Archiwa tagu: Animacja

[Animacje BD] Castlevania Season 1 Collector’s Edition

Po małej i niezamierzonej przerwie wracamy ze wpisami. Dzisiaj udostępniony miał się pojawić parę dni temu, ale coś mnie skutecznie odciągało. Tak to już bywa, a teraz trzeba nadrobić masę nowinek. Zaczynajmy więc. Na pierwszy ogień idą te związane z moimi zakupami. Ostatnio lekko przetrzebiłem moją kolekcję figurkową i wyleciały z niej trzy pozycje. Bardzo lubię swoje skarby, ale takie ruchy są co jakiś tam czas wymagane. Gdy jest tego za dużo, nie wygląda to fajnie, a dodatkowo na pierwszym stopniu stawiam animacje. Wiem, nie jest to jakoś dużo wyżej (pod względem priorytetu, nie dosłownie) od reszty, ale jednak. W każdym razie co jakiś czas jakieś gorsze pozycje czy już mi mniej pasujące sprzedaję w dobre ręce. Tak się stało ostatnio, a tymczasem leci do mnie pre-order nowej pozycji. Widziałem fotki i jest przepiękna. Jeśli już o paczki chodzi, większa zaczyna się do mnie powoli zbliżać. Przy dobrych wiatrach wyląduje jeszcze w przyszłym tygodniu i powiadam wam, szczęki wam opadną. Z mangami mam jakąś dziwną sytuację, bo dwa pre-ordery mi przepadły. Niby mam jeszcze trochę poczekać, zanim wyślą mi ponownie, jeśli faktycznie gdzieś znikły… Jednak dwa tygodnie od momentu wysyłki na terenie naszego kraju nie napawa optymizmem. Czas na nowinki wydawnicze. Prawie bym zapomniał, dotarła po ponad trzech miesiącach zaginiona paczka. Tak, jestem uradowany. Tiger Lab zapowiedział winyle na ten rok: 3×3 Eyes: Legend of the Divine Demon, Death Note 6xLP set, Devilman: Demon Bird, Hellsing (Yasushi Ishii score, 4xLP set), Hunter X Hunter (3xLP set), Tokyo Godfathers (Christmas release) i Vampire Hunter D (Halloween release). Tak, jest na co czekać. Death Note mnie zaskoczyło, bo już dwie wersje istniały. Tutaj jakiś box z masą dodatków chyba? Zobaczymy. Dodatkowo 5 sierpnia wystartuje pre-order do Cowboy Bebop (2xLP set) od Milan Records – wygląda przepięknie, a chyba samego soundtracku nie trzeba nikomu rekomendować. Wydawnictwo Studio JG zapowiedziało wydanie mang: Jibaku shonen Hanako-kun od Iro Aida (shounen, supernatural, komedia, szkolne życie), Otouto no otto od Gengoroh Tagame (yaoi, obyczajowy, dramat, komedia) oraz Haru no Noroi od Asuka Konishi (josei, romans, dramat, psychologiczny, okruchy życia). Zaraz, stop, to jeszcze nie koniec. Wydawnictwo Studio JG zapowiedziało jeszcze wydanie mang: Beastars od Paru Itagaki (shounen, komedia, dramat, fantasy, romans, szkolne życie, psychologiczny), Go-Toubun no Hanayome od Negi Haruba (shounen, komedia, romans, dramat, ecchi, szkolne życie, harem) oraz „Jumyou wo Kaitotte Moratta. Ichinen ni Tsuki, Ichimanen de” od Sugaru Miaki i Shouichi Taguchi (shounen, psychologiczny, romans, dramat). Z tej drugiej partii zapowiedzi mnie więcej interesuje, bo bardzo mi podeszła adaptacja Beastars, a Hanayome też bym nie pogardził. Reszta niusów następnym razem, bo jest tego masa, a nam się i tak za bardzo rozlazł ten wstęp. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest pierwszy sezon animacji Castlevania od Anime Ltd. To pierwszy wpis tego typu i trudno powiedzieć, kiedy będzie kolejny. Jak powszechnie wiadomo, skupiam się na animacji japońskiej, której jestem wielkim fanem. Myślę, że to nie miejsce na nakreślanie historii, czemu się tak stało. Wspomnę tylko, że powód mojego rozpoczęcia tej przygody był pewnie dosyć dziwny dla wielu. Czemu? Pomijając jakieś moje młodzieńcze lata, gdy oglądałem sobie Dragon Ball czy po kryjomu, bo to była „siara”, jak tam mawiają dzieciaki, Sailor Moon, miałem przerwę. Minęło kilka lat, podczas których skupiałem się na filmach wszelakich. Oglądałem wszelkiego rodzaju klasyki kina lub takie, które dużo wniosły do tematu (tak, należę trochę do osób, które starają się zgłębiać temat). W pewnym momencie stwierdziłem, że już sporo takich hitów zobaczyłem (oczywiście był to trochę błędny wniosek, ale niewątpliwie jak na moje lata dosyć trafny, bo nie wszystko do mnie docierało – w znaczeniu, że nie każdy gatunek wtedy trawiłem i część mnie nudziła, mówiąc bez ogródek), więc poczułem swojego rodzaju rozczarowanie. To już koniec etc.? Wtedy jakoś natrafiłem ponownie na anime i recenzje Ghost in the Shell i podobnych tytułów. Zdałem sobie sprawę, ile tam jest do zobaczenia – ogrom dosłownie mnie trochę przytłoczył. Zacząłem i tak oglądam od iluś tam lat. Początkowo najlepsze, a potem się tak wkręciłem, że chcę znać jak najwięcej (czytam jakieś porównania i chce mieć własny pogląd czy lecę po studiach. Czasem też znam mangę lub autor jakieś ln robi według mnie dobre historie itd.). Do przesady, ale wiecie, o co mi chodzi. Spodobało mi się i tak już zostało. Dobra, bo trochę zeszliśmy z tematu. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, że kupuję i kolekcjonuję z powyższych powodów animację japońską i pochodne, a całą resztę ignoruję. Nie chodzi nawet o to, że nic mi się tam nie podoba – lub tu wpadłem po same uszy i nic innego do mnie nie dociera. Nie, gdzie tam, dalej lubię filmy itd. Po prostu na tym się skupiłem i to wam opisuję. Zdarzają się jednak pewne wyjątki, które nie są dokładnie „anime” czy „mangą”, a tu trafiają. Dzisiaj mamy taki przypadek. Animacja, która wygląda jak anime i jest wydana przez Anime Ltd, ale nią nie jest. Castlevania od Netflix nieźle namieszała na rynku i cieszy mnie, że pozostała na dłużej. Aktualnie czekamy na czwarty sezon tej kapitalnej pozycji. Trochę o historii tam zawartej. Fabuła serialowej Castlevania to adaptacja trzeciej części cyklu, czyli gry Castlevania III: Dracula’s Curse z 1989 roku, oczywiście z pewnymi zmianami. Nie brakuje tutaj dodatkowych scen, których zadaniem jest przedstawienie postaci, wyjaśniających ich motywacji i pełniących funkcję „wypełniaczy”, mających na celu dostosowanie historii do serialowej konwencji. Właściwa opowieść rozpoczyna się od pokazania tragicznych wydarzeń, które pchnęły Draculę do zemsty na mieszkańcach Wołoszczyzny. Wampir ten nie jest jednak typowym czarnym charakterem, serial przedstawia go raczej jako postać tragiczną, której motywacje można zrozumieć, a wszelkie potworności, które popełnia, można usprawiedliwić. Rolę typowych antagonistów pełnią tutaj przede wszystkim przedstawiciele kościoła, którzy manipulują mieszkańcami, a kapłani chętniej niż Słowem Bożym władają sztyletami. Szybko poznajemy też głównego bohatera, Trevora Belmonta, ostatniego przedstawiciela swojego rodu, którego członkowie od wielu lat walczą z potworami. Niestety, ludzie tego nie doceniają, a wręcz przeciwnie – uważają, że Belmontowie sami mają kontakty z nieczystymi siłami. Trevor traktowany jest więc jak wyrzutek, a widzowie poznają go jako pijaczka, który wdaje się w bójkę w barze. W zaledwie czterech odcinkach, jakie składają się na 1. sezon, widzimy jednak zaskakującą przemianę z postaci, która nie dba o nic i nikogo w prawdziwego lidera i bohatera, który decyduje się położyć kres potężnemu wampirowi i uratować Wołoszczyznę. Dużym plusem jest zresztą sam charakter Trevora. To postać, która swoimi tekstami i zachowaniem wprowadza nieco luzu i humoru do mrocznego i brutalnego świata Castlevanii. Zdecydowanie jest to bohater, którego można szybko polubić [naekranie.pl]. Pozycja ta oryginalnie została wydana po angielsku (głosy w znaczeniu) i w takiej wersji ją otrzymujemy w tym wydaniu. Istnieje też wersja po japońsku, ale na płycie jej nie uświadczymy. Trochę w sumie szkoda, bo wypada bardzo fajnie i można się wtedy już dosłownie dać „oszukać”, że to jednak jest anime (śmiech). W każdym razie mamy tutaj świetnie głosy – to nie jakiś tam kiepski dubbing, tu jest profesjonalnie, więc nie mam z tym problemu. Wspomniany i dzisiaj prezentowany pierwszy sezon to raptem cztery odcinki. Ogląda się go bardzo szybko, bo to długość filmu (nawet niewymagającego długiego przysiedzenia). Myślę, że to największa wada tej pozycji. Po obejrzeniu od razu chce się więcej, bo to dopiero przedsmak tej epickiej historii. Aktualnie ten problem w sumie zniknął, bo mamy kolejne sezony, ale kiedyś tam istniał. Chyba nie chcieli ryzykować z dłuższą produkcją. Chciałbym jeszcze poruszyć sprawę soundtracku do tej serii, który jest niezwykle udany, a odpowiada za niego Trevor Morris. Szkoda, że sobie go nie nabyłem na winylu, gdy był dostępny… Czas na jakieś detale techniczne czy opis wydania. Mamy tutaj bardzo dobrą jakość obrazu czy dźwięku. Szkoda, że nie dali nam wprawdzie dubbingu japońskiego, ale oryginalny jest świetny. Zastanawia mnie też sprawa samych napisów. Na Netflix mamy dostęp do ogromu różnych ich wersji (tez polskie). Ciekawe, czemu nie dostajemy ich na płycie. Pewnie sprawy licencyjne, ale mimo wszystko szkoda, bo byłaby to ciekawa opcja. Płyty mają region europejski, ponieważ to wydanie z UK. Czas na detale dotyczące wydania.
IMG_0581_wynik
Specyfika wydania:
Języki: angielski
Dźwięk: DTS-HD Master Audio 5.1 (angielski)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: B
Napisy: angielskie
Dyski: 1xBD
Lista odcinków z wydania:
1. Witchbottle
2. Necropolis
3. Labyrinth
4. Monument
IMG_0582_wynik
Mamy tutaj dosyć standardowe wydanie Anime Ltd, co znaczy mniej więcej tyle, że bardzo udane. W jego skład wchodzi digipack z płytą i artbook. Wszystko włożone w artbox na serię. Całkiem przyjemnie.
IMG_0583_wynik
Na początek digipack na płyty. Na powyższej fotce jego zdjęcie od zewnętrznej strony, czyli śliczne grafiki. Tak, minimalizm trochę, ale wypada to super. Swoją drogą zewnętrzny artbox jest niezwykle przyjemny w dotyku — jak takie książki w twardych oprawach, jeśli wiecie, co mam na myśli.
IMG_0584_wynik
Wewnętrzna strona, czyli podgląd na płytę. Tak, całość zmieściła się na jednym nośniku. Lekko mnie nawet zdziwiło, że nie dostaliśmy wersji na płycie DVD. Wprawdzie nie jest mi potrzebna, ale byłby to taki standard u tej firmy.
IMG_0585_wynik
Czas na pierwszy i ostatni zarazem dodatek, pomijając standardowe płyty, czyli artbook. Na dziewięćdziesięciu dwóch stronach zobaczymy sylwetki bohaterów konfliktu czy świata przedstawionego i oczywiście grafiki promocyjne wszelakiej maści.
IMG_0586_wynik
Tylna jego część, czyli podobna grafika do znanej z digipacku.
IMG_0588_wynik
Podgląd zawartości. Artbook jest wykonany na takim śliskim papierze. Daje to nieprawdopodobny efekt, ale ma pewną wadę. Strony potrafią się posklejać. Gdy go dostałem, musiałem wszyściutko powoli „rozczłonkowywać”. Niemniej wydanie kapitalne, a grafiki świetne.
IMG_0589_wynik
Jeszcze jedna grafika ze środka.
Podsumowanie: Netflixowa Castlevania to świetna adaptacja gry, a także bardzo dobry serial animowany dla dorosłych widzów, który może przypaść do gustu nawet osobom, które nie miały wcześniej do czynienia z tą serią. Największym mankamentem tej produkcji jest…jej długość. Cztery niespełna 25-minutowe odcinki zostawiają widzów ze sporym poczuciem niedosytu i stanowią jedynie wprowadzenie do dalszej części historii. Anime Ltd przyprawia wszystko pięknym wydaniem, które jeszcze bardziej skłania do seansu. Niestety opisywane tutaj opakowanie od dawna jest niedostępne. Było tylko 1000 kopii i dosyć szybko się rozeszły. Sam zdobyłem swoją w dosłownie ostatnim momencie. Jeśli chcecie takiego wydania, szukajcie na aukcjach. Tam można znaleźć wszystko, jak to mawiają. Ewentualnie pozostaje edycja standardowa. Jakiś czas temu spotkałem się ze stwierdzeniem, że Netflixowe animacje są słabe. Nie zgadzam się z tą opinią. Pomijając takie, które tylko coś sponsorowali (Blame), mają i tak kapitalne produkcje, czego dzisiejsza Castlevania jest świetnym przykładem. Masę negatywnych recenzji dostał również ostatni GitS – po obejrzeniu stwierdzam, że to udana produkcja, której jedyną wadą jest grafika. Cała reszta jest na świetnym poziomie. Czy z tego powodu skreślać całą produkcję? To, czemu w recenzjach skupiamy się na kilku elementach? Radzę się zastanowić. Przy okazji ją też wam opiszę i może przekonam niedowiarków. To tyle na dzisiaj, miłego.