromne (pozytywne, oczywiście) wrażenie. Tak, uwielbiam statuetki od FREEing, które są bardzo seksowne i ociekają fanserwisem. Dodatkowo mimika twarzy, malowanie i wszelkie inne detale są tam niesamowite. Samo uchwycenie postaci w takim odmiennym tonie zaskakuje mnie za każdym razem. Wadą jedyną jest właśnie pewne uproszczenie – nie ma tutaj kurtek, podstawek itd. Coś za coś, jak to mawiają.
img_6290_wynik
Daję jeszcze jakąś dodatkową fotkę, by każdy mógł się przyjrzeć. Świetnie wykonana, dynamiczna, pięknie pomalowana. Wczepiana broń dalej dobrze się trzyma. Swoją drogą można sobie „usunąć” efekt poświaty przy oku w postaci alternatywnej/doczepianej części. Wolę aktualną wersję, dlatego macie ją na fotkach. Swoją drogą lekko świeci się, czy bardziej klimatowo odbija światło, że tak ujmę.
Podsumowanie: Świetnie wykonana postać Dead Master z serii Black ★ Rock Shooter od Good Smile Company. Została wydana wiele lat temu i aktualnie jest dostępna tylko z drugiej ręki. Czasem się trafia i zazwyczaj nie jest aż tak drogo. Wielu fanów uwielbia postacie z tego uniwersum, bo wypadają świetnie. Dzisiaj omawiana jest moją ulubioną, a w kolekcji mam w sumie dwie. Razem też świetnie wyglądają, dlatego nie planuję sprzedawać ani jednej z serii. Zdecydowanie polecam. Spodoba się nie tylko fanom tego uniwersum, ponieważ niejeden właśnie od figurek i ilustracji się w nie wciągnął. To tyle na dzisiaj, miłego.
delcross1463652519