[Felieton] Jin-Roh – Live Action Movies

Tak, moi drodzy, czas na pierwszy felieton na moim blogu. Postanowiłem tak nazwać ten typ wpisu, ponieważ ten podtytuł najbardziej mi do niego pasuje. Zastanawiałem się nad mianem „recenzji”, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego terminu. Z drugiej strony moje recki zawsze mają pewne znamiona felietonu, więc nazywanie tego konkretnego w ten sposób może być nieco dziwne. Być może powstanie w przyszłości jakiś dział, gdzie będzie można tego typu rzeczy znaleźć, bo zaraz się nam zgubi. Pomyśli się. W każdym razie ruszamy z obiecanym tematem. Podobnie jak przy ewentowych nie będzie wszelakich nowinek.
Jakiś tam czas temu wspominałem, że mam w planach zobaczenie trylogii aktorskiej spod znaku Jin-Roh. Dokonałem tego, co zapowiadałem, a nawet więcej, o czym za chwilę. W każdym razie trzy filmy zostały obejrzane i pewne wnioski się pojawiły podczas seansu. Obrazy to dosyć zapomniane, które znają chyba głównie fani anime. Zapewne ostatnia odsłona, która pojawiła się na Netflix parę lat temu, przywróciła im niejako blask/zainteresowanie większej rzeszy fanów lub zupełnie nowych, którzy o ich istnieniu nawet nie wiedzieli. Przyznam się, że w pewnym sensie należę do tej grupy, chociaż nie do końca. Dlaczego? Wiedziałem o nich w sumie już dobrych parę lat temu, ale trochę zapomniałem. Dodatkowo kiedyś unikałem tego typu tworów jak ognia, więc nic w tym dziwnego, że wyleciało mi to z głowy. W pewnym momencie dałem im większą szansę (podszedłem do tego na chłodno, bez nadmiernego sceptycyzmu) i mi się spodobały. Dalej wolę animację japońską z wielu powodów (a w tym felietonie udowodnię, że nie jest to jakiś ślepy fanatyzm na przykładzie tej serii), ale zaczynam chętnie po nie sięgać. Dobra, mamy niejako wstęp za sobą i nakreślenie sytuacji. Filmy są trzy, z czego dwa są bezpośrednio ze sobą połączone. Gdzie je obejrzeć? Najnowszy z nich występuje na platformie Netflix z polskimi napisami czy nawet lektorem (polecam wersję japońską mimo wszystko – to koreańska produkcja). Starsze dwa trzeba sobie poszukać w sieci. Jako ciekawostkę podam, że niebawem będzie można je zobaczyć po polsku, bo za moją inicjatywą powstały takowe (przekład w znaczeniu) – i miałem tam swój udział (moja profesja korektora).
red.spectacles.1987.dvdrip.mkv_snapshot_01.46.02.546
Kadr z filmu: The Red Spectacles (1987)
The Red Spectacles, czyli pierwszy film z trylogii, to obraz z 1987 roku od Mamoru Oshii. O czym opowiada? Koniec XX wieku. Metropolitan Police zaczęła tracić kontrolę nad Tokio. Szerzy się przestępczość, a ludzie nie są już bezpieczni na ulicach czy swoich domach. Pojawiło się rozwiązanie: utworzenie silnie opancerzonego, mobilnego, specjalnego zespołu śledczego ds. zwalczania bezlitosnych przestępstw. Jednostka składająca się z mężczyzn i kobiet o wysokim intelekcie i sile fizycznej, którzy mieli szczególnie mocne, a nawet fanatyczne poczucie sprawiedliwości, zostali określeni mianem „Kerberos” i uzbrojeni w specjalne kamizelki kuloodporne zwane „sprzętem wspomagającym” oraz ciężką broń. To, co zaczęło się jako szlachetny i odważny wysiłek, aby powstrzymać atak przestępczości, wkrótce wymknęło się spod kontroli. Ich nadgorliwe działania i fanatyczna nienawiść do zła wkrótce doprowadziły do ​​zachowań daleko idących od policyjnych. Publiczna krytyka wzrosła, gdy ich taktyka śledcza stała się bardziej agresywna, okrutna i skorumpowana (przypominającą tą, którą stosują ich oponenci, czyli zbrodniarze). Przełom nastąpił, gdy członek Kerberos podczas rutynowego śledztwa pobił na śmierć przestępcę. To był katalizator i uzasadnienie, aby zamknąć grupę raz na zawsze i całkowicie ją rozwiązać. Jednak byli tacy w Kerberos, którzy odmówili rozbrojenia. Trójka zbuntowała się przeciwko systemowi i przedarła się przez miasto. Dwójka została ranna i nie udało im się uniknąć schwytania. Tylko jednemu – starszemu detektywowi Koichi Todome, ucieczka się powiodła, a pozostałym obiecał, że po nich wróci. Kilka lat później Koichi, uciekinier z rządu, wraca do domu z niejasnych powodów. Miasto rozpadło się w gwałtownym tempie i jest zupełnie inne niż miejsce, które zostawił. Wszystko jest surrealistyczne i dziwne, zamazane i nijakie. Wędruje, próbując znaleźć pozory swojej przeszłości i towarzyszy, których zostawił. Ale wydaje się, że samo miasto stawia mu opór, a są tacy, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi Koichi, a jego powrót jest bardziej niebezpieczny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
g0v5qf
Stray Dog: Kerberos Panzer Cops, czyli drugi film z trylogii, to obraz z 1991 roku od również Mamoru Oshii. Historia zaczyna się w ostatnim bastionie jednostki Kerberos. Po tym, jak nie wykonali rozkazu rozbrojenia i rozwiązania, wytrzymali przez nieokreślony czas, a rozmowa między zmęczonymi gliniarzami Kerberos sugeruje, że mogli tam tkwić przez trzy dni, trzy miesiące, a nawet trzy lata (by podkreślić, że szeregowi stracili poczucie czasu). System przesyła ostatni rozkaz na przybycie Koichi Todome, Midori Washio i Soichiro Toribe do centralnego budynku. Inui zmęczony wędruje po korytarzach centrali Kerberos, a następnie jest świadkiem, jak oficer Koichi Todome wsiada do helikoptera. Wściekły Inui czuje się zdradzony przez swojego dowódcę i pyta, dlaczego ten ucieka i nie walczy do końca, tak jak nakazał swoim ludziom. Gdy helikopter startuje, wojsko przedostaje się do kwatery głównej. Trzy lata później Inui zostaje zwolniony z więzienia i warunkowo opuszcza Japonię. Jego kontakt z tajemniczej Grupy Wsparcia Zbiegów poinformował go, że Koichi Todome został zesłany do Taipei na Tajwanie. Później ujawniono, że uwolnienie Inuiego zostało zaaprobowane przez Wydział Bezpieczeństwa Publicznego. Jego kontakt, Hayashi, jest w rzeczywistości agentem tej służby wywiadowczej, a szukającym Koichiego, który uciekł z zamiarem stworzenia nowej organizacji Kerberos za granicą, wracając do Tokio. Inui wyrusza na trop Koichiego po znalezieniu Tang Mie, nastoletniej, tajwańskiej dziewczyny, z którą był związany Todome. Mówi Inui, że Koichi również ją opuścił, a obaj łączą siły w poszukiwaniu oficera Panzer Cop. Znajdują łowiącego krewetki Koichiego, a po bójce trójka osiedla się razem. Wkrótce jednak pokój zostaje przerwany. Hayashi kontaktuje się z Inui, by zaproponować mu układ: albo Koichi poddaje się ekstradycji, a japoński rząd wybaczy i pozwoli młodemu człowiekowi pozostać na Tajwanie ze swoją ukochaną Tang Mie, albo on sam i Koichi będą ścigani przez Siły Bezpieczeństwa Publicznego do skutku. Aby pokonać pluton Sił Bezpieczeństwa Publicznego, Inui potrzebuje zachowanego sprzętu ochronnego i sprzętu Koichiego. Dwóch Kerberów walczy razem, a Inui jest najsilniejszy. Z walizką swojego przełożonego w dłoni Inui kieruje się w stronę opuszczonego hotelu, miejsca spotkania Hayashiego. Inui konfrontuje się z agentem, łapie go i nakazuje mu pomóc w noszeniu Ochraniacza. Uzbrojony w karabin maszynowy MG42 Koichiego, Inui przemierza hotel i zabija oddział Sił Bezpieczeństwa Publicznego. Jednak, zabijając dowódcę drużyny w opuszczonej fortecy Kerberos, zostaje śmiertelnie ranny.
e5nd7f
Illang: The Wolf Brigade, czyli ostatni film z trylogii, to obraz z 2018 roku od Kim Jee-woon (chociaż Mamoru Oshii mu pomagał). Tak naprawdę nie należy do końca do tego cyklu – nie jest bezpośrednio powiązany z poprzednimi dwoma filmami. Należy natomiast zdecydowanie do kanonu. O czym jest? Tym razem nieco zwięźlejszy opis, ponieważ większość ten obraz zna lub może łatwo zobaczyć (jest dostępny na Netflix). Jego akcja rozgrywa się w 2029 roku. Kilka lat wcześniej Korea, w obliczu połączenia sił Japonii Rosji i USA przeciwko potędze Chin, została zmuszona do historycznego połączenia się w jeden kraj. Pośród przeciwników tego ruchu narodziła się grupa terrorystyczna, która ochrzciła się nazwą Sekta. Do walki z nią powołano oddział o nazwie Jednostka Specjalna. Należy do niej główny bohater filmu, Im Joong-kyung (w tej roli Gang Dong-won), na którego oczach wysadza się w powietrze młoda dziewczyna, należąca do rebelii. Targany wyrzutami sumienia Im poznaje kobietę, Lee Yoon-hee, która okazuje się siostrą tragicznie zmarłej dziewczyny. Pewnie wielu od razu zauważa, że historia jest bliźniaczo podobna do znanej z animacji. Zdecydowanie należy się z tym zgodzić – jest to jej zaleta i wadą jednocześnie. Mamy świetną fabułę, ale tracimy na zaskoczeniu czy nowych wątkach, których tutaj raczej nie ma. Tak, zmiany są, o których za chwilę, ale generalnie historia pozostaje taka sama.
y0m4qf
Tak to mniej więcej wygląda. Filmy mają zdecydowanie cechy wspólne, które je łączą. Weźmy na przykład wilki znane z animacji Jin-Roh lub Illang. W pierwszych dwóch filmach natomiast pojawia się Kerberos, czyli trójgłowy pies z mitologii greckiej – w produkcji to elita oddziału składającą się z trzech członków. Myślę, że to, co najbardziej wszystkich ciekawi lub interesuje, to poziom tych filmów. Tutaj sprawa nie jest taka prosta, jak by się mogło zdawać. Pojawia się powszechne przekonanie, że film z Netflixa jest kiepski. Nie mogę się zgodzić z tą opinią, ponieważ to kawał dobrego kina. Mam wręcz wrażenie, że oceniają go nisko dwie grupy. Pierwszą z nich są fanatyczni fani animacji, którzy zjechali go, mówiąc kolokwialnie, bez dania mu nawet szansy (za sam fakt powstania i czepiając się wszystkiego, czego tylko można i wynosząc te „wady” do miana wpadek na skalę dyskwalifikującą radość z seansu). Druga grupa to fani wszelkiego typu filmów akcji, którzy rozczarowali się ich mniejszą ilością i skupieniem na wątku psychologicznym czy śledczym. W filmie, jak w wersji animowanej, do końca nie jest prawie oczywiste, kto tu jaką jednostkę rozpracowuje i jak się to zakończy. W tym miejscu dochodzimy do wady tego obrazu. W animacji niewątpliwą zaletą były szczątkowe informacje, utrudnione przesłanie zaciemnione ich unikanie pokazywania wprost – widz musiał się niejako skupić lub obejrzeć obraz ponownie. Bardzo mi się to podobało i tak zostało. Niestety w Illang wszystko jest ukazane wprost – wykładają na tacy, by czasem się nie okazało, że ktoś czegoś nie zrozumiał. Takie podejście zdecydowanie mi nie odpowiada. Niemniej film broni się efektami, ukazaniem miasta czy samą stylistyką. Jeśli przełkniemy gorycz tego uproszczenia obrazu – lub nie znamy aniamcji – dostajemy naprawdę niezłe kino. Gorsze od „oryginału”, ale zdecydowanie warte uwagi. Dalej mamy pierwsze dwa filmy, spoglądając na nazwisko reżysera, że bardzo dobre. Tutaj jest pewien problem. Pierwszy z nich, dłuższy, ma całkiem niezłą fabułę, kolorystykę pasującą do niej (nawiasem mówiąc, tylko „czerwony kapturek” jest tutaj we właściwych barwach, pomijając początkowe sceny, i to nie bez powodu) i niejako ukrywającą pewne niedociągnięcia, ale niestety jest to produkcja moim zdaniem zepsuta jakimiś elementami komediowymi. Głównie to widać podczas walk z oponentami, które są głupkowato śmieszne. Chyba chcieli ukryć tym słaby budżet lub nadać im groteskowy styl, ale średnio to tutaj pasuje. Ostatecznie zostaje wyjaśnione, czemu są ta karykaturalne i dlaczego cała historia jest dosyć absurdalna, ale mimo wszystko to nie rekompensuje tego widowiska (w dodatku odniosłem wrażenie, że to tani chwyt, a nie jakiś wyszukany cliffhanger). Nawiasem mówiąc, pancerz znany z serii pojawia się tu na dosłownie chwilę, ale i tak czujemy jego moc. W drugim filmie mamy bardzo dobry soundtrack, dosyć mało dialogów i często takie melancholijne sceny. Mniej tu głupkowatego humoru, ale dalej się chwilami pojawia. Na pewno nie drażni i jest w ilości zdecydowanie zjadliwej. Niestety w przypadku tego filmu sama fabuła jest trochę średnia. Odnosi się wrażenie, że można by ją było jeszcze bardziej ścisnąć i by na tym zyskała (chociaż właśnie jej powolne snucie się jest niejako jej zaletą). Brakuje tu jakiegoś przytupu – chociaż końcowe sceny (wyczekiwane) z pancerzem są całkiem niezłe. Niemniej prowadzenie fabuły tutaj kuleje.
stray_dog-kerberos_panzer_cops.mkv_snapshot_01.24.31.308
Kadr z filmu: Stray Dog: Kerberos Panzer Cops (1991)
Reasumując moje wypociny, bo jakieś podsumowanie być przecież musi. Warto dać szansę widowisku od Netflix. Nie jest to może kino, do którego będzie się wielokrotnie wracało, ale stanowi całkiem przyzwoitą produkcję, w którą niewątpliwe włożono spory budżet. Starsze odsłony kieruję bardziej do zagorzałych fanów tej pozycji i takich, których nie odstraszają takie produkcje – tańsze, zwariowane, szalone wręcz i chwilami budzące więcej śmiechu niż respektu, gdzie fabułę trzeba wyłowić. W odróżnieniu od filmu z Netflixa, tutaj zdecydowanie nie jest tak łatwo przyswajalna, co może być zaletą dla lubiących tak podany scenariusz. Porównując wszystkie te filmy do animacji japońskiej, wypadają nieco blado. Jest bardziej od nich przemyślana, rozbudowana, a przy tym wcale nie taka prosta w odbiorze. Należy się przy niej skupić, by wszystko dobrze zrozumiec – w przeciwieństwie do łopatologicznej odsłony z platformy Netflix. Dodatkowo właściwie całkowicie pozbawiona humoru, który jest obecny w pierwszych dwóch filmach w sprej ilości. Pozostaję jej zagorzałym fanem, ale filmy te zobaczyłem z nieukrywaną chęcią i wcale nie żałuję – mimo że okazały się inne, niż początkowo oczekiwałem. Zwyczajnie mnie zaskoczyły, co już samo w sobie stanowi zaletę.
illang-the-wolf-brigade
Kadr z filmu: Illang: The Wolf Brigade (2018)
To tyle na dzisiaj, moi drodzy. Czy powrócę do felietonów w przyszłości? Raczej na pewno, ale nie będą się tutaj pojawiały co chwilę, więc bez obaw. Może przy okazji jakiegoś opisu o „królu potworów”, którego sobie ostatnio oglądam? Może przy jakiejś grze? Kto tam wie. Do następnego!