[ANIME BD] Erased: Part 1 – Collector’s Edition

Z lekkim opóźnieniem… Dobra, kogo ja tu ściemniam. Przepraszam was za to dłuższe milczenie. Miałem trochę spraw na głowie i jakoś nie mogłem się zabrać za wpisy na stronie. Oczywiście obiecuje poprawę w najbliższej przyszłości. Przeprosiny mamy za sobą, więc lecimy z tematem. Ciągle myślę nad tym nowym działem, ale chyba zdecyduję się na taki z nazwą „inne” lub „felietony”, gdzie będą leciały posty na temat rozpakowywania paczek lub recenzje wszelakie (niezwiązane z zakupami). Zrobimy to w wolnej chwili, bo priorytetem są zwykłe wpisy, a przynajmniej co jakiś czas. Czas na standardowe elementy. Ciągle czekam na paczkę z USA, która ma dotrzeć przed końcem miesiąca. Obawiam się, że to się nie uda. Sklep z UK kompletuje moje zamówienie i zaczyna widzieć dwa scenariusze – wszystko zwali mi się jednocześnie lub jeszcze wyprzedzi tę, na którą czekam z utęsknieniem. W międzyczasie lecą do mnie dwa małe zamówienia (pojedyncze przedmioty) i mangi. Trochę się dzieje. Ostatnio sprzedałem komplet Edenu od Egmontu, skoro jeszcze są nabywcy za jakieś sensowne kwoty. Nie mam zamiaru w ramach sentymentów trzymać tak obszerną serię. Zawsze mnie tam denerwował mały format, żółte strony i cienka oprawa, która się marszczyła. Czekam na pierwszy tomik edycji deluxe w twardej oprawie. Będzie recenzja, obowiązkowo. Czas na nowinki wydawnicze. Sentai zapowiedziało: RahXephon Steelbook (BD), Chihayafuru Season 3 (BD), MM! (BD), School-Live! The Movie (BD, live action), Grisaia Complete Collection (BD) i Knights of Sidonia (BD). Bardzo dobre zapowiedzi, muszę przyznać. W końcu doczekałem się RahXephon na BD z angielskimi napisami (kompletna seria i film). Trzeci sezon Chihayafuru też ogromnie cieszy. Jest informacja o edycji premium później. Obyśmy nie musieli długo czekać. Dwa wznowienia też są i tu ciekawa sytuacja z Grisaią. Pierwsza wersja, którą posiadam, była na czterech płytach, a tutaj jest ich pięć. Chyba będzie lepsze kodowanie, bo o miniodcinkach słowem nie wspomnieli, a szkoda, bo bym brał od ręki. Jeszcze wspomnę, że najnowsza odsłona kultowej serii „talsów”, czyli Tales Of Arise, będzie miała premierę 10 września tego roku. Wydawca ogłosił edycje specjalne, a w tym kolekcjonerską z figurką. Fani ją zachwalają, ale, po zobaczeniu filmiku z rozpakowywania, nie jestem przekonany. Dostępny tutaj, klik. Źle na pewno nie jest, ale to dobry przykład statuetek z takiego typu edycji. Są tańsze i trochę gorzej wykonane. Jak ktoś ma cacka od konkretnych firm, wypada to zwyczajnie blado. Ale jest, jak to mawiają, więc można debatować. Jest już dostępna na wielu sklepach, ale szybko znika, więc radzę zabezpieczyć kopię, jeśli planowaliście sobie sprezentować. Nawiasem mówiąc, ostatnio wspominałem o kapitalnej cenie za Motoko Kusanagi na sklepie Zavvi. W końcu poprawili swoją cenę i jest czterokrotnie wyższa. W zamówieniu mi nie zmienili ceny, a nawet jak spytałem, czy za taką ją ostatecznie dostanę. Przytaknęli bez mrugnięcia okiem, że tak ujmę. Mimo wszystko nie chce mi się wierzyć, że będę miał tak wielkie szczęście. Tym bardziej że wiele osób ją kupiło w tym miejscu. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest „Erased” od Anime Ltd w wersji kolekcjonerskiej, a konkretniej jej pierwsza część. Tak, wydawca podobnie jak Aniplex podzielił serię na pół i przygotował niezwykle ładną edycję. Opisując teraz to wydanie, mogę przypomnieć, że pod koniec zeszłego roku miała premierę zbiorcza wersja. Wychodzi na pewno taniej (porównują ceny premierowe), dodatkowo opisywana przeze mnie edycja jest już niedostępna, pomijając serwisy aukcyjne wszelkiego typu, ale tracimy masę dodatków fizycznych. Wydanie zbiorcze jest zwyczajnie dosyć biedne pod tym względem, ponieważ mamy tam dwa pudełka BD-case wrzucone do boxu. Jeśli komuś nie zależy na książeczkach i tego typu sprawach, na pewno doceni to wydawnictwo. Skupmy się na moim, bo niewątpliwie jestem fanem pierwszych wydań i dodatków wszelkiego typu. Zanim jednak to zrobimy, trochę o tej pozycji. Wprawdzie jest to seria znana polskim fanom dzięki Studiu JG, które wydało u nas mangę, czyli „Erased: Miasto, z którego zniknąłem”, ale i tak warto wspomnieć trochę o fabule. Satoru Fujinuma, lat dwadzieścia dziewięć, kawaler – niewyróżniający się z tłumu innych Japończyków młody mężczyzna, który marzenia musiał skonfrontować z rzeczywistością i dlatego, zamiast zostać sławnym mangaką, zarabia, rozwożąc pizzę. Ale tylko na pierwszy rzut oka prezentuje się tak przeciętnie, ponieważ los obdarzył Satoru niezwykłą mocą, umożliwiającą cofanie się w czasie. Mało która jednak z tych „powtórek” jest dobrowolna i mężczyzna nie zawsze nad swoimi umiejętnościami panuje. Zwykle w pewnym momencie Satoru uświadamia sobie, iż dane wydarzenie już widział i musi szybko zorientować się, co jest nie tak, aby zapobiec nadchodzącej tragedii. Nie, żeby mu się spieszyło do bycia bohaterem, tylko zawsze tak jakoś przez przypadek… Dla Satoru jest to raczej kłopot niż powód do dumy, tym bardziej że nierzadko skutkiem jego interwencji jest pobyt w szpitalu. Co ma jednak zrobić, gdy okaże się, że coś złego grozi jego najbliższym? I dlaczego, aby zapobiec tragicznym wydarzeniom z 2006 roku, zostaje przeniesiony osiemnaście lat wstecz? Wszystko zaczęło się bowiem na początku marca 1988 roku, gdy zaginęła koleżanka z klasy Satoru, dziesięcioletnia Kayo Hinazuki… [tanuki.pl]. Tak rozpoczyna się ta historia z podróżami w czasie i próba ocalenia dziewczynki. Od razu mogę przypomnieć, że był to nie lada przebój w momencie emisji. Masę fanów analizowało odcinki i zapartym tchem śledziło dalsze losy bohaterów, bo co rusz wskazywać głównego złego. Z tym się swoją drogą wiąże pewien problem, ponieważ dosyć szybko można go wskazać. Raptem trochę po połowie, a nie na sam koniec, jakbym sobie to wymarzył. Mimo wszystko ogląda się to świetnie. Graficznie, muzycznie naprawdę daję rade, a do tego dochodzi historia, która zwyczajnie wciąga. Podczas seansu miałem nieodparte wrażenie, że w jakimś filmie widziałem już podobny motyw – ktos chce pomóc dziewczynie, która jest na celowniku zabójcy, ale nie daje rady. Zazwyczaj po jej śmierci oprawca brał na celownik kolejny cel, a dany bohater ponownie próbował ocalić kolejną osobę. Tutaj jest trochę inaczej, ponieważ ciągle tę samą. Ta różnica jest możliwa za sprawą tych skoków w czasie. Rozwiązanie jest genialne, ale czy idzie tak samo do samego końca? O tym już opowiem przy okazji opisu części drugiej. Kończąc ten opis na temat serii, już w tym momencie ją polecam. Tak, moi drodzy, warto, ponieważ wciąga niezwykle i nawet jeśli zakończenie nie było tak dobre, jak sobie to wymarzyłem, pozostaje wzorem dla innych. Przy okazji jeszcze napomknę, że doczekała się ta pozycja serialu live action i w dodatku jest dostępny na platformie Netflix. Nie oglądałem tej pozycji, ale może kiedyś dam szansę. Czas na opis samego wydania. Jest to edycja na rynek UK, czyli nasz region odtwarzacza. Pod względem jakościowym jest zdecydowanie przyzwoicie, nawet jeśli wydanie Aniplexu wypada minimalnie lepiej. W moim odczuciu nie była ta różnica warta swojej ceny. Dodatkowo tutaj otrzymałem jeszcze grubszą książeczkę. Nawiasem mówiąc, nabyłem tę pozycję na jakiejś wyprzedaży za komiczną wręcz cenę. Czas na detale.
img_0753_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: LPCM 2.0 (angielski i japoński) (BD), Dolby Digital 2.0 (angielski i japoński) (DVD)
Rozdzielczość: 1080p HD, SD (DVD)
Format obrazu: 16:9
Region: B (BD), 2 (DVD)
Napisy: angielskie
Dyski: 1xBD i 1xDVD
Lista odcinków z wydania:
1. Flashing Before My Eyes
2. Palm of the Hand
3. Birthmark
4. Accomplishment
5. Getaway
6. Grim Reaper
img_0754_wynik
Mamy tutaj dosyć standardowe wydanie Anime Ltd, co znaczy mniej więcej tyle, że bardzo udane. Podobnie jak w edycji Aniplexu, część pierwsza jest w większości biała, a druga czarna. Ten kontrast kolorów jest znany z tej produkcji i zdecydowanie działa na wyobraźnię. Mamy tutaj box, do którego włożono digipack z płytami i książeczkę. W przeciwieństwie do wydania USA tracimy soundtrack na płycie. Szkoda, i to na pewno, bo każdy od Yuki Kajiura jest świetny. Pamiętam, że było dawno temu coś wspominane, że zostanie później wydany w UK osobno. Ciągle czekam. Może teraz na płycie winylowej? To byłoby cos. Otrzymujemy natomiast bardzo długą książeczkę, ponieważ na dziewięćdziesiąt dwie strony.
img_0755_wynik
Pierwszy element wydania, czyli digipack z płytami. Minimalizm w cenie, który świetnie wypada.
img_0756_wynik
Podgląd na płyty. Tak, dobrze widzicie. Mamy tutaj dwa formaty do wyboru. Co ciekawe ten na płycie DVD wygląda dosyć słabo. Nie wiem, z czego to wynika, ale byłem wręcz zaskoczony. Niemniej i tak wybieramy płytę BD, więc mało mnie ten detal interesuje.
img_0757_wynik
Czas na najlepszy dodatek, a zarazem jedyny, bo trudno nim określać same płyty z odcinkami, czyli książeczkę. Długością już ją chwaliłem. Co mamy w środku? Naprawdę sporo. Opisy wszystkich odcinków, chronologię wydarzeń w czasie, masę grafik i zrzutów ekranu, jakieś mapy i wskazane miejsca zdarzeń, informacje i kluczowych elementach podczas śledztw, wywiady z twórcami, a nawet minimangę. Sporo, nieprawdaż. Wszystko kapitalnie przygotowane. Jeśli komuś podeszła seria lub lubi takie rzeczy, będzie zadowolony. Ja byłem, oczywiście.
img_0784_wynik
Podgląd do środka, byście zobaczyli, chociaż fragment tego cacka.
img_0759_wynik
Jeszcze jedna fotka, ponieważ tył książeczki był bialutki i nie było sensu wrzucać. Piękne, świetnie przygotowane, masę informacji.
Podsumowanie: A gdyby tak można było cofnąć czas i naprawić błędy przeszłości? Odważylibyście się wykorzystać taką szansę? Cóż, niektórzy nie mają wyboru, jeśli chcą przeżyć… Czyli świetna adaptacja popularnej mangi, którą wydało w naszym kraju Studio JG. Zachwyca historia, muzyka i grafiką. Wiele obiecuje i mimo że nie spełnia w stu procentach oczekiwań, zdecydowanie warto zapoznać się z tą produkcją. Zwyczajnie się broni i wciąga bez reszty. Nawet gdy już znamy głównego złego, dalej śledzimy z zapartym tchem akcję. Mógł być wielki hit, a jest zwyczajnie bardzo dobra seria. Opisywane tutaj wydanie jest już wyprzedane i można je dorwać tylko na serwisach aukcyjnych. Pozostaje wznowienie od wydawcy bez dodatków lub łapanie okazji. To tyle na dzisiaj, miłego.

[FIGURKA] Eiga No Game No Life Zero – Schwi Dola – Riku Dola – Couronne Dola – 1/7 (Phat Company)

Obiecywałem, więc wypadałoby raz danego słowa dotrzymać. Spiąłem pośladki i udało się, czego owocami są te deklaracje. Myślę tu głównie o gościu honorowym, a nie samym wpisie jako takim, ale też dobrze, że się ukazał, bo zaczynały się nam pojawiać obsuwy. W każdym razie zaczynamy bez większych opóźnień. Ostatnio też poprawiłem parę starszych moich wypocin. Tak to już jest, że człowiek spogląda na coś starego i chce to naprawić, bo widzi jakieś tam większe i mniejsze błędy, niedopowiedzenia czy dane zdanie mu po czasie dziwnie brzmi. Jak już kiedyś wspominałem, nie wiem, ilu doceni mój trud, ale jestem perfekcjonistą, wiec gdy coś zobaczę, muszę to naprawić. Czas na nowinki zakupowe. Dzisiaj niespodziewanie doszła do mnie paczka, którą oczekiwałem otrzymać w przyszłym tygodniu lub po majówce. Zdecydowanie zrobili mi dzień. Jeszcze parę mang dojdzie i bym mógł zrobić wpis o ostatnich skarbach. Trzeba to gruntownie przemyśleć. Paczka ze stanów ciągle nie dotarła, co mnie trochę martwi, ale mam co oglądać, więc na nudę narzekać na pewno nie mogę. Czas na nowinki wydawnicze. Pojawienie się Funimation UK stało się faktem i już widać „owoce” tego projektu: Infinite Dendrogram: Limited Edition (BD), Gleipnir (BD), K-ON! – Complete Collection (BD), Black Clover – Season 3 Part 1 (BD/DVD), Black Clover – Season 3 Part 2 (BD/DVD) Black Clover – Season 3 Part 3 with Collector’s Box (BD/DVD). Czyli dostaniemy wersje brytyjskie brakujących wydawnictw z USA. Jeśli dobrze rozumiem, teraz wszystkie limitowane wydania i serie z USA od Funimation będziemy dostawać w świetnych cenach. Dla mnie super informacja. Dodatkowo pojawił się ten box K-ON!, co sugeruje, że serie niedostępne dla tego wydawcy w USA będą mogły mieć swoją edycję w UK. Akurat ta pozycja mnie nie interesuje, bo mam przepiękne wydanie od Sentai (które czeka na recenzję). Dodatkowo niespodziewanie na Zavvi pojawiło się Robotech: The Macross Saga (BD). Czyżby ktoś przedwcześnie nas o czymś poinformował? Na razie trochę mało informacji (bo nawet usunięto kolejnego dnia tę pozycję ze sklepu), ale chyba już długo nie będziemy czekać na tę serię na nośnikach poza Japonią. Na koniec jeszcze taka ciekawostka. Ostatnio wspominałem, że trafiła się figurka, która mnie zwaliła na kolana, ale cenowo nie pozwoliła wstać. Przedwczoraj pojawiła się w kosmicznie niskiej cenie (jak na to wydawnictwo) na Zavvi – mowa o Ghost In The Shell Motoko Kusanagi 1/4, klik. Błąd czy inna wersja? Trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się natomiast, że mogą nam anulować zamówienia, jeśli będzie tak tanio, jak tu podają. Ale zawsze można pomarzyć, prawda? Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest figurka Schwi Dola (z Riku Dolą i Couronne Dolą w zestawie) w skali 1/7 z filmu Eiga No Game No Life Zero od Phat Company. W związku ze wznowieniem tej statuetki postanowiłem zrobić dla was recenzję, a prośba od jednego fana przyspieszyła ten fakt, więc możecie mu podziękować. Pewnie wrzuciłbym to za jakiś tydzień dopiero, bo ostatnio już wam figurkę od FREEing opisywałem – musi być jakiś odstęp czasu przecież, sami rozumiecie, ale cieszę się z sugestii i staram się je realizować jak najszybciej (a już na pewno, gdy mam przygotowane zdjęcia). Wyjątek mogą jedynie stanowić rzeczy, które sam jeszcze nie zgłębiłem (jakieś VN, LN czy anime, bo jednak w ciemno wolałbym tu nie opisywać – przecież zawsze wrzucam swoje trzy grosze, żeby nudno nie było i ogólnie taki już jestem). Niemniej tutaj było całkiem prosto, a sam nabyłem tę postać na premierę. Już trzy lata minęły, kto by pomyślał. Pamiętam, że ledwo mi się udało, bo nie brałem już na etapie pre-orderu, ale na premierę. Jakoś ją złapałem, zanim ceny drastycznie skoczyły. Z tą serią i firmą jest ciekawa sprawa, ponieważ jako pierwsza „z serii” pojawiła się Shiro w wersji z planetą w dłoniach. Nawet ją kiedyś wam opisywałem, bo aktualnie nie mam już tej pozycji w kolekcji. Zainteresowanych zapraszam w to miejsce, klik. W każdym razie postać tamta cieszyła się wręcz niesamowitą popularnością, więc pojawiło się stosunkowo szybko wznowienie, a potem podobnie zrealizowane figurki z tej serii (podobne podstawki, wersje chibi innych bohaterów w zestawie itd.). Właśnie taką wam dzisiaj opisuję. Nie wiem, czy wszyscy kojarzą film, z którego pochodzi, więc trochę nakreślenia tej historii (w końcu bohaterka tego wpisu z niego pochodzi, wiec warto poznać). W starożytnym Disboard (nawiązanie do Discordu?) Riku jest wściekłym, młodym wojownikiem, który chce ocalić ludzkość przed walczącym Exceedem, szesnastoma czującymi gatunkami, walczącymi o ustanowienie „Jedynego Prawdziwego Boga” wśród Old Deus. W krainie bezprawia brak umiejętności posługiwania się magią i słabe ciała uczyniły z ludzi łatwy cel dla innych Exceedów, pozostawiając ich na skraju zagłady. Jednak pewnego dnia nadzieja do nich wraca, gdy Riku znajduje w opuszczonym mieście elfów potężną kobietę – Ex-machinę, którą nazywa Schwi. Wygnana ze swojej gromady z powodu swoich badań nad ludzkimi emocjami, Schwi jest przekonana, że ​​ludzkość przetrwała tak długo tylko dzięki sile swych uczuć i jest zdeterminowana, aby zrozumieć ich serca. Tworząc nieprawdopodobne wręcz partnerstwo pośród tego  wszechogarniającego chaosu, Riku i Schwi muszą teraz odwrócić na korzyść swoje słabości (czasem wykorzystać fakt, że inni mają ludzi za rasę słabą, którą nie ma się co przejmować, a Ex-machinę za uszkodzoną) i odkryć, co naprawdę oznacza bycie człowiekiem podczas walki o własne życie i innych wbrew wszelkim przeciwnościom. Teraz w ich rekach jest los rasy ludzkiej i pokój w całym Disboard! Tak to mniej więcej wygląda. Generalnie film bardzo gorąco polecam, o czym już w sumie wspominałem przy okazji recenzji edycji premium z tym obrazem (kapitalnie wydaną, nawiasem mówiąc). Ogląda się go świetnie samotnie i jako dodatek do serialu. Stanowi odrębną całość, która dla fanów będzie nie lada gratką. W każdym razie już wiadomo, skąd pochodzi bohaterka tego wpisu. Przejdźmy może do opisu już samej statuetki. Na początek wspomnę tylko, że została wykonana wręcz niesamowicie pod względem detali czy samej pozy. Naprawdę jest na czym zawiesić oko, a właściwie brak wad w postaci malowania utwierdza w przekonaniu, że dostaliśmy coś niesamowitego. W tym dziele jest jednak pewna wpadka, o której za chwilę wspomnę. Czas na fotki i wypunktowanie wad i zalet, ale te drugie z wymienionych zdecydowanie tutaj dominują. To mogę bez problemu już teraz stwierdzić, a zaraz po prostu udowodnić.

img_1722_wynik

Specyfika wydania:
  • figurka,
  • podstawa
  • broń wczepiana w rękę
  • przewody
  • figura szachowa
  • chibi bohaterowie: Riku Dola i Couronne Dola
Schwi Dola przybywa do nas w dosyć dużym opakowaniu, w którym mamy sporo elementów do połączenia, by podziwiać rezultat końcowy (który obserwujemy powyżej). No Game No Life zasłynęło kolorystyką, która wręcz bije po oczach. Pamiętam, że podczas emisji adaptacji wręcz punktowano to jako wadę tej pozycji. Nigdy tego do końca nie rozumiałem, ponieważ moim zdaniem właśnie twórcy uchwycili sedno tej produkcji. To akurat nie miejsce na te dywagacje, więc wróćmy do figurki. Pomijając samą Schwi, dostajemy w wersji chibi Riku Dolę i Couronne Dolę. Tak, te dwie małe postaci obok. Można je umieścić sobie na szachownicy, ale do zdjęcia chciałem, by ładnie wyglądały (wyeksponować chciałem, a na szachownicy byłyby w pewnym sensie lekko ukryte, bo nie ma tam tyle miejsca). Swoją drogą miałem dosyć ładne światło podczas sesji, więc wszystko ładnie wyszło.

img_1723_wynik

Przyjrzyjmy się twarzy tej postaci, czyli fotka z bliska. Po pierwsze dynamika – rozwiane włosy, ubranie i spojrzenie. Zdecydowanie na plus, tu się sporo dzieje. Malowanie oczu jest wręcz perfekcyjne. Mamy tutaj sporo detali, które naprawdę można podziwiać. Dostrzegalne są z każdej strony, co zobaczycie na kolejnych zdjęciach.

img_1725_wynik

Następna fotka, czyli jej ręka z figurą szachową. Co za miły dodatek, który robi niesamowite wrażenie. Dodatkowo ten pierścionek. Takie małe detale są wręcz niesamowite. Człowiek sobie ją ogląda z bliska i je dostrzega, bo z odległości umykają. Niesamowita sprawa.

img_1726_wynik

Tylna jej część, czyli trochę fanserwisu. Jak widać, dalej masa detali oraz duża dynamika. Jeśli chodzi o malowanie, to właściwie bez zastrzeżeń. Jak się przyjrzycie, zobaczycie co najwyżej jakieś drobinki powstałe podczas nakładania farby  (pojedyncze kropki). Chyba takie trzy znalazłem w jej włosach i to ledwo widoczne. No, może wam się nie uda dostrzec na fotkach, bo pomimo całkiem niezłej jakości mojej lustrzanki, ich nie wychwycicie.

img_1727_wynik

Czas na broń wczepianą w rękę Schwi. Znowu pełno detali i robi wrażenie wykonaniem. Tutaj pojawia się wada tej figurki. Sporo fanów, w tym moja skromna osoba, miało z nią problemy. Generalnie dosyć łatwo wypada. Wystarczy drobnych ruch i już leci. Niektórzy niby nawet doświadczyli samoistnego wypadania, że tak to ujmę. Otwór, w który ją wkładamy, jest za szeroki moim zdaniem – nie wchodzi ciasno. Jest rozwiązanie tej usterki dosyć prozaiczne. Naklejamy minimalnie taśmę na „bolec”, który jest wkładany w rękę (w ten otwór). Przez to wchodzi odrobinę ciaśniej i od tego czasu już mi nigdy nie wypadła. Prawda, że proste? Nie trzeba od razu ganić i sprzedawać. Wystarczy pomyśleć. Znaczy się, wada pozostaje, ale jest łatwa do usunięcia.

img_1729_wynik

Jeszcze fotka z boku, byście zobaczyli, ile zajmuje miejsca. Generalnie jest dosyć spora, ale do przesady. Włosy trochę zajmują przestrzeni na bokach, ale te „kabelki” można dobrowolnie wygiąć wedle własnego uznania (pełna dowolność). U mnie idealnie pasuje w szafeczce, więc jestem zadowolony. Miałem kiedyś Shiro od Phat Company, która też była na szachownicy, ale sprzedałem tę statuetkę, ponieważ zdobyłem wersję od FREEing oraz tę. Wtedy już jej nie potrzebowałem. Zresztą już mi tak nie pasowała w kolekcji. Tej nie zamierzam się pozbywać, chyba że pojawi się jeszcze lepsza wersja.

img_1724_wynik

Na koniec jeszcze te dwie dodatkowe postaci w wersji chibi. Miały dodatek, który chyba pojawia się zawsze przy figurkach od tej firmy i dla tej serii. Wypadają całkiem przyjemnie i są stabilne, mimo że te nóżki na takie nie wyglądają. Dodatek, ale przyjemny.
Podsumowanie: Bardzo dobrze wykonana figurka Schwi z filmu No Game No Life Zero. Dynamiczna poza, masę detali, piękna kolorystyka i przy tym jedna wada, którą łatwo naprawić. Świetnie zaprojektowana i wykonana. Oddaje postać w stu procentach, więc na pewno podpasuje zarówno fanom cyklu, jak i nieznającym uniwersum, z którego pochodzi. Aktualnie pojawił się pre-order na jej wznowienie. To wasza szansa, moi drodzy, podejrzewam, że po premierze znowu dosyć szybko zniknie i będzie problem z jej kupieniem ponownie. Byłoby szkoda, bo to naprawdę udana statuetka. Ostatnio ktoś mi podsyłał jakąś kolekcjonerkę gry z figurką i pytał, czy sobie wezmę. Z jednej strony lubię brać najlepsze wydania, ale z drugiej – w takich zbiorczych opakowaniach chyba zawsze są wykonane zwyczajnie słabo. Kiedyś tam wydawało mi się, że są całkiem nieźle zrobione. Myliłem się, czy bardziej: po czasie się przyzwyczaiłem, że można coś zrobić lepiej – odwzorowac w pełni, jak tę powyżej, i od tamtego czasu omijam szerokim łukiem takie edycje (inna sprawa, że mało gram i nawet mnie nie kusza specjalnie). Po co mi ładować pieniądze w coś, co potem mi popsuje kolekcję (lub będę to trzymał w pudle)? To tak jak z kupowanie tych tanich odpowiedników. Niby zaoszczędzę, ale za każdym razem, gdy będę spoglądał, będzie mnie to wkurzać. Wolę zapłacić i cieszyć się, gdy na coś patrzę, czytam itd. Po to człowiek pracuje, kształcił się i zdobywał doświadczenia. Dla takich rzeczy między innymi. To tyle na dzisiaj, miłego.

2092204

[ANIME BD] Katsugeki – Touken Ranbu: Complete Set

Z lekkim opóźnieniem prezentuję wam kolejny wpis na moim blogu. Nie da się nie zauważyć, że zaczynam wracać do starych nawyków, czyli rzadszych aktualizacji wszelakich. Trzeba coś z tym szybko zrobić, bo jak powszechnie wiadomo, jak się człowiek do czegoś przyzwyczai (a do tych gorszych rzeczy najłatwiej podobno), to trudno wrócić do stanu sprzed – reasumując, trzeba się brać za siebie. Trochę tu żartuję, ale motywacja jest niezwykle istotna. Jednak moja nie jest najważniejsza, moi drodzy, wasze prośby o recenzje niezwykle mnie zagrzewają do walki, więc niezwykle się ucieszyłem, gdy ostatnio otrzymałem dwie do spełnienia. Pierwsza z nich pojawi się następnym razem. Swoją drogą miałem ten wpis opublikować wczoraj, ale miałem problemy natury technicznej (brak neta), więc wylądował dzisiaj. Kolejny już się tworzy i mam nadzieję go umieścić przed weekendem (obiecuję). Nawiasem mówiąc, przez ten felieton ostatni coś mi się popsuła kolejność wpisów, ale już uznajmy, że tak miało być. Co się działo w międzyczasie? Z nowinek zakupowych mogę wspomnieć tylko o jednej paczce, która mnie bardzo ucieszyła, ponieważ dotarła w stanie idealnym, a to przedmiot już wyprzedany. Przesyłka z USA ciągle nie dotarła do naszego kraju, ale powinna się pojawić lada dzień. Ostatnio zamówiłem trochę mang, więc będę miał co czytać. Skoro już przy nich jesteśmy, to dzisiaj JPF ogłosił, że Part IV JoJo już na pewno zostanie wydany w naszym kraju (aktualnie publikują II). No to lecimy z tymi zapowiedziami, skoro już zacząłem. Funimation wyda: Shironeko Project Zero Chronicle (BD), Isekai Quartet2 Season 2 (BD), Listeners (BD), Gleipnir Season 1 (BD), One Piece Season 11 Part 3 (BD/DVD), Uzaki-Chan Wants to Hang Out Limited Edition (BD/DVD), Arte (BD), Diary of Our Days at the Breakwater (BD) i Plunderer Part 2 (BD/DVD). Całkiem przyjemne pozycje, na które mniej lub bardziej czekałem. Nawiasem mówiąc, Manga Entertainment zostało przemianowane na Funimation UK. W sumie już od jakiegoś czasu wydawali ich edycje na terenie Europy, więc właściwie bez rewolucji. Jednak pojawiały się też inne pozycje, więc trudno powiedzieć, jak będzie teraz. Ciekawi mnie, czy przynajmniej każda pozycja z USA od Funimation będzie automatycznie w UK – do tej pory nie zawsze było to pewne. Jeśli się tak stanie, czuję, że sporo zaoszczędzę. Warto jeszcze wspomnieć o wydaniu w Japonii Detective Conan Original Soundtrack 1997 – 2006 Box (SHM-CD LE), ale cena niezwykle wysoka. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest limitowane wydanie serii Katsugeki – Touken Ranbu od Aniplexu. Może się to wydawać nieco niespodziewane, ale zabierałem się do tego wpisu od jakiegoś czasu. Po pierwsze niedawno postanowiłem, że wrzucę trochę swoich opinii na temat wydań Aniplexu, ponieważ szybko zanikają ze sklepów, a nawet gdy są, to do tanich nie należą. Idą za tym jednak plusy, w dodatku dosyć liczne. Po pierwsze nośniki czy jakość audiowizualna, która jest kopią wydań japońskich w każdym detalu. Tutaj nie uświadczycie jakiegoś ściskania serii na dwóch płytach czy braku odcinków OAV. Mamy wszystko bez wyjątku w pięknej formie. Zawsze otrzymujemy bardzo ładne opakowanie, które również są kopią oryginalnych. Dostajemy wszystkie okładki z pojedynczych wydań w formie głównych lub alternatywnych (po odwróceniu). Dobra, są dodatki, jest super jakość czy, pomijając cenę, jest coś nie tak? Niestety. Nie zawsze napisy są tak udane, jakbyśmy tego chcieli. Zawierają jakieś błędy w tłumaczeniach lub niepasujące do serii kwestie (na przykład Anohana ze wstawkami z Władcy Pierścieni). Jest nadzieja, moi drodzy, ponieważ Funimation się z nimi połączyło, a w ich przypadku raczej takich wpadek nie było (w tłumaczeniach). Zobaczymy, jak się sprawy potoczą, zawsze można sobie odpalić napisy fanowskie. Kolejna piękna sprawa to możliwość odgrywania ich płyt na całym świecie (wszystkie regiony) i same pozycje – raczej wyczekiwane adaptacje lub oryginalne historie, konkretne marki, znane uniwersa, które mają licznych fanów itd. Aniplex przez alta zdobył masę entuzjastów swoich wydań i mimo konsekwentnych negatywnych opinii dotyczących ceny, utrzymują się bez trudu. Chociaż w ostatnim czasie raczej stosują już tylko wydania zbiorcze, zamiast epickich pakietów z czterema odcinkami. Dobra, kończymy ten przydługi wstęp i skupmy się na konkretnym wydaniu. O czym ta seria, tak na początek? Druga animowa adaptacja przeglądarkowej gry, która wywołała masowe zainteresowanie zabytkowymi broniami pośród młodych Japonek, zapowiadana była wszem wobec jako aspirująca do powagi i ciężkiego klimatu. Wszyscy rozczarowani serią Touken Ranbu -Hanamaru-, gdzie personifikacje mieczy i innych podobnych zajmowały się głupotami, m.in. uprawą ogródka, wypatrywali tej nowej odsłony niczym kania dżdżu. Albowiem wreszcie miecze będą robić to, do czego służą, czyli ciąć, dźgać i rąbać. Przynajmniej takie jest założenie i wygląda na to, że oczekiwania zostały spełnione. Horikawa Kunihiro i Izuminokami Kanesada, dwaj młodzi Wojownicy Mieczy zostają wysłani do 1863 roku, burzliwego okresu w historii Japonii, ścierają ostrza z członkami przerażającej armii. Te potworne, widmowe stworzenia zostały również odesłane w przeszłość przez historycznych rewizjonistów, których celem jest zmiana biegu historii poprzez wtrącanie się w przeszłość. A jaki był lepszy rok niż 1863, kiedy Japonia została podzielona na dwa walczące czynniki: ten sam okres i konflikt, który występuje w anime Peacemaker Kurogane. Wkrótce wysłano czterech innych Wojowników Miecza, aby dołączyli do nich, by utworzyć Drugą Jednostkę, z Kanesadą jako kapitanem – ale jest problem. Gorączkowy Mutsunokami Yoshiyuki, był kiedyś mieczem Ryomy Sakamoto – a jego pan był w tym czasie bardzo żywy i aktywny. Co się stanie, jeśli miecz napotka swojego pierwotnego pana? Czy zapomną o swojej misji i spróbują zmienić historię, kołysząc się tragicznymi wspomnieniami z przeszłości? Kunihiro i Kanesada również zmierzą się z tym problemem, ponieważ niegdyś należeli do Toshizo Hijikaty, zastępcy dowódcy Shinsengumi. Tak to mniej więcej wygląda. Seria została zaadaptowana przez studio Ufotable (znane między innymi dzięki kapitalnemu Kara no Kyoukai, którego jestem oczywiście wielkim fanem), co za tym idzie, mamy wręcz przepiękną oprawę graficzną, która jest wielką zaletą serii. Dalej mamy kapitalny ending w wydaniu Kalafiny, który nawet opisywałem tutaj, klik. Z Ufotable jest czasem taki problem (przynajmniej dla części fanów), że ich narracja bywa jakby spowolniona i przepełniona filozoficznymi dialogami, które nie są tak głębokie, jakie się mogą wydawać. Podobnie jest i tutaj, ale mnie to w sumie w ogóle nie przeszkadzało. Zresztą nie przesadzałbym z tym. Kolejny zarzut do serii to jakiś taki brak konkretów – niby wiemy, że nasi bohaterowie ratują historię przed jej zmianą (nieważne czy na gorsze, czy lepsze – co swoją drogą stanowi naprawdę udany element – dylematy bohaterów, którzy wyruszają z misją, ich rozterki moralne są pewną siłą napędową serii. Trochę mnie zdziwiło, że mało kto z recenzentów zwraca na to uwagę, a to naprawdę ciekawy aspekt, który jest tutaj uwypuklany dosyć często – jest położony na niego duży nacisk), ale nie do końca jest wyjaśnione, z kim walczą, komu służą. Padają tylko jakieś nazwy bez jawnie nakreślonych stron konfliktu. To może niewątpliwie stanowić wadę tej pozycji, którą część odrzuci. Mimo wszystko polecam dać szansę, a już na pewno tym, którzy podobnie do mnie uwielbiają kreskę Ufotable, muzykę Kalafiny i serie o samurajach. Umiejscowienie jej w historycznych realiach (nawet jeśli z lekka przejaskrawionych), dodaje jej niezwykłego uroku i uprzyjemnia seans. Pod względem jakościowym mamy tutaj perełkę. Piękna jakość obrazu czy dźwięku (co współgra z wykonaniem Ufotable i dlatego chciałem tę edycję), a nawet napisy tym razem są całkiem przyjemnie wykonane. W środku mamy sporo dodatków, które niewątpliwie stanowią przyjemny gratis dla fanów. Nawiasem mówiąc, jest to pozycja wyprzedana i to od dawna. Kupiłem ją w ostatnim momencie, gdy już zanikała na sklepach. Zwyczajnie dorwałem jakąś kopię i stała się niedostępna bezpowrotnie. Można nabyć wersję UK, ale wypada gorzej jakościowo, brakuje dodatków fizycznych czy pięknego opakowania. Jednak jest, więc warto się zastanowić. Lecimy z detalami na temat aspektów fizycznych.

img_1529_wynik

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski, hiszpański
Dźwięk: LPCM 2.0 [japoński, angielski]
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: A, B, C
Napisy: angielskie, hiszpańskie
Dyski: 3xBD + CD
Lista odcinków z wydania:
1. To the Frontlines.
2. Commander
3. Master`s Orders
4. What I Wanted to Protect
5. The Fires of War
6. The Citadel
7. The First Unit
8. Protect History
9. Former Master
10. Where Loyalty Leads
11. Iron Law
12. Battle of Hakodate
13. Katsugeki

img_1530_wynik

Wydanie prezentuje się następująco, a jest to swego rodzaju standard w przypadku Aniplexu, który wypracowali sobie kilka lat temu. Myślę tutaj o zawartości, sposobie wydania i rozmiarze. Ostatni aspekt jest o tyle ciekawy, że ma zwolenników i przeciwników. Dlaczego? Część lubi, by wszystkie wydania były tego samego rozmiaru i stały równinko na półce (a przynajmniej od jednego wydawcy). Inna grupa lubi zróżnicowanie – taki nowy element, którego nie sposób przewidzieć. Moim zdaniem identyczny rozmiar ma wiele zalet, ale jestem też fanem takich nieco dziwnych wydań (nie pół centymetra większych, ale ogólnie już szerszych, na kształt czegoś itd.). W każdym razie otrzymujemy box na całą zawartość, a na niego nałożone obi z opisem zawartości. W środku dwa BD-case z serialem i soundtrackiem. Do tego książeczka i sześć kart. Kiedyś Aniplex zawsze dodawał certyfikat autentyczności, ale ostatnio porzucił ten ich standardowy dodatek. Jeszcze taka ciekawostka, z wydaniem otrzymujemy folię ochronną na zestaw – jak w wydaniach japońskich. Dbałość o klienta.

img_1531_wynik

Przednia część BD-casu z płytami z serialem. Minimalizm w cenie.

img_1532_wynik

Tylna jego część, bliźniaczo w sumie podobna.

img_1533_wynik

Podgląd na płyty. Zazwyczaj trzynastoodcinkowe serie są na dwóch płytach, ale Aniplex nie szczędzi na jakości, więc mamy trzy nośniki.

img_1534_wynik

Kolejny BD-case to soundtrack przygotowany przez Hideyukiego Fukasawe. Niestety nie otrzymujemy oryginalnej, pełnej ścieżki dźwiękowej, a dodatek dostępny w indywidualnych wydaniach tego serialu, który był dodawany oryginalnie do piątej części z sześciu. Trwa raptem 30 minutek i trochę szkoda, że nie poskładano nam dłuższej formy. Mimo wszystko wypada niezwykle dobrze i miło się go słucha. Jeśli komuś podeszła muzyka znana z serialu (nie myślę tutaj o openingu czy endingu), będzie zadowolony. To mieszanka takiej muzyki orientalnej z j-popem czy bardziej elektroniką w sumie.
Lista utworów:
1. Toki no Rasen
2. Gekka Souran
3. Kaimaku ~ Dainiwa
4. Tsuitou Hakugeki
5. Tonbokiri no Mai
6. Saigo Tenshou
7. Daiichi Butai no Shoukai
8. Kiten
9. Mikazuki Katariki
10. Ninmu Kaishi
11. Kuroki Mono
12. Nijoujou e
13. Shuuketsu Hachiwari ~ Ootenta ~ Kuroki Mono
14. Shuuketsu Juuwari ~ Honebami, Yamanbagiri ~ Mikazuki
15. Jiai
16. Katsugeki no Shudai Jaku
17. Honebami no Kanjou
18. Satsuma Hantei ~ Danshi no Futokoro
19. Izuminokami Kanesada Jaku
20. Music for Promotion Video #1
21. Music for Promotion Video #2

img_1535_wynik

Tylna jego część, czyli dalej minimalizm w formie.

img_1536_wynik

Podgląd na płytę. Spis utworów występuje w książeczce na samym końcu, więc bez obaw, dostajemy go.

img_1538_wynik

Kolejny dodatek to książeczka. Na trzydziestu dwóch stronach czytamy o odcinkach, bohaterach wraz z ich uzbrojeniem, że tak to ujmę oraz trochę o samej serii. Wszystko niezwykle wręcz dobrze przygotowane i zachęca do przeglądania czy czytania. Bardzo dobry dodatek, którego brakuje w wydaniu standardowym znanym z UK.

img_1539_wynik

Tylna jego część. Nawiasem mówiąc, nawiązuje to do bazy wypadowej, oazy spokoju bohaterów.

img_1540_wynik

Podgląd do wewnętrznej części, byście wiedzieli, o czym wam tutaj opowiadam.

img_1537_wynik

Ostatnim dodatkiem jest sześć kart/pocztówkę z grafikami znanymi z okładek z wydań japońskich. Przyjemny dodatek, który prezentuje nam wydania oryginalne.
Podsumowanie: W roku 1863 Japonia została podzielona między walczące frakcje pro-szogunatu i przeciwników szogunatu. Izuminokami Kanesada to „Wojownik Miecza”, który jest tsukumogami historycznego japońskiego ostrza powołanego do życia przez Saniwa. Wraz z nowym rekrutem, Horikawą Kunihiro, ścigają „Armie wstecznego czasu”, aby odzyskać tajemniczy ładunek zdolny do zmiany historii. Druga Jednostka, do której dołączają Tonbokiri, Yagen Toushirou, Mutsunokami Yoshiyuki i Tsurumaru Kuninaga, walczy o utrzymanie właściwego biegu czasu. Produkcja przygotowana przez Ufotable, a wydana przez Aniplex, jest ciekawą pozycją z gatunku miecza z elementami science-fiction w sumie. Piękny graficznie, nastrojowy, ale nie odpowiadający na kluczowe pytania fanów. Być może zmieni się to w filmie kinowym, który teoretycznie ma mieć premierę w tym roku? Zobaczymy. Aktualnie wydanie całkowicie wyprzedane, więc trzeba szukać edycji standardowej w UK. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] BATTLE ANGEL ALITA – LAST ORDER (TOM 4)

Na początek małe przeprosiny (i nie chodzi tutaj o obsuwę z publikacją wpisu, mimo że była). Miałem przypomnieć o zakończeniu festiwalu mangowego od Studia JG, ale nie zdążyłem. Mam nadzieję, że na własną rękę jakoś wam się udało o tym pamiętać. Sam się skusiłem na kilka tytułów ostatecznie (dokładnie cztery i mam nadzieję, że się nie zawiodę). W ramach rekompensaty przypomnę, że akcja wydania mangi Basilisk kończy się jutro, a pre-order na twardą oprawę dzieł Rumiko Takahashi również tego samego dnia, więc to wasza ostatnia szansa. Co się działo w międzyczasie? Jeśli chodzi o nowinki zakupowe, to dostałem tylko jedną mangę z pre-orderu. Paczka z USA coś się przeciąga i zaczynam ją obstawiać na koniec miesiąca. Kitty Media zapowiedziało: Oh! My Sex Goddess! (BD). Viz natomiast: Naruto Triple Feature (BD). Zapowiedziano soundtrack na winylu do Megalobox na czerwonych płytach z książeczką na dwanaście stron od Wayô Records. Czas na figurki. FuRyu wyda: Re:ZERO -Starting Life in Another World- Emilia -Shiromuku- 1/7. Phat Company wznowi: No Game No Life Zero Schwi 1/7 (wypadałoby wrzucić recenzję swojej z tej okazji). Good Smile Arts Shanghai wyda: Arknights Exusiai Elite 2 1/7. Good Smile Company natomiast wypuści: Fate/Grand Order Saber/Altria Pendragon [Alter] Heroic Spirit Traveling Outfit Ver. 1/7. FREEing, czyli moja ulubiona firma, wyda: B-STYLE The King of Braves GaoGaiGar Final Mikoto Uzuki Bunny Ver. 1/4 (ciekawostka, bo to statuetka postaci sprzed lat), B-STYLE High School D x D NEW Rias Gremory Bare Leg Bunny Ver. 1/4, B-STYLE High School D x D BorN Koneko Toujou Bare Leg Bunny Ver. 1/4 (czyli powrót kultowych postaci z gołymi nogami – ceny na aukcjach wersji premierowych są kosmiczne, więc dobry ruch), B-STYLE The Fruit of Grisaia Yumiko Sakaki Bunny Ver. 1/4 (ależ się cieszę z figurki z Grisai i zacieram ręce na kolejne), B-STYLE TV Anime „FAIRY TAIL” Lucy Heartfilia Bunny Ver. 1/4 (o niej akurat wiedziałem od jakiegoś czasu – w prototypie brakowało znaku na ręce i był płacz fanów, poprawiono). Na sam koniec wrzucam coś, co mnie powaliło na kolana wykonaniem, ceną i ogólnie faktem pojawienia się (bo marzyłem o czymś takim od lat), czyli With Fans!: Koukaku Kidotai – Kusanagi Motoko – 1/4. To jest tak piękne i wspaniałe, że brak mi słów. Lata temu na jakimś tam forum podawałem z innymi osobami figurki, jakie sobie marzymy mieć w kolekcjach. To była jedna z nich i nawet tę samą skalę podałem. Teraz się pojawia i… No cena mnie całkiem zabiła. Odrzuciłem ją, ale oczywiście dni mijają, a ja o niej dalej dumam. Trzymajcie mnie, gdy się pojawią fotki. Jak to mój znajomy powiedział: „biorę, bo życie jest zbyt krótkie” oraz „teraz się wkurzasz, ale jak ją będziesz mieć, szybko zapomnisz o wydanej kasie. Gdy tego nie zrobisz, będziesz sobie pluł w brodę i z zazdrością patrzył na fotki w kolekcjach innych ludzi latami”. Coś w tym jest w sumie. No w każdym razie mam o czym myśleć i najlepiej zawczasu już odkładać kasiorę (zawsze się przyda). Z innych nowinek to Macross w końcu pojawi się na nośnikach poza Japonią (i to kompletny), więc marzenia się spełniają. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest czwarty tom mangi Battle Angel Alita – Last Order, będący kontynuacją oryginalnej historii. Nabyłem go oczywiście w edycji specjalnej, czyli w twardej oprawie (tak, nie wyobrażałem sobie wybrać innej wersji). Już w sumie wspominałem chyba, ale miałem nie lada przeboje z tym tomikiem. Dostawałem go kilka razy, bo zawsze coś nie grało. Czasem był wgnieciony masakryczne, ponieważ firma kurierska/pakowanie do paczki zawaliło, a innym razem dostawałem wadliwy egzemplarz (podczas drukowania lub wycinania zostały nadszarpnięte kartki). Po kilku kopiach dostałem właściwie idealną sztukę i przestałem męczyć dział reklamacyjny w sklepie JPF. Z jednej strony jestem rozczarowany faktem, że dostawałem czasem już na etapie produkcji uszkodzone tomiki, których wady widziałem po przyjrzeniu się bokowi nabytej pozycji (więc czemu przed wysyłką nikt tego nie sprawdza?), a z drugiej strony jestem bardzo zadowolony – szanuję wręcz dział reklamacji tego wydawnictwa. Spisali się na medal i do końca walczyli, bym był zadowolony. Takie to perypetie były związane z tym tomikiem. Życzę sobie i wam, moi drodzy, braku takich sytuacji i zawsze produktu w idealnym stanie. Nawiasem mówiąc, pre-order na kolejny zostanie zamknięty 25 kwietnia, więc jeszcze trochę czasu zostało. Swoją drogą od tego wydawnictwa już prawie tylko twarde oprawy zamawiam, co się robi lekko zabawne, bo się zaczynam do nich przyzwyczajać i zaraz minusem będzie ich brak. Do czego to doszło. A co w samym tomiku? Sporo akcji przede wszystkim. Aktualnie trwa pierwsza runda turnieju sztuk walki ZOTT, w której Alita i jej drużyna mierzą się z bojową ekipą przedszkola Gunroll. Przeciwnik okazuje się zaskakująco silny i zmusza Kosmiczne Aniołki (tak, te króliczki) do wspięcia się na wyżyny swych umiejętności. Jest masę komedii z akcją w tym pojedynku – wspomnę tylko o sztuce szycia na drutach w okamgnieniu. Ale to nie wszystko, bo jeszcze ciekawszy jest pojedynek Ality z Caerulą, podczas którego nasza bohaterka dochodzi do wniosku, że już kiedyś z nią przegrała. Mamy tutaj babranie się we wspomnieniach, które są niezwykle krwawe i mroczne. Historia nabiera tempa, co tu dużo pisać. Po głównej historii mamy jeszcze pewne dodatki. Kilkopanelowe komiksy komediowe lub poboczną historię całkowicie niezwiązaną z główną w najmniejszym stopniu (no, może lekko klimat). Dla jednych zapychacz od autora (z drugiej strony przez to ten tomik jest najdłuższy ze wszystkich dotychczasowych od tej serii), a dla innych perełka niedostępna nigdzie indziej. W każdym razie dalej mi się podoba ta historia, nawet jeśli jest trochę bardziej rozwleczona niż w pierwowzorze. Wydaje mi się, że można by było ją nieco skondensować – uciąć dodatkowe historie i wyszłoby lepiej, ale z drugiej strony dzięki obecnej formie więcej dostajemy, co mnie równo cieszy. Tylko to zanikające miejsce na kontynuacje. Dobra, wróćmy do standardowych tematów. Zanim przejdę do opisu detali wydania i licznych dodatków, klasyczny już na blogu opis ze strony wydawcy:
Szalejąc w Zalem, Sachumodo kładzie kres wojnie pomiędzy dziećmi a dorosłymi. Tragedia Jima Roscoe może wiele nauczyć mieszkańców podniebnego miasta. Czy zdołają wyciągnąć wnioski z tego, co się stało? Tymczasem Alita postanawia ruszyć w podróż w poszukiwaniu zaginionej Ruw. Trop wydaje się prowadzić do Jeru. Czy wizyta w kosmicznym mieście przyniesie odpowiedzi na dręczące dziewczynę pytania? Czas opuścić Ziemię i poznać inne zakątki kosmosu!
Zanim przejdziemy do detali, wspomnę tylko, że tłumaczenie właściwie nie ma literówek. Chyba natrafiłem na jedną. Czcionka jest duża i czytelna a tekst klimatowy (w sumie wygląda to bliźniaczo do „podstawki”, co oczywiście cieszy i jest rozsądnym rozwiązaniem). Okładki pochodzą bodajże z francuskiego wydania. Wypadają całkiem spoko, ale nie potrafię się zdecydować, czy bym nie wolał oryginalnych na dużym formacie. Miałem trochę problemów ze swoim egzemplarzem, o czym wspominałem, ale to już jednostkowa wpadka (powiedzmy).
img_1805_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 360
Format: B5 (18,4cm x25,6cm)
Oprawa: twarda
img_1806_wynik
Manga została wydana w wersji deluxe w pre-orderze i taką tutaj wersję opisuję. Nie zastanawiałem się nawet chwilę, którą wybrać. Po kapitalnie przygotowanej edycji Blame wybór był oczywisty (zresztą tylko taka wersja mi pasuje do kompletnej pierwszej serii). Tym razem wydawnictwo przygotowało dla nas kilka dodatków, więc rekompensują się po pierwszym tomie.
img_1804_wynik
Wspomniane dodatki, czyli dwie pocztówki i zakładka. W sumie to na takim poziomie gratisy stały się w ostatnim czasie czym zwyczajnym w przypadku JPF. Zaczęło się od One Piece i przeszło na resztę publikacji. Zapewne podniosło im to sprzedaż ogólną i dlatego pokusili się o ich dodawanie wszędzie. W sumie sam się złapałem na tym, że częściej kupuję pre-ordery, więc efekt zamierzony zakończony sukcesem. Wspomniane dodatki klimatyczne i dobrze przygotowane. Wprawdzie to nie poziom pierwszej serii, ale i tak super.
img_1808_wynik
Swoją drogą począwszy od drugiego tomu (czy nawet pierwszego) mamy w pewnym sensie zawsze kolorowe strony. Jest to streszczenie minionych wydarzeń na kolorowych stronach.
img_1807_wynik
Podgląd na resztę. Rysunki, dynamika, nazwy technik dalej potrafią wprawić w zachwyt.
Podsumowanie: Zdecydowanie warto było zakupić tę pozycję. Jeśli się zastanawiacie, a widzicie ją na jakiejś aukcji za sensowną kwotę, bierzcie. Jeśli nie zależy wam na twardej oprawie, śmiało można kupić edycję standardową. Duży format ciągle nam zostaje, a i trochę zaoszczędzimy. Osobiście czekam na kolejny tom tej historii i komplet na półce (a potem dalsze kontynuacje, które tylko zacząłem czytać i się zniechęciłem… skanami, których zwyczajnie nie trawię). Wprawdzie lekko narzekałem na małe spowolnienie, ale i tak wciągnąłem ten tomik niesamowicie szybko i chcę więcej. Zwyczajnie lubię Alitę, ten świat i to piękne wydanie (tylko dodatków brakuje). Czytając ten tomik, utwierdziłem się w przekonaniu, że oryginalna wizja wydawania cegieł po 700 stron i więcej byłaby uciążliwa. To tyle na dzisiaj, miłego.

[Felieton] Jin-Roh – Live Action Movies

Tak, moi drodzy, czas na pierwszy felieton na moim blogu. Postanowiłem tak nazwać ten typ wpisu, ponieważ ten podtytuł najbardziej mi do niego pasuje. Zastanawiałem się nad mianem „recenzji”, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego terminu. Z drugiej strony moje recki zawsze mają pewne znamiona felietonu, więc nazywanie tego konkretnego w ten sposób może być nieco dziwne. Być może powstanie w przyszłości jakiś dział, gdzie będzie można tego typu rzeczy znaleźć, bo zaraz się nam zgubi. Pomyśli się. W każdym razie ruszamy z obiecanym tematem. Podobnie jak przy ewentowych nie będzie wszelakich nowinek.
Jakiś tam czas temu wspominałem, że mam w planach zobaczenie trylogii aktorskiej spod znaku Jin-Roh. Dokonałem tego, co zapowiadałem, a nawet więcej, o czym za chwilę. W każdym razie trzy filmy zostały obejrzane i pewne wnioski się pojawiły podczas seansu. Obrazy to dosyć zapomniane, które znają chyba głównie fani anime. Zapewne ostatnia odsłona, która pojawiła się na Netflix parę lat temu, przywróciła im niejako blask/zainteresowanie większej rzeszy fanów lub zupełnie nowych, którzy o ich istnieniu nawet nie wiedzieli. Przyznam się, że w pewnym sensie należę do tej grupy, chociaż nie do końca. Dlaczego? Wiedziałem o nich w sumie już dobrych parę lat temu, ale trochę zapomniałem. Dodatkowo kiedyś unikałem tego typu tworów jak ognia, więc nic w tym dziwnego, że wyleciało mi to z głowy. W pewnym momencie dałem im większą szansę (podszedłem do tego na chłodno, bez nadmiernego sceptycyzmu) i mi się spodobały. Dalej wolę animację japońską z wielu powodów (a w tym felietonie udowodnię, że nie jest to jakiś ślepy fanatyzm na przykładzie tej serii), ale zaczynam chętnie po nie sięgać. Dobra, mamy niejako wstęp za sobą i nakreślenie sytuacji. Filmy są trzy, z czego dwa są bezpośrednio ze sobą połączone. Gdzie je obejrzeć? Najnowszy z nich występuje na platformie Netflix z polskimi napisami czy nawet lektorem (polecam wersję japońską mimo wszystko – to koreańska produkcja). Starsze dwa trzeba sobie poszukać w sieci. Jako ciekawostkę podam, że niebawem będzie można je zobaczyć po polsku, bo za moją inicjatywą powstały takowe (przekład w znaczeniu) – i miałem tam swój udział (moja profesja korektora).
red.spectacles.1987.dvdrip.mkv_snapshot_01.46.02.546
Kadr z filmu: The Red Spectacles (1987)
The Red Spectacles, czyli pierwszy film z trylogii, to obraz z 1987 roku od Mamoru Oshii. O czym opowiada? Koniec XX wieku. Metropolitan Police zaczęła tracić kontrolę nad Tokio. Szerzy się przestępczość, a ludzie nie są już bezpieczni na ulicach czy swoich domach. Pojawiło się rozwiązanie: utworzenie silnie opancerzonego, mobilnego, specjalnego zespołu śledczego ds. zwalczania bezlitosnych przestępstw. Jednostka składająca się z mężczyzn i kobiet o wysokim intelekcie i sile fizycznej, którzy mieli szczególnie mocne, a nawet fanatyczne poczucie sprawiedliwości, zostali określeni mianem „Kerberos” i uzbrojeni w specjalne kamizelki kuloodporne zwane „sprzętem wspomagającym” oraz ciężką broń. To, co zaczęło się jako szlachetny i odważny wysiłek, aby powstrzymać atak przestępczości, wkrótce wymknęło się spod kontroli. Ich nadgorliwe działania i fanatyczna nienawiść do zła wkrótce doprowadziły do ​​zachowań daleko idących od policyjnych. Publiczna krytyka wzrosła, gdy ich taktyka śledcza stała się bardziej agresywna, okrutna i skorumpowana (przypominającą tą, którą stosują ich oponenci, czyli zbrodniarze). Przełom nastąpił, gdy członek Kerberos podczas rutynowego śledztwa pobił na śmierć przestępcę. To był katalizator i uzasadnienie, aby zamknąć grupę raz na zawsze i całkowicie ją rozwiązać. Jednak byli tacy w Kerberos, którzy odmówili rozbrojenia. Trójka zbuntowała się przeciwko systemowi i przedarła się przez miasto. Dwójka została ranna i nie udało im się uniknąć schwytania. Tylko jednemu – starszemu detektywowi Koichi Todome, ucieczka się powiodła, a pozostałym obiecał, że po nich wróci. Kilka lat później Koichi, uciekinier z rządu, wraca do domu z niejasnych powodów. Miasto rozpadło się w gwałtownym tempie i jest zupełnie inne niż miejsce, które zostawił. Wszystko jest surrealistyczne i dziwne, zamazane i nijakie. Wędruje, próbując znaleźć pozory swojej przeszłości i towarzyszy, których zostawił. Ale wydaje się, że samo miasto stawia mu opór, a są tacy, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi Koichi, a jego powrót jest bardziej niebezpieczny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
g0v5qf
Stray Dog: Kerberos Panzer Cops, czyli drugi film z trylogii, to obraz z 1991 roku od również Mamoru Oshii. Historia zaczyna się w ostatnim bastionie jednostki Kerberos. Po tym, jak nie wykonali rozkazu rozbrojenia i rozwiązania, wytrzymali przez nieokreślony czas, a rozmowa między zmęczonymi gliniarzami Kerberos sugeruje, że mogli tam tkwić przez trzy dni, trzy miesiące, a nawet trzy lata (by podkreślić, że szeregowi stracili poczucie czasu). System przesyła ostatni rozkaz na przybycie Koichi Todome, Midori Washio i Soichiro Toribe do centralnego budynku. Inui zmęczony wędruje po korytarzach centrali Kerberos, a następnie jest świadkiem, jak oficer Koichi Todome wsiada do helikoptera. Wściekły Inui czuje się zdradzony przez swojego dowódcę i pyta, dlaczego ten ucieka i nie walczy do końca, tak jak nakazał swoim ludziom. Gdy helikopter startuje, wojsko przedostaje się do kwatery głównej. Trzy lata później Inui zostaje zwolniony z więzienia i warunkowo opuszcza Japonię. Jego kontakt z tajemniczej Grupy Wsparcia Zbiegów poinformował go, że Koichi Todome został zesłany do Taipei na Tajwanie. Później ujawniono, że uwolnienie Inuiego zostało zaaprobowane przez Wydział Bezpieczeństwa Publicznego. Jego kontakt, Hayashi, jest w rzeczywistości agentem tej służby wywiadowczej, a szukającym Koichiego, który uciekł z zamiarem stworzenia nowej organizacji Kerberos za granicą, wracając do Tokio. Inui wyrusza na trop Koichiego po znalezieniu Tang Mie, nastoletniej, tajwańskiej dziewczyny, z którą był związany Todome. Mówi Inui, że Koichi również ją opuścił, a obaj łączą siły w poszukiwaniu oficera Panzer Cop. Znajdują łowiącego krewetki Koichiego, a po bójce trójka osiedla się razem. Wkrótce jednak pokój zostaje przerwany. Hayashi kontaktuje się z Inui, by zaproponować mu układ: albo Koichi poddaje się ekstradycji, a japoński rząd wybaczy i pozwoli młodemu człowiekowi pozostać na Tajwanie ze swoją ukochaną Tang Mie, albo on sam i Koichi będą ścigani przez Siły Bezpieczeństwa Publicznego do skutku. Aby pokonać pluton Sił Bezpieczeństwa Publicznego, Inui potrzebuje zachowanego sprzętu ochronnego i sprzętu Koichiego. Dwóch Kerberów walczy razem, a Inui jest najsilniejszy. Z walizką swojego przełożonego w dłoni Inui kieruje się w stronę opuszczonego hotelu, miejsca spotkania Hayashiego. Inui konfrontuje się z agentem, łapie go i nakazuje mu pomóc w noszeniu Ochraniacza. Uzbrojony w karabin maszynowy MG42 Koichiego, Inui przemierza hotel i zabija oddział Sił Bezpieczeństwa Publicznego. Jednak, zabijając dowódcę drużyny w opuszczonej fortecy Kerberos, zostaje śmiertelnie ranny.
e5nd7f
Illang: The Wolf Brigade, czyli ostatni film z trylogii, to obraz z 2018 roku od Kim Jee-woon (chociaż Mamoru Oshii mu pomagał). Tak naprawdę nie należy do końca do tego cyklu – nie jest bezpośrednio powiązany z poprzednimi dwoma filmami. Należy natomiast zdecydowanie do kanonu. O czym jest? Tym razem nieco zwięźlejszy opis, ponieważ większość ten obraz zna lub może łatwo zobaczyć (jest dostępny na Netflix). Jego akcja rozgrywa się w 2029 roku. Kilka lat wcześniej Korea, w obliczu połączenia sił Japonii Rosji i USA przeciwko potędze Chin, została zmuszona do historycznego połączenia się w jeden kraj. Pośród przeciwników tego ruchu narodziła się grupa terrorystyczna, która ochrzciła się nazwą Sekta. Do walki z nią powołano oddział o nazwie Jednostka Specjalna. Należy do niej główny bohater filmu, Im Joong-kyung (w tej roli Gang Dong-won), na którego oczach wysadza się w powietrze młoda dziewczyna, należąca do rebelii. Targany wyrzutami sumienia Im poznaje kobietę, Lee Yoon-hee, która okazuje się siostrą tragicznie zmarłej dziewczyny. Pewnie wielu od razu zauważa, że historia jest bliźniaczo podobna do znanej z animacji. Zdecydowanie należy się z tym zgodzić – jest to jej zaleta i wadą jednocześnie. Mamy świetną fabułę, ale tracimy na zaskoczeniu czy nowych wątkach, których tutaj raczej nie ma. Tak, zmiany są, o których za chwilę, ale generalnie historia pozostaje taka sama.
y0m4qf
Tak to mniej więcej wygląda. Filmy mają zdecydowanie cechy wspólne, które je łączą. Weźmy na przykład wilki znane z animacji Jin-Roh lub Illang. W pierwszych dwóch filmach natomiast pojawia się Kerberos, czyli trójgłowy pies z mitologii greckiej – w produkcji to elita oddziału składającą się z trzech członków. Myślę, że to, co najbardziej wszystkich ciekawi lub interesuje, to poziom tych filmów. Tutaj sprawa nie jest taka prosta, jak by się mogło zdawać. Pojawia się powszechne przekonanie, że film z Netflixa jest kiepski. Nie mogę się zgodzić z tą opinią, ponieważ to kawał dobrego kina. Mam wręcz wrażenie, że oceniają go nisko dwie grupy. Pierwszą z nich są fanatyczni fani animacji, którzy zjechali go, mówiąc kolokwialnie, bez dania mu nawet szansy (za sam fakt powstania i czepiając się wszystkiego, czego tylko można i wynosząc te „wady” do miana wpadek na skalę dyskwalifikującą radość z seansu). Druga grupa to fani wszelkiego typu filmów akcji, którzy rozczarowali się ich mniejszą ilością i skupieniem na wątku psychologicznym czy śledczym. W filmie, jak w wersji animowanej, do końca nie jest prawie oczywiste, kto tu jaką jednostkę rozpracowuje i jak się to zakończy. W tym miejscu dochodzimy do wady tego obrazu. W animacji niewątpliwą zaletą były szczątkowe informacje, utrudnione przesłanie zaciemnione ich unikanie pokazywania wprost – widz musiał się niejako skupić lub obejrzeć obraz ponownie. Bardzo mi się to podobało i tak zostało. Niestety w Illang wszystko jest ukazane wprost – wykładają na tacy, by czasem się nie okazało, że ktoś czegoś nie zrozumiał. Takie podejście zdecydowanie mi nie odpowiada. Niemniej film broni się efektami, ukazaniem miasta czy samą stylistyką. Jeśli przełkniemy gorycz tego uproszczenia obrazu – lub nie znamy aniamcji – dostajemy naprawdę niezłe kino. Gorsze od „oryginału”, ale zdecydowanie warte uwagi. Dalej mamy pierwsze dwa filmy, spoglądając na nazwisko reżysera, że bardzo dobre. Tutaj jest pewien problem. Pierwszy z nich, dłuższy, ma całkiem niezłą fabułę, kolorystykę pasującą do niej (nawiasem mówiąc, tylko „czerwony kapturek” jest tutaj we właściwych barwach, pomijając początkowe sceny, i to nie bez powodu) i niejako ukrywającą pewne niedociągnięcia, ale niestety jest to produkcja moim zdaniem zepsuta jakimiś elementami komediowymi. Głównie to widać podczas walk z oponentami, które są głupkowato śmieszne. Chyba chcieli ukryć tym słaby budżet lub nadać im groteskowy styl, ale średnio to tutaj pasuje. Ostatecznie zostaje wyjaśnione, czemu są ta karykaturalne i dlaczego cała historia jest dosyć absurdalna, ale mimo wszystko to nie rekompensuje tego widowiska (w dodatku odniosłem wrażenie, że to tani chwyt, a nie jakiś wyszukany cliffhanger). Nawiasem mówiąc, pancerz znany z serii pojawia się tu na dosłownie chwilę, ale i tak czujemy jego moc. W drugim filmie mamy bardzo dobry soundtrack, dosyć mało dialogów i często takie melancholijne sceny. Mniej tu głupkowatego humoru, ale dalej się chwilami pojawia. Na pewno nie drażni i jest w ilości zdecydowanie zjadliwej. Niestety w przypadku tego filmu sama fabuła jest trochę średnia. Odnosi się wrażenie, że można by ją było jeszcze bardziej ścisnąć i by na tym zyskała (chociaż właśnie jej powolne snucie się jest niejako jej zaletą). Brakuje tu jakiegoś przytupu – chociaż końcowe sceny (wyczekiwane) z pancerzem są całkiem niezłe. Niemniej prowadzenie fabuły tutaj kuleje.
stray_dog-kerberos_panzer_cops.mkv_snapshot_01.24.31.308
Kadr z filmu: Stray Dog: Kerberos Panzer Cops (1991)
Reasumując moje wypociny, bo jakieś podsumowanie być przecież musi. Warto dać szansę widowisku od Netflix. Nie jest to może kino, do którego będzie się wielokrotnie wracało, ale stanowi całkiem przyzwoitą produkcję, w którą niewątpliwe włożono spory budżet. Starsze odsłony kieruję bardziej do zagorzałych fanów tej pozycji i takich, których nie odstraszają takie produkcje – tańsze, zwariowane, szalone wręcz i chwilami budzące więcej śmiechu niż respektu, gdzie fabułę trzeba wyłowić. W odróżnieniu od filmu z Netflixa, tutaj zdecydowanie nie jest tak łatwo przyswajalna, co może być zaletą dla lubiących tak podany scenariusz. Porównując wszystkie te filmy do animacji japońskiej, wypadają nieco blado. Jest bardziej od nich przemyślana, rozbudowana, a przy tym wcale nie taka prosta w odbiorze. Należy się przy niej skupić, by wszystko dobrze zrozumiec – w przeciwieństwie do łopatologicznej odsłony z platformy Netflix. Dodatkowo właściwie całkowicie pozbawiona humoru, który jest obecny w pierwszych dwóch filmach w sprej ilości. Pozostaję jej zagorzałym fanem, ale filmy te zobaczyłem z nieukrywaną chęcią i wcale nie żałuję – mimo że okazały się inne, niż początkowo oczekiwałem. Zwyczajnie mnie zaskoczyły, co już samo w sobie stanowi zaletę.
illang-the-wolf-brigade
Kadr z filmu: Illang: The Wolf Brigade (2018)
To tyle na dzisiaj, moi drodzy. Czy powrócę do felietonów w przyszłości? Raczej na pewno, ale nie będą się tutaj pojawiały co chwilę, więc bez obaw. Może przy okazji jakiegoś opisu o „królu potworów”, którego sobie ostatnio oglądam? Może przy jakiejś grze? Kto tam wie. Do następnego!

[FIGURKA] Saenai Heroine no Sodatekata ♭ – Kato Megumi – B-style – 1/4 – Bare Leg Bunny Ver. (FREEing)

Święta zakończone, więc wracamy do normalnych wpisów i to bez jakiś większych opóźnień. Wprawdzie miałem wrzucić jakiś normalny między ostatnimi dwoma ewentowymi, ale się nie udało. Zapominamy o tym i lecimy z tematem. Jeśli chodzi o paczuszki, to nic nie dostałem. Powinny się niedługo jakieś pojawić, nie wspominając o tej z USA. Prawie bym zapomniał, że nabyłem sobie jakieś starutkie anime na DVD z naszego kraju (wydane przed laty w znaczeniu), bo były bardzo tanie na OLX, a wysyłka do paczkomatu w dodatku promocyjna – tylko 1 zł. Nawet jeśli zobaczę to raz, było warto (ale to pozycje niedostępne na BD, więc raczej na trochę ze mną zostaną). Czas na nowinki wydawnicze. Discotec zapowiedział: Dear Brother TV Series (BD), Lady Oscar The Rose of Versailles Collection 2 (BD), Memories (BD), Nyanbo! (BD) i Video Warrior Laserion TV Series (SD-BD). Parę naprawdę dobrych pozycji, które na pewno sobie przygarnę. Dear Brother biorę właściwie od razu, bo mają niby licencję na bardzo krótki okres i nie wiedzą, czy uda się zdobyć przedłużenie. Nie mam zamiaru tego stracić (za długo na to czekałem). Anime Ltd ogłosiło, co wyda w kolejnych dwóch miesiącach. Z takich nowych (niewspominanych wcześniej) mamy (na czerwiec): Eureka Seven Hi-Evolution: Anemone – Collector’s Edition (BD), Lupin the Third: The Woman Called Fujiko Mine – Collector’s Edition (BD), Love Live: The School Idol Movie – Collector’s Edition (BD) i Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba – Part 2 – Collector’s Edition (BD). Naprawdę fajne pozycje, na które czekałem. Demon Slayer dostanie jednak box na kompletną serię, co niewątpliwie cieszy. Wezmę sobie chyba Lupina (mimo że już mam), ponieważ tutaj jest książeczka, lepsza szata graficzna i poprawione kodowanie od Discotec. Wieszczcie otrzymaliśmy jakieś konkretne informacje od JPF o kontynuacjach „Klanu Poe” Moto Hagio, a konkretnie start pre-orderu na: „Wiosenne marzenie”, „Jednorożec” i „Tajemniczy ogród”. Zdecydowanie biorę. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest figurka Kato Megumi z serii Saenai Heroine no Sodatekata ♭ w skali 1/4 w wersji z gołymi nogami od firmy FREEing. No, trochę tych określeń było, a w sumie jeszcze mogłem wspomnieć, że to „królicza wersja” tej postaci. W każdym razie postanowiłem wam dzisiaj opisać jakąś statuetkę i padło właśnie na Megumi, ponieważ to jedyna, jaką mam, w wersji z „gołymi nogami”. Czemu chciałem właśnie z takiej wersji coś opisać? Ponieważ firma FREEing w ostatnim czasie robi sporo wznowień w takiej edycji swoich zapomnianych (przynajmniej przez sklepy, gdzie dawno temu zostały wyprzedane) pozycji. Nawet dzisiaj powraca hit sprzed lat, ale o nim wspomnę przy kolejnym wpisie w ramach zapowiedzi. W każdym razie nie było mi dane zdobyć Megumi przy pierwszej edycji czy wznowieniu (bo takowe się też ukazało i szybko wyprzedało), ale udało się w tej formie. Niewątpliwą zaletą jest oczywiście cena, która zawsze jest niższa od oryginalnej – a już nie wspominając, gdy wydają coś, co dawno temu zostało wyprzedane i można nabyć tylko po jakiś zawyżonych kilkukrotnie kwotach z drugiej ręki. Wtedy już nawet lepiej tego nie porównywać, bo można spaść z krzesła. Większość osób dosyć sensownie zakładała, że wersja z „gołymi nagami” będzie identyczna z oryginalną, pomijając brak materiału w wiadomych miejscach. Okazało się to trochę mylne, ponieważ FREEing stosuje drobne różnice. Głównie w cieniowaniu i podkreślaniu jakichś tam detali (pomijając nową wersję Jibril, która ma zdecydowanie więcej różnic, niż te wspomniane powyżej/standardowe). Części się to podoba, a innym wcale. Woleli oryginalną wizję. Inni zarzucają, że przez to wygląda taniej, a w oryginale było subtelniej (trochę na wyrost argument). Pamiętam, że przy Megumi były jakieś analizy zdjęć podesłanych przez jakiegoś fana z Amazonu, na których sama jej figura (np. biust, by być dokładnym) była jakby delikatnie zmieniona. Potem się okazywało, że nowsza wersja stała bliżej statywu i pewnie stąd te różnice skrupulatnie wyłapywane przez fanów. Moim skromnym zdaniem wersja z „gołymi nogami” robi robotę. Tak, wolę te oryginalne edycje – materiał dodaje uroku moim zdaniem, ale przepłacanie za pierwszą wersję nie wchodzi w grę – różnice nie są tego zdecydowanie warte (a przynajmniej dla mnie). Wręcz mam wrażenie, że da się je dostrzec tylko przy porównywaniu i nawet wtedy trudno określić, gdzie wypada lepiej. Jedyna różnica to brak materiału, który dla mnie niewątpliwie jest zaletą, ale do przesady. Swoją drogą ktoś na sali nie kojarzy serii, z której pochodzi Megumi? Tomoyi Aki, zapalony otaku, pewnego dnia przeżywa chwilę jak z gry randkowej: wśród sypiących się płatków wiśni przylatuje do niego kapelusz, który wiatr zwiał z głowy stojącej na wzgórzu piękności. To wydarzenie okazuje się punktem zwrotnym jego nastoletniego życia: nasz bohater dochodzi bowiem do wniosku, że jego marzeniem jest stworzenie gry randkowej, której bohaterką byłaby… no, idealna bohaterka gry randkowej, taka jak właścicielka kapelusza, jeśli kiedykolwiek uda mu się ją odnaleźć. Jeśli życie jest złośliwe, marzenia się spełniają i ponowne spotkanie następuje szybciej, niż by się spodziewał – Megumi Katou jest jego koleżanką z klasy, dziewczyną miłą, ładną i tak kompletnie niepozorną, że dosłownie wtapia się w tło. Tomoya nie daje się łatwo zniechęcić: skoro ma swoją bohaterkę idealną (no, do lekkiego wyszlifowania), pozostaje mu znaleźć ekipę. Tak się składa, że dwie szkolne piękności, Utaha Kasumigaoka (pisząca pod pseudonimem popularne powieści) oraz Eriri Sawamura­Spencer (rysująca pod pseudonimem popularne erotyczne doujinshi), znają go znacznie lepiej, niż chciałyby to przyznać… Ale to nie znaczy, że tak po prostu i bez wahania zgodzą się uczestniczyć w tworzeniu gry [tanuki.pl]. Ciągle ubolewam, że Aniplex nie zapowiada drugiego sezonu i filmu w USA na nośnikach. Tak, pierwszy mam w swojej kolekcji i musiałbym kiedyś wam zrecenzować te cacka (był podzielony na dwa oddzielne pakiety). Haremówka to nieprzeciętna, która kpi ze schematów, a przy tym pozostaje świetnie rozpisana i naturalnie wciaga – a plejada „gwiazd” jest wisienką na torcie. Zdecydowanie polecam. Dobra, czas na więcej opisu samej figurki i detali (nie zapominając o fotkach).
img_1712_wynik
Specyfika wydania:
  • figurka
  • podstawka
img_1714_wynik
Już wam trochę naopowiadałem, czym się odróżniają wersje z „gołymi nogami” od standardowych i moje preferencje. Megumi dostaje piękną statuetkę, która niewątpliwie do niej pasuje, ponieważ jest to postać raczej cicha i wtapiająca się w tło (a przynajmniej tak została przedstawiona w tej produkcji). Główny bohater dostrzega w niej ideał kobiety, ale sama się za taką nie postrzega. W każdym razie nie mamy tutaj jakiejś dynamicznej pozy, rozwianych włosów czy katany za pazuchą. Megumi stoi spokojnie jak do zdjęcia, ale w wiadomym stroju (w dodatku lekko skrępowana strojem). Jak wspominałem, pasuje to do niej idealnie, ale może być też dla kogoś nużące w pewnym sensie. Zaletą jest mała przestrzeń potrzebna do jej ustawienia w kolekcji, jeśli ktoś ma takie problemy. Swoją drogą bardzo podoba mi się kolor jej włosów, jest dopracowany wręcz idealnie (jak i same jej odwzorowanie).
img_1715_wynik
Tylna jej część czy „widok zza pleców”, jeśli ktoś tak woli. Moim zdaniem bardzo ładnie wypada mimo braku materiału. Pięknie wszystko wykonane i trudno coś zarzucić. Dodatkowo jestem fanem FREEing i aktualnie właściwie tylko od nich biorę statuetki (śmiech). Oczywiście, gdy mnie coś innego zainteresuje, też mogę się skusić, ale tak to już ostatnio wypada. Bez jakiegoś fanatyzmu, żeby nie było.
img_1716_wynik
Kolejne zdjęcie Katou, byście mogli więcej ją popodziwiać. Nawiasem mówiąc, trochę się spóźniłem z tą recenzją, bo aktualnie nawet ta wersja jest powoli na wyczerpaniu. Ciągle można ją jeszcze zdobyć, ale niewątpliwie to coraz bardziej kłopotliwa sprawa.
img_1717_wynik
Jeszcze spojrzenie na podstawkę i zamocowanie. Ogólnie rzecz biorąc, trochę nudnawo. Nie, żeby w przypadku tej firmy było często inaczej – nic bardziej mylnego. Zazwyczaj w ogóle ich nie ma, chociaż zdarzają się wyjątki – gdy postać stoi na dwóch nogach, że tak to ujmę (lub ogólnie trzeba dodać jakiś wspornik dla stabilności). Zawsze fani odejmują punkty w skali końcowej właśnie przez podstawki, ale dla tej firmy jest to właśnie rodzaj wspornika dla figurki i nic poza tym, a nie jakiś jej element (pomijając tę od Saber). W każdym razie sztywno stoi, więc bez obaw.
Podsumowanie: Kato Megumi w wersji z „gołymi nogami” jest godnym odpowiednikiem swojej oryginalnej wersji za zdecydowanie niższą cenę (a przynajmniej tak było na premierę, bo teraz już może być trochę słabiej widoczne). Wypada może minimalnie gorzej, ale bez większych odstępstw. Swoją drogą bywają takie pozycje od tej firmy, których właśnie tę wersję część fanów preferuje. Nie będę analizował, kto ma racje, ale jeśli to była jedyna możliwość ich wznowienia, jestem zdecydowanie za takim posunięciem. Lepszy rydz niż nic, czy jak to mawiają, chociaż tutaj nie ma na co narzekać w sumie. Bardziej mi się wydaje, że u tej firmy sporo osób narzekało na cenę i ich figurki odrobinę były poza progiem cenowym dla wielu, więc, stosując taką zagrywkę, więcej osób się na nie skusi. Nawiasem mówiąc, jest to jedyna statuetka od FREEing, którą aktualnie wyobrażam sobie sprzedać. Nie chodzi o to, że jej nie lubię czy wersja tego typu mi nie odpowiada – jest to pierwsza dziewczyna z trzech z tej serii, a nie planuję w sumie brać kompletu, dlatego myślałem o sprzedaży. Jednak gdy już miałem zrobić aukcję i robiłem jej fotki, porzuciłem ten pomysł. Któregoś dnia pewnie się to zmieni, ale na razie Katou zostaje ze mną na dłużej. To tyle na dzisiaj, miłego.
2536059

Wielkanoc

Życzonka z okazji świat Wielkiej Nocy:
Wesołego zajączka,
co po stole bryka.
Smacznościami wypełnionymi,
Świątecznego koszyka.
Smacznego jajka,
mokrego dyngusa.
Radości płynącej,
ze Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.
Pogody ducha oraz niezapomnianych chwil,
spędzonych przy wspólnym stole z najbliższą rodziną.
Spokojnych Świąt Wielkanocnych.
Niestety nie udało mi się wstawić normalnego wpisu po ostatnim ewentowym, ale nadrobimy to na dniach. Swoją drogą, jeśli jesteśmy w klimacie świąt i katolickiej ich odsłonie, to jest pewna ciekawostka. Mianowicie święta te koncentrują się na męce Jezusa Chrystusa, jego śmieci, a ostatecznie zmartwychwstaniu. Czy powstała o tym jakaś animacja? Sam Jezus pojawia się w chociażby Saint Young Men, ale raczej nie należy tego traktować nazbyt poważnie. Natomiast My Last Day już jak najbardziej (Pasja po japońsku, czyli męka Jezusa Chrystusa według Studia 4°C). Zainteresowanym polecam zobaczyć tę produkcję (chociażby z czystej ciekawości). Jeszcze raz spokojnych, zdrowych i wesołych świąt. To tyle na dzisiaj i do następnego.

Prima aprilis

Tym razem bez opóźnień, ale wynika to też z natury tego wpisu. Tak, dzisiaj jest specjalny dzień, więc musiałem odpowiedni wrzucić. Zgodnie z tradycją, jeśli można to tak nazwać, bez nowinek wszelkiego typu. Treściwie i bez ceregieli, że tak to ujmę. Lecimy w takim razie.
Dzisiaj mamy pierwszego kwietnia, czyli prima aprilis. Dzień żartów, inaczej mówiąc, obyczaj obchodzony w wielu krajach świata. Polega na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabierania kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. Pochodzenie tego zwyczaju nie jest dokładnie wyjaśnione. Taka tam notka informacyjna. W anime chyba go nigdy nie uświadczyłem, ale jest powszechny u twórców z nimi związanych. Co roku są publikowane różnego typu wpisy mniej i bardziej zabawne.

1617325199-53ad16a84a18492ecd8c0e991cb96825

TBS przerobił swoją oficjalną stronę internetową od 5-toubun no Hanayome („Sposób na pięcioraczki”), by zawierała informacje na temat spin-off-u zatytułowanego 5-toubun no Hanamuko („Pięciu oblubieńców”). Grafika zapowiadająca przedstawia Fuutarou Uesugi jako pannę młodą z pięcioraczkami jako jej zalotnikami.

1617325241-31f3530007f77807ee0115168c046c67

Na oficjalnym Twitterre od Gochuumon wa Usagi Desu ka? opublikowano nowe grafiki przedstawiające postacie z serii jako siedem grzechów głównych w Seven Rabbits Sins: Is the Order a Rabbit?.

1617325266-dcc84bf1b84488645f5bbf3ed49a9217

Na oficjalnym koncie na Twitterze dotyczącym anime Higurashi no Naku Koro ni Gou ogłoszono decyzję o otwarciu Sanrio Puroland (Hello Kitty Land) w Hinamizawie. Jest tego typu wkrętów generalnie całkiem sporo, jak co roku. Więcej możecie poczytać w tym miejscu, klik.
U nas też wydawcy często stroją sobie żarty z fanów. Wystarczy spojrzeć na stronkę Studia JG, gdzie poczytamy o zapowiedziach mangowych na lata 2021-2029 (zapętlonych). Najlepszy żart to taki, który pozornie wydaje się bzdurą, a ostatecznie jest prawdą. Coś takiego zastosowało Waneko parę lat temu, gdy ogłoszono i wysyłano wszystkim zapowiedziany tytuł tego samego dnia, pierwszego kwietnia.
To tyle na dzisiaj i do następnego. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze jakiś normalny wpis wrzucić przed świętami.