[Felieton] Jin-Roh – Live Action Movies

Tak, moi drodzy, czas na pierwszy felieton na moim blogu. Postanowiłem tak nazwać ten typ wpisu, ponieważ ten podtytuł najbardziej mi do niego pasuje. Zastanawiałem się nad mianem „recenzji”, ale ostatecznie zrezygnowałem z tego terminu. Z drugiej strony moje recki zawsze mają pewne znamiona felietonu, więc nazywanie tego konkretnego w ten sposób może być nieco dziwne. W każdym razie ruszamy z obiecanym tematem. Podobnie jak przy ewentowych nie będzie wszelakich nowinek.
Jakiś tam czas temu wspominałem, że mam w planach zobaczenie trylogii aktorskiej spod znaku Jin-Roh. Dokonałem tego, co zapowiadałem, a nawet więcej, o czym za chwilę. W każdym razie trzy filmy zostały obejrzane i pewne wnioski się pojawiły podczas seansu. Filmy to dosyć zapomniane, które znają chyba głównie fani anime, ale zapewne ostatnia odsłona, która pojawiła się na Netflix parę lat temu, przywróciła im niejako blask/zainteresowanie większej rzeszy fanów lub nowych, którzy o ich istnieniu nawet nie wiedzieli. Przyznam się, że w pewnym sensie należę do tej grupy, chociaż nie do końca. Dlaczego? Wiedziałem o nich w sumie już dobrych parę lat temu, ale trochę zapomniałem. Dodatkowo kiedyś unikałem tego typu tworów jak ognia, więc nic w tym dziwnego. W pewnym momencie dałem im większą szansę i mi się spodobały. Dalej wolę animację japońską z wielu powodów (a w tym felietonie udowodnię, że nie jest to jakiś ślepy fanatyzm), ale zaczynam chętnie po nie sięgać. Dobra, mamy niejaki wstęp za sobą i nakreślenie sytuacji. Filmy są trzy, z czego dwa są bezpośrednio ze sobą połączone. Gdzie je obejrzeć? Najnowszy z nich występuje na platformie Netflix z polskimi napisami czy nawet lektorem (polecam wersję japońską mimo wszystko). Starsze dwa trzeba sobie poszukać w sieci. Jako ciekawostkę podam, że niebawem będzie można je zobaczyć po polsku, bo za moją inicjatywą powstały takowe – i miałem tam swój udział (moja profesja korektora).
red.spectacles.1987.dvdrip.mkv_snapshot_01.46.02.546
Kadr z filmu: The Red Spectacles (1987)
The Red Spectacles, czyli pierwszy film z trylogii, to obraz z 1987 roku od Mamoru Oshii. O czym opowiada? Koniec XX wieku. Metropolitan Police zaczęła tracić kontrolę nad Tokio. Szerzy się przestępczość, a ludzie nie są już bezpieczni. Pojawiło się rozwiązanie: utworzenie silnie opancerzonego, mobilnego, specjalnego zespołu śledczego ds. zwalczania bezlitosnych przestępstw. Składająca się z mężczyzn i kobiet o wysokim intelekcie i sile fizycznej, którzy mieli szczególnie mocne, a nawet fanatyczne poczucie sprawiedliwości, zostali określeni mianem „Kerberos” i uzbrojeni w specjalne kamizelki kuloodporne zwane „sprzętem wspomagającym” oraz ciężką broń. To, co zaczęło się jako szlachetny i odważny wysiłek, aby powstrzymać atak przestępczości, wkrótce wymknęło się spod kontroli. Ich nadgorliwe działania i fanatyczna nienawiść do zła wkrótce doprowadziły do ​​zachowań daleko idących od policyjnych. Publiczna krytyka wzrosła, gdy ich taktyka śledcza stała się bardziej agresywna, okrutna i skorumpowana (przypominającą tą, którą stosują ich oponenci, czyli zbrodniarze). Przełom nastąpił, gdy członek Kerberos podczas rutynowego śledztwa pobił na śmierć przestępcę. To był katalizator i uzasadnienie, aby zamknąć grupę na zawsze i całkowicie ją rozwiązać. Jednak byli tacy w Kerberos, którzy odmówili rozbrojenia. Trójka zbuntowała się przeciwko systemowi i przedarło się przez miasto. Dwójka została ranna i nie udało im się uniknąć schwytania. Tylko jednemu – starszemu detektywowi Koichi Todome udało się uciec, a pozostałym obiecał, że po nich wróci. Kilka lat później Koichi, uciekinier z rządu, wraca do domu z niejasnych powodów. Miasto rozpadło się w gwałtownym tempie i jest zupełnie inne niż miejsce, które zostawił. Wszystko jest surrealistyczne i dziwne, zamazane i nijakie. Wędruje, próbując znaleźć pozory swojej przeszłości i towarzyszy, których zostawił. Ale wydaje się, że samo miasto stawia mu opór, a są tacy, którzy zdają sobie sprawę z zagrożenia, jakie stanowi Koichi, a jego powrót jest bardziej niebezpieczny, niż ktokolwiek by przypuszczał.
g0v5qf
Stray Dog: Kerberos Panzer Cops, czyli drugi film z trylogii, to obraz z 1991 roku od Mamoru Oshii. Obraz zaczyna się od ostatniego stanowiska jednostki Kerberos. Po tym, jak nie wykonali rozkazu rozbrojenia i rozwiązania, wytrzymali przez nieokreślony czas: rozmowa między zmęczonymi gliniarzami Kerberos sugeruje, że mogli tam tkwić przez trzy dni, trzy miesiące, a nawet trzy lata. System wzmacniacza mocy przesyła ostatni rozkaz na przybycie Koichi Todome, Midori Washio i Soichiro Toribe do centralnego budynku. Kerberos o imieniu Inui wędruje po korytarzach centrali Kerberos, a następnie jest świadkiem, jak oficer Koichi Todome wsiada do helikoptera. Wściekły Inui czuje się zdradzony przez swojego dowódcę i pyta, dlaczego ucieka i nie walczy do końca, tak jak nakazał swoim ludziom. Gdy helikopter startuje, wojsko przedostaje się do kwatery głównej. Trzy lata później Inui zostaje zwolniony z więzienia i warunkowo opuszcza Japonię. Jego kontakt z tajemniczej Grupy Wsparcia Zbiegów poinformował, że Koichi Todome został zesłany do Taipei na Tajwanie. Później ujawniono, że uwolnienie Inui zostało zaprojektowane przez Wydział Bezpieczeństwa Publicznego i że jego kontakt, Hayashi, jest w rzeczywistości agentem tej służby wywiadowczej szukającym Koichiego, który raz uciekł z zamiarem stworzenia nowej organizacji Kerberos za granicą i wracając do Tokio. Inui wyrusza na trop Koichiego po znalezieniu Tang Mie, nastoletniej tajwańskiej dziewczyny, z którą był związany Todome. Mówi Inui, że Koichi również ją opuścił, a obaj łączą siły w poszukiwaniu oficera Panzer Cop. Znajdują krewetki łowiące koichi, a po bójce trójka osiedla się razem. Wkrótce jednak pokój zostaje przerwany. Hayashi kontaktuje się z Inui, aby zaproponować mu układ: albo Koichi poddaje się ekstradycji, a japoński rząd wybaczy i pozwoli młodemu człowiekowi pozostać na Tajwanie ze swoją ukochaną Tang Mie, albo on sam i Koichi będą ścigani przez Siły Bezpieczeństwa Publicznego na zawsze. Aby pokonać pluton Sił Bezpieczeństwa Publicznego, Inui potrzebuje zachowanego sprzętu ochronnego i sprzętu Koichiego. Dwóch Kerberów walczy razem, a Inui jest najsilniejszy. Z walizką swojego przełożonego w dłoni Inui kieruje się w stronę opuszczonego hotelu, miejsca spotkania Hayashiego. Inui konfrontuje się z agentem i łapie go i nakazuje mu pomóc w noszeniu Ochraniacza. Uzbrojony w karabin maszynowy MG42 Koichiego, Inui śledzi hotel i zabija oddział Sił Bezpieczeństwa Publicznego. Jednak zabijając dowódcę drużyny w opuszczonej fortecy Kerberos, zostaje śmiertelnie ranny.
e5nd7f
Illang: The Wolf Brigade, czyli ostatni film z trylogii, to obraz z 2018 roku od Kim Jee-woon. Tak naprawdę nie należy do końca do tego cyklu – nie jest bezpośrednio powiązany z poprzednimi dwoma filmami. Należy zdecydowanie do kanonu. O czym jest? Tym razem nieco zwięźlejszy opis, ponieważ większość ten obraz zna lub może łatwo zobaczyć. Jego akcja rozgrywa się w 2029 roku. Kilka lat wcześniej Korea, w obliczu połączenia sił Japonii Rosji i USA przeciwko potędze Chin, została zmuszona do historycznego połączenia się w jeden kraj. Pośród przeciwników tego ruchu narodziła się grupa terrorystyczna, która nazwała się Sekta. Do walki z nią powołano oddział o nazwie Jednostka Specjalna. Należy do niej główny bohater filmu, Im Joong-kyung (w tej roli Gang Dong-won), na którego oczach wysadza się w powietrze młoda dziewczyna, należąca do rebelii. Targany wyrzutami sumienia Im poznaje kobietę, Lee Yoon-hee, która okazuje się siostrą tragicznie zmarłej dziewczyny. Pewnie wielu od razu zauważa, że historia jest bliźniaczo podobna do znanej z animacji. Zdecydowanie należy się z tym zgodzić – jest to jej zaleta i wadą jednocześnie. Mamy świetną fabułę, ale tracimy na zaskoczeniu czy nowych wątkach, których tutaj raczej nie ma. Tak, zmiany są, o których za chwilę, ale generalnie historia pozostaje taka sama.
y0m4qf
Tak to mniej więcej wygląda. Filmy mają zdecydowanie cechy wspólne, które je łączą. Weźmy na przykład wilki znane z animacji Jin-Roh lub Illang. W pierwszych dwóch filmach natomiast pojawia się Kerberos, czyli trójgłowy pies – w produkcji to elita oddziału składającą się z trzech członków. Myślę, że to, co najbardziej wszystkich ciekawi lub interesuje, to poziom tych filmu. Tutaj sprawa nie jest taka prosta, jak by się mogło zdawać. Pojawia się powszechne przekonanie, że film z Netflixa jest kiepski. Nie mogę się zgodzić z tą opinią, ponieważ to kawał dobrego kina. Mam wręcz wrażenie, że oceniają go nisko dwie grupy. Pierwsza z nich są fanatyczni fani animacji, którzy zjechali go, mówiąc kolokwialnie, bez dania mu nawet szansy. Druga grupa to fani wszelkiego typu filmów akcji, którzy rozczarowali się ich mniejszą ilością i skupieniem na wątku psychologicznym czy śledczym. W filmie jak w wersji animowanej do końca nie jest prawie oczywiste, kto tu jaka jednostkę rozpracowuje i jak się to zakończy. W tym miejscu dochodzimy do wady tego obrazu. W animacji niewątpliwą zaletą były szczątkowe informacje, utrudnione przesłanie zaciemnione ich unikanie pokazywania wprost – widz musiał się niejako skupić lub obejrzeć obraz ponownie. Bardzo mi się to podobało i tak zostało. Niestety w Illang wszystko jest ukazane wprost – wszystko wykładając na tacy, by czasem się nie okazało, że ktoś czegoś nie zrozumiał. Takie podejście zdecydowanie mi nie odpowiada. Niemniej film broni się efektami, ukazaniem miasta czy samą stylistyką. Jeśli przełkniemy gorycz tego uproszczenia filmu – lub nie znamy aniamcji – dostajemy naprawdę niezłe kino. Gorsze od „oryginału”, ale zdecydowanie warte uwagi. Dalej mamy pierwsze dwa filmy sugerują po nazwisku reżysera, że bardzo dobre. Tutaj jest pewien problem. Pierwszy z nich, dłuższy, ma całkiem niezłą fabułę, kolorystykę pasującą do niej (nawiasem mówiąc, tylko „czerwony kapturek: jest tutaj we właściwych barwach, pomijając początkowe sceny i to nie bez powodu) i niejako ukrywającą pewne niedociągnięcia, ale niestety jest moim zdaniem zepsuty jakimiś elementami komediowymi. Głównie to widać podczas walk z oponentami, które są głupkowato śmieszne. Chyba chcieli ukryć tym kiepski budżet. Ostatecznie zostaje wyjaśnione, czemu są ta karykaturalne i dlaczego cała historia jest dosyć absurdalna, ale mimo wszystko to nie rekompensuje tego widowiska. Nawiasem mówiąc, pancerz znany z serii pojawia się tu na dosłownie chwilę, ale i tak czujemy jego moc. W drugim filmie mamy bardzo dobry soundtrack, dosyć mało dialogów i często takie melancholijne sceny. Mniej tu głupkowatego humoru, ale dalej się chwilami pojawia. Na pewno nie drażni i jest w ilości zdecydowanie zjadliwej. Niestety w przypadku tego filmu sama fabuła jest trochę średnia. Odnosi się wrażenie, że można by ją było jeszcze bardziej ścisnąć i by na tym zyskała (chociaż właśnie jej powolne snucie się jest niejako jej zaletą). Brakuje tu jakiegoś przytupu – chociaż końcowe sceny (wyczekiwane) z pancerzem są całkiem niezłe.
stray_dog-kerberos_panzer_cops.mkv_snapshot_01.24.31.308
Kadr z filmu: Stray Dog: Kerberos Panzer Cops (1991)
Reasumując moje wypociny. Warto dać szansę widowisku od Netflix. Nie jest to może kino, do którego będzie się wielokrotnie wracało, ale stanowi całkiem przyzwoitą produkcję, w którą niewątpliwe włożono spory budżet. Starsze odsłony kieruję bardziej do zagorzałych fanów tej pozycji i takich, których nie odstraszają takie produkcje – tańsze, zwariowane, szalone wręcz i chwilami budzące więcej śmiechu niż respektu, gdzie fabułę trzeba wyłowić. W odróżnieniu od filmu z Netflixa, tutaj zdecydowanie nie jest tak łatwo przyswajalna, co może być zaletą. Porównując wszystkie te filmy do animacji japońskiej, wypadają nieco blado. Jest bardziej przemyślana, rozbudowana, a przy tym wcale nie taka prosta w odbiorze. Należy się przy niej skupić, by wszystko dobrze zrozumiec – w przeciwieństwie do łopatologicznej odsłonie z platformy Netflix. Dodatkowo właściwie całkowicie pozbawiona humoru, który jest obecny w pierwszych dwóch filmach w sprej ilości. Pozostaje jej zagorzałym fanem, ale filmy te zobaczyłem z nieukrywaną chęcią i wcale nie żałuję – mimo że okazały się inne, niż początkowo oczekiwałem. Zwyczajnie mnie zaskoczyły.
illang-the-wolf-brigade
Kadr z filmu: Illang: The Wolf Brigade (2018)
To tyle na dzisiaj, moi drodzy. Czy powrócę do felietonów w przyszłości? Raczej na pewno, ale nie będą się tutaj pojawiały co chwilę, więc bez obaw. Może przy okazji jakiegoś opisu o „królu potworów”, którego sobie ostatnio oglądam? Może przy jakiejś grze? Kto tam wie. Do następnego!

Sponsored Post Learn from the experts: Create a successful blog with our brand new courseThe WordPress.com Blog

WordPress.com is excited to announce our newest offering: a course just for beginning bloggers where you’ll learn everything you need to know about blogging from the most trusted experts in the industry. We have helped millions of blogs get up and running, we know what works, and we want you to to know everything we know. This course provides all the fundamental skills and inspiration you need to get your blog started, an interactive community forum, and content updated annually.

[FIGURKA] Saenai Heroine no Sodatekata ♭ – Kato Megumi – B-style – 1/4 – Bare Leg Bunny Ver. (FREEing)

Święta zakończone, więc wracamy do normalnych wpisów i to bez jakiś większych opóźnień. Wprawdzie miałem wrzucić jakiś normalny między ostatnimi dwoma ewentowymi, ale się nie udało. Zapominamy o tym i lecimy z tematem. Jeśli chodzi o paczuszki, to nic nie dostałem. Powinny się niedługo jakieś pojawić, nie wspominając o tej z USA. Prawie bym zapomniał, że nabyłem sobie jakieś starutkie anime z naszego kraju (wydane przed laty w znaczeniu), bo były bardzo tanie na OLX, a wysyłka do paczkomatu w dodatku promocyjna – tylko 1 zł. Nawet jeśli zobaczę to raz, było warto (ale to pozycje niedostępne na BD, więc raczej na trochę ze mną zostaną). Czas na nowinki wydawnicze. Discotec zapowiedział: Dear Brother TV Series (BD), Lady Oscar The Rose of Versailles Collection 2 (BD), Memories (BD), Nyanbo! (BD) i Video Warrior Laserion TV Series (SD-BD). Parę naprawdę dobrych pozycji, które na pewno sobie przygarnę. Dear Brother biorę właściwie od razu, bo mają niby licencję na bardzo krótki okres i nie wiedzą, czy uda się zdobyć przedłużenie. Nie mam zamiaru tego stracić (za długo na to czekałem). Anime Ltd ogłosiło, co wyda w kolejnych dwóch miesiącach. Z takich nowych (niewspominanych wcześniej) mamy (na czerwiec): Eureka Seven Hi-Evolution: Anemone – Collector’s Edition (BD), Lupin the Third: The Woman Called Fujiko Mine – Collector’s Edition (BD), Love Live: The School Idol Movie – Collector’s Edition (BD) i Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba – Part 2 – Collector’s Edition (BD). Naprawdę fajne pozycje, na które czekałem. Demon Slayer dostanie jedna box na kompletną serię, co niewątpliwie cieszy. Wezmę sobie chyba Lupina (mimo że już mam), ponieważ tutaj jest książeczka, lepsza szata graficzna i poprawione kodowanie od Discotec. Wieszczcie otrzymaliśmy jakieś konkretne informacje od JPF o kontynuacjach „Klanu Poe” Moto Hagio, a konkretnie start pre-orderu na: „Wiosenne marzenie”, „Jednorożec” i „Tajemniczy ogród”. Zdecydowanie biorę. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest figurka Kato Megumi z serii Saenai Heroine no Sodatekata ♭ w skali 1/4 w wersji z gołymi nogami od firmy FREEing. No, trochę tych określeń było, a w sumie jeszcze mogłem wspomnieć, że to „królicza wersja” tej postaci. W każdym razie postanowiłem wam dzisiaj opisać jakąś statuetkę i padło właśnie na Megumi, ponieważ to jedyna, jaką mam, w wersji z „gołymi nogami”. Czemu chciałem właśnie z takiej wersji coś opisać? Ponieważ firma FREEing w ostatnim czasie robi sporo wznowień w takiej edycji swoich zapomnianych (przynajmniej przez sklepy, gdzie dawno temu zostały wyprzedane) pozycji. Nawet dzisiaj powraca hit sprzed lat, ale o nim wspomnę przy kolejnym wpisie. W każdym razie nie było mi dane zdobyć Megumi przy pierwszej edycji czy wznowieniu (bo takowe się też ukazało i szybko wyprzedało), ale udało się w tej formie. Niewątpliwą zaletą jest oczywiście cena, która zawsze jest niższa od oryginalnej – a już nie wspominając, gdy wydają coś, co dawno temu zostało wyprzedane i można nabyć tylko po jakiś zawyżonych kilkukrotnie kwotach z drugiej ręki. Wtedy już nawet lepiej tego nie porównywać, bo można spaść z krzesła. Większość osób dosyć sensownie zakładała, że wersja z „gołymi nagami” będzie identyczna z oryginalną, pomijając brak materiału w wiadomym miejscu. Okazało się to trochę mylne, ponieważ FREEing stosuje drobne różnice. Głównie w cieniowaniu i podkreślaniu jakichś tam detali (pomijając nową wersję Jibril, która ma zdecydowanie więcej różnic, niż te wspomniane powyżej/standardowe). Części się to podoba, a innym wcale. Woleli oryginalną wizję. Inni zarzucają, że przez to wygląda taniej, a w oryginale był subtelniej (trochę na wyrost argument). Pamiętam, że przy Megumi były jakieś analizy zdjęć podesłanych przez jakiegoś fana z Amazonu, na których sama jej figura (np. biust, by być dokładnym) była jakby delikatnie zmieniona. Potem się okazywało, że nowsza wersja stała bliżej statywu i pewnie stąd te różnice. Moim skromnym zdaniem wersja z „gołymi nogami” robi robotę. Tak, wolę te oryginalne edycje – materiał dodaje uroku moim zdaniem, ale przepłacanie za pierwszą wersję nie wchodzi w grę – różnice nie są tego zdecydowanie warte (a przynajmniej dla mnie). Wręcz mam wrażenie, że da się je dostrzec tylko przy porównywaniu i nawet wtedy trudno określić, gdzie wypada lepiej. Jedyna różnica to brak materiału, który dla mnie niewątpliwie jest zaletą, ale do przesady. Swoją drogą ktoś na sali nie kojarzy serii, z której pochodzi Megumi? Tomoyi Aki, zapalony otaku, pewnego dnia przeżywa chwilę jak z gry randkowej: wśród sypiących się płatków wiśni przylatuje do niego kapelusz, który wiatr zwiał z głowy stojącej na wzgórzu piękności. To wydarzenie okazuje się punktem zwrotnym jego nastoletniego życia: nasz bohater dochodzi bowiem do wniosku, że jego marzeniem jest stworzenie gry randkowej, której bohaterką byłaby… no, idealna bohaterka gry randkowej, taka jak właścicielka kapelusza, jeśli kiedykolwiek uda mu się ją odnaleźć. Jeśli życie jest złośliwe, marzenia się spełniają i ponowne spotkanie następuje szybciej, niż by się spodziewał – Megumi Katou jest jego koleżanką z klasy, dziewczyną miłą, ładną i tak kompletnie niepozorną, że dosłownie wtapia się w tło. Tomoya nie daje się łatwo zniechęcić: skoro ma swoją bohaterkę idealną (no, do lekkiego wyszlifowania), pozostaje mu znaleźć ekipę. Tak się składa, że dwie szkolne piękności, Utaha Kasumigaoka (pisząca pod pseudonimem popularne powieści) oraz Eriri Sawamura­Spencer (rysująca pod pseudonimem popularne erotyczne doujinshi), znają go znacznie lepiej, niż chciałyby to przyznać… Ale to nie znaczy, że tak po prostu i bez wahania zgodzą się uczestniczyć w tworzeniu gry [tanuki.pl]. Ciągle ubolewam, że Aniplex nie zapowiada drugiego sezonu i filmu w USA na nośnikach. Tak, pierwszy mam w swojej kolekcji i musiałbym kiedyś wam zrecenzować te cacka (był podzielony na dwa oddzielne pakiety). Haremówka nieprzeciętna, która kpi ze schematów, a przy tym pozostaje świetnie rozpisana i naturalnie wciaga – a plejada „gwiazd” jest wisienką na torcie. Zdecydowanie polecam. Dobra, czas na więcej opisu samej figurki i detali (nie zapominając o fotkach).
img_1712_wynik
Specyfika wydania:
  • figurka
  • podstawka
img_1714_wynik
Już wam trochę naopowiadałem, czym się odróżniają wersje z „gołymi nogami” od standardowych i moje preferencje. Megumi dostaje piękną statuetkę, która niewątpliwie do niej pasuje, ponieważ jest to postać raczej cicha i wtapiająca się w tło (a przynajmniej tak została przedstawiona w tej produkcji). Główny bohater dostrzega w niej ideał kobiety, ale sama się za taką nie postrzega. W każdym razie nie mamy tutaj jakiejś dynamicznej pozy, rozwianych włosów czy katany za pazuchą. Megumi stoi spokojnie jak do zdjęcia, ale w wiadomym stroju. Jak wspominałem, pasuje to do niej idealnie, ale może być też dla kogoś nużące w pewnym sensie. Zaletą jest mała przestrzeń potrzebna do jej ustawienia w kolekcji, jeśli ktoś ma takie problemy. Swoją drogą bardzo podoba mi się kolor jej włosów, jest dopracowany wręcz idealnie (jak i same jej odwzorowanie).
img_1715_wynik
Tylna jej część czy „widok zza pleców”, jeśli ktoś tak woli. Moim zdaniem bardzo ładnie wypada mimo braku materiału. Pięknie wszystko wykonane i trudno coś zarzucić. Dodatkowo jestem fanem FREEing i aktualnie właściwie tylko od nich biorę statuetki (śmiech). Oczywiście, gdy mnie coś innego zainteresuje, też mogę się skusić, ale tak to już ostatnio wypada. Bez jakiegoś fanatyzmu, żeby nie było.
img_1716_wynik
Kolejne zdjęcie Katou, byście mogli więcej ją popodziwiać. Nawiasem mówiąc, trochę się spóźniłem z tą recenzją, bo aktualnie nawet ta wersja jest powoli na wyczerpaniu. Ciągle można ją jeszcze zdobyć, ale niewątpliwie to coraz bardziej kłopotliwa sprawa.
img_1717_wynik
Jeszcze spojrzenie na podstawkę i zamocowanie. Ogólnie rzecz biorąc, trochę nudnawo. Nie, żeby w przypadku tej firmy było często inaczej – nic bardziej mylnego. Zazwyczaj w ogóle ich nie ma, chociaż zdarzają się wyjątki – gdy postać stoi na dwóch nogach, że tak to ujmę. Zawsze fani odejmują punkty w skali końcowej właśnie przez podstawki, ale dla tej firmy jest to rodzaj wspornika dla figurki, a nie jakiś jej element (pomijając tę od Saber). W każdym razie sztywno stoi, więc bez obaw.
Podsumowanie: Kato Megumi w wersji z „gołymi nogami” jest godnym odpowiednikiem swojej oryginalnej wersji za zdecydowanie niższą cenę (a przynajmniej tak było na premierę, bo teraz już może być trochę gorzej). Wypada może minimalnie gorzej, ale bez większych odstępstw. Swoją drogą bywają takie pozycje od tej firmy, których właśnie tę wersję część fanów preferuje. Nie będę analizował, kto ma racje, ale jeśli to była jedyna możliwość ich wznowienia, jestem zdecydowanie za takim posunięciem. Lepszy rydz niż nic, czy jak to mawiają, chociaż tutaj nie ma na co narzekać w sumie. Bardziej mi się wydaje, że u tej firmy sporo osób narzekało na cenę i ich figurki odrobinę były poza progiem cenowym dla wielu, więc, stosując taką zagrywkę, więcej osób się na nie skusi. Nawiasem mówiąc, jest to jedyna statuetka od FREEing, którą aktualnie wyobrażam sobie sprzedać. Nie chodzi o to, że jej nie lubię czy wersja tego typu mi nie odpowiada – jest to pierwsza dziewczyna z trzech z tej serii, a nie planuję w sumie brać kompletu, dlatego myślałem o sprzedaży. Jednak gdy już miałem zrobić aukcję i robiłem jej fotki, porzuciłem ten pomysł. Któregoś dnia pewnie się to zmieni, ale na razie Katou zostaje ze mną na dłużej. To tyle na dzisiaj, miłego.
2536059

Wielkanoc

Życzonka z okazji świat Wielkiej Nocy:
Wesołego zajączka,
co po stole bryka.
Smacznościami wypełnionymi,
Świątecznego koszyka.
Smacznego jajka,
mokrego dyngusa.
Radości płynącej,
ze Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.
Pogody ducha oraz niezapomnianych chwil,
spędzonych przy wspólnym stole z najbliższą rodziną.
Spokojnych Świąt Wielkanocnych.
Niestety nie udało mi się wstawić normalnego wpisu po ostatnim ewentowym, ale nadrobimy to na dniach. Swoją drogą, jeśli jesteśmy w klimacie świąt i katolickiej ich odsłonie, to jest pewna ciekawostka. Mianowicie święta te koncentrują się na męce Jezusa Chrystusa, jego śmieci, a ostatecznie zmartwychwstaniu. Czy powstała o tym jakaś animacja? Sam Jezus pojawia się w chociażby Saint Young Men, ale raczej nie należy tego traktować nazbyt poważnie. Natomiast My Last Day już jak najbardziej (Pasja po japońsku, czyli męka Jezusa Chrystusa według Studia 4°C). Zainteresowanym polecam zobaczyć tę produkcję (chociażby z czystej ciekawości). Jeszcze raz spokojnych, zdrowych i wesołych świąt. To tyle na dzisiaj i do następnego.

Prima aprilis

Tym razem bez opóźnień, ale wynika to też z natury tego wpisu. Tak, dzisiaj jest specjalny dzień, więc musiałem odpowiedni wrzucić. Zgodnie z tradycją, jeśli można to tak nazwać, bez nowinek wszelkiego typu. Treściwie i bez ceregieli, że tak to ujmę. Lecimy w takim razie.
Dzisiaj mamy pierwszego kwietnia, czyli prima aprilis. Dzień żartów, inaczej mówiąc, obyczaj obchodzony w wielu krajach świata. Polega na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, nabierania kogoś, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. Tego dnia w wielu mediach pojawiają się różne żartobliwe informacje. Pochodzenie tego zwyczaju nie jest dokładnie wyjaśnione. Taka tam notka informacyjna. W anime chyba go nigdy nie uświadczyłem, ale jest powszechny u twórców z nimi związanych. Co roku są publikowane różnego typu wpisy mniej i bardziej zabawne.

1617325199-53ad16a84a18492ecd8c0e991cb96825

TBS przerobił swoją oficjalną stronę internetową od 5-toubun no Hanayome („Sposób na pięcioraczki”), by zawierała informacje na temat spin-off-u zatytułowanego 5-toubun no Hanamuko („Pięciu oblubieńców”). Grafika zapowiadająca przedstawia Fuutarou Uesugi jako pannę młodą z pięcioraczkami jako jej zalotnikami.

1617325241-31f3530007f77807ee0115168c046c67

Na oficjalnym Twitterre od Gochuumon wa Usagi Desu ka? opublikowano nowe grafiki przedstawiające postacie z serii jako siedem grzechów głównych w Seven Rabbits Sins: Is the Order a Rabbit?.

1617325266-dcc84bf1b84488645f5bbf3ed49a9217

Na oficjalnym koncie na Twitterze dotyczącym anime Higurashi no Naku Koro ni Gou ogłoszono decyzję o otwarciu Sanrio Puroland (Hello Kitty Land) w Hinamizawie. Jest tego typu wkrętów generalnie całkiem sporo, jak co roku. Więcej możecie poczytać w tym miejscu, klik.
U nas też wydawcy często stroją sobie żarty z fanów. Wystarczy spojrzeć na stronkę Studia JG, gdzie poczytamy o zapowiedziach mangowych na lata 2021-2029 (zapętlonych). Najlepszy żart to taki, który pozornie wydaje się bzdurą, a ostatecznie jest prawdą. Coś takiego zastosowało Waneko parę lat temu, gdy ogłoszono i wysyłano wszystkim zapowiedziany tytuł tego samego dnia, pierwszego kwietnia.
To tyle na dzisiaj i do następnego. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze jakiś normalny wpis wrzucić przed świętami.

[ANIME BD] Tanaka-kun Is Always Listless: Premium Box Set

No zaczynamy tu powoli wracać do starych i niedobrych nawyków. Trzeba się trochę ogarnąć, że tak to ujmę. Zapowiadałem ten wpis na wcześniejszy termin. W sumie zabierałem się za niego trzy razy, ale co mi tam. W każdym razie przepraszam za zwłokę, ale tak jakoś wyszło. Kolejny uda mi się szybciej, a przynajmniej spróbujemy. Na pocieszenie (powiedzmy) napiszę, że jestem w trakcie przygotowań do wstawienia pierwszego w historii tego blogu typowo recenzenckiego. Na jaki temat? Wspomniałem jakiś czas temu, więc szukajcie lub snujcie domysły. Przejdźmy do bardziej sensownych rzeczy, czyli stałych elementów. Dotarła do mnie dosyć szybko niespodziewana paczuszka i jest niesamowicie. Z tej samej serii natrafiłem kolejny pakiecik w pięknej cenie, a to już produkt prawie wyprzedany, więc tym bardziej się raduję. Recenzja kiedyś tam. Paczka z USA ciągle się wlecze i spodziewam się jej w okolicach połowy kwietnia, ale może mnie pozytywnie zaskoczą. Wczoraj sklep obciążył moją kartę na grę z pre-orderu – wiele nie gram, ale to brać musiałem. Pewnie łatwo zgadnąć, o czym mowa. Basilisk ma się ku końcowi i prawie wbiliśmy ostatnie osiągnięcie, więc trzymam kciuki. Ostatecznie zainwestowałem w wersje z boxem i miniplakatami, bo są mniejsze od tomiku i niby jakoś ładnie wykonane – papier przypominać ma stare zwoje. Super, niech JPF robi więcej taki projektów, dlatego wsparłem właśnie tę lepszą edycję. Niedługo wygasną pre-ordery na twardą oprawę dla pierwszych tomów Takahashi Rumiko, więc radzę nie zwlekać. Sam już mam zabezpieczone kopie. Sentai zapowiedziało: World Trigger (BD – kosmiczna liczba płyt), Mysterious Girlfriend X (BD), Queen’s Blade Rebel Warriors Collection (BD), To Love Ru Darkness (BD), Dororo (BD) i SWORDGAI (BD). Spokojny miesiąc w przypadku tej firmy, co im się zdarza już drugi raz z rzędu w sumie, ale nie znaczy to, że nie mamy tu nic ciekawego. Dororo na pewno sobie wezmę, bo to świetny remake klasyku. World Trigger trochę mnie zaskoczyło, bo odcinków tam naprawdę sporo, a to taki box napchany płytami. W dodatku chyba w dwóch wersjach wszystko jest wrzucone – z dubbingiem i bez na osobnych dyskach. Zastanawia mnie, skąd ta decyzja, ale przez to mamy ich naprawdę dużo. Mysterious Girlfriend X to wznowienie z dubbingiem i niby lepszym nieco kodowaniem. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest wydanie premium serii Tanaka-kun Is Always Listless od firmy Sentai. Kupiłem sobie tę niezwykle ładną edycję w tamtym roku za jakąś śmieszną cenę podczas promocji, ale może najpierw trochę historii z tą produkcją związanej. Nie będę ukrywał, że początkowo odbiłem się od tego tytułu. Oceniłem go po okładce, jak to mawiają i nie wzbudził mojego zainteresowania podczas premier któregoś tam sezonu (wiosna czy lato to było, kto by to pamiętał). Trochę czasu minęło i zobaczyłem zachwyty w recenzjach nad tą pozycją. W tym momencie już sobie go zanotowałem w głowie, bo według opisów faktycznie mógł być ciekawy. Potem o nim trochę zapomniałem i sobie przypomniałem przy okazji zapowiedzi od Sentai i dzisiaj omawianego wydania. Dałem mu szansę i wciągnął mnie bez reszty. Potem już tylko polowałem, by złapać właśnie ten pakiet na jakiejś promocji. Doczekałem się, co zresztą widać. Wniosek jest taki, że nie skreślamy serii po jakiś paru obrazkach, a wczytujemy się w temat i najlepiej oglądamy jakiś odcinek, gdy czujemy, że jednak jakiś potencjał może być w danym tytule – można też mieć jakichś ulubionych recenzentów, którzy wyłapują perełki. Dobra, ale o czym to właściwie jest? To nie jest takie proste pytanie, a już na pewno, gdybym miał streścić fabułę tego serialu. Nie dlatego, że jest jakaś skomplikowana… Wątek główny praktycznie nie istnieje, a całe anime to zbiór powiązanych ze sobą codziennych scenek z życia tytułowego Tanaki oraz jego najlepszego przyjaciela, Ooty. Wygląda to tak, że Tanaka, dla którego nawet oddychanie bywa uciążliwe, próbuje przetrwać każdy kolejny dzień na minimalnych obrotach, podczas gdy Oota pilnuje, by przy okazji nie zrobił sobie krzywdy i regularnie uczęszczał do szkoły. Przez większość czasu bohaterowi udaje się ta sztuka, ale że los bywa złośliwy, a dobra passa nie może trwać wiecznie, na jego drodze okazjonalnie pojawiają się przeszkody, zazwyczaj bardzo irytujące. A to hiperaktywna koleżanka z klasy postanawia zostać samozwańczą uczennicą Tanaki i zamęcza go pytaniami o to, jak zostać leniwcem idealnym, a to dziewczyna z klasy równoległej wyzywa go na pojedynek lub zmuszony jest pomóc przewodniczącej. We wszystkich tych czynnościach dzielnie towarzyszy mu Oota, by w razie czego dopilnować, żeby przyjaciel nie spadł z krzesła, kiedy zaśnie, lub odnieść go domu, gdyby był zbyt zmęczony, by iść [tanuki.pl]. Formuła serialu wydaje się dosyć ryzykowana i szybko wyczerpująca, ale twórcy w odpowiedniej chwili dodają nowych bohaterów, byśmy nie odczuli jakiegoś znużenia. W dodatku są to postaci barwne, kontrastujące pewne sytuacje i zwyczajnie rozwijające dany temat. Mimo że to pochwała lenistwa, dzieje się tutaj całkiem sporo. Zabawne w dodatku jest to, jak główny bohater w każdej sytuacji próbuje nie robić nic. Odcinki naprawdę rozbrajają, bo lenistwo kojarzy nam się zazwyczaj z odkładaniem sprzątania na później czy innych czynności, a nie problemach z posiłkami, które wymagają więcej „zabawy” podczas ich spożywania. Parasolka przecież wymaga jej trzymania i zmagania się z wiatrem, więc to oczywiste, że lepiej zmoknąć, czyż nie? Zdecydowanie polecam ten tytuł, bo porusza niepozorny wątek w sposób genialny i zabawny zarazem. W dodatku seria może się pochwalić świetnie dopasowanym soundtrackiem czy śliczną grafiką, na którą zdecydowanie nie można narzekać. Było to dla mnie niesamowite zaskoczenie, więc i wam doradzam seans, bo na pewno go zapamiętacie, i to na długo. W dodatku właściwie po odcinku już można się przekonać, na czym ta produkcja polega i spieszę donieść, że wraz z kolejnym odcinkami jest tylko lepiej. Twórcy zaskakują pozytywnie, zamiast jej zepsuć skupieniem się na zgoła innych wątkach, niż początkowo sugerowano. Zwyczajnie świetna pozycja, która jest unikatowa i pokazuje, że taki Tanaka w pewnym sensie jest w każdym z nas. We mnie na pewno, skoro są takie obsuwy z postami (śmiech). Przejdźmy do aspektów technicznych, bo jeszcze mamy sporo rzeczy do omówienia. Po pierwsze mamy tutaj kompletną serię wraz z tymi miniodcinkami, więc wszystko, jak być powinno. Pod względem kodowania jest bardzo dobrze. Nie jest to wprawdzie kopia japońskiego wydania, ale trudno znaleźć jakiś problem – nawet porównując dwa zrzuty ekranu. Pod względem napisów jest bardzo przyjemnie – dialogi są dopasowane i nie dostrzegłem jakiś dziwnych odchyłów czy wtop, a przy tym brzmią naturalnie. Czas na opis detali na temat tego niesamowitego wydania.
img_1302_wynik
Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: DTS-HD Master Audio 2.0 (angielski i japoński)
Rozdzielczość: 1080p HD (BD) i SD (DVD)
Format obrazu: 16:9
Region: Geo-locked dla USA dla płyt BD. Płyty DVD: region 1.
Napisy: angielskie
Dyski: 2xBD, 3xDVD i 1CD
Lista odcinków z wydania:
1. Tanaka-kun and Ohta-kun
2. Apprenticeship Application
3. Girl of Contrast, Echizen-san
4. Shiraishi-san`s Secret
5. Tanaka-kun`s Day
6. The Sick Tanaka-kun
7. Tanaka-kun`s Valentine
8. Ohta-kun`s Ordeal
9. Welcome to Wac
10. Tanaka-kun`s Summer
11. Tanaka-kun`s Cultural Festival
12. Tanaka-kun`s Happiness
S1. Tanaka vs Oota – Battles Without Honour and Humanity
S2. Is Being Small a Good Thing?
S3. The Recipe for Oota-kun`s Happiness
S4. Shiraishi-san`s Palm Reading Love Fortunes
S5. The Destined Confrontation with Echizen
S6. Saionji-san`s Complicated Guests
S7. Oota Family Cooking Course
img_1303_wynik
Sentai uraczyło nas pokaźnym pakietem, w którym znajdziemy masę fajnych rzeczy w sam raz dla fanów serii czy kolekcjonerów. Po pierwsze dostajemy bardzo ładny box. W środku mamy serię na obu formatach (BD i DVD), kapitalny soundtrack na płycie, książeczkę, pocztówki/kartki, rozkładany plakat, wieszak na drzwi i opaskę do spania. Tak, nie żartuję.
img_1304_wynik
Tutaj jego boczna strona, byście mogli ocenić grubość tego pakietu. Uwielbiam boxy od Sentai, bo nawet ta część zawsze jest świetnie przygotowana. Ostatnio już odchodzą od tak obszernych. Z jednej strony szkoda, a z drugiej więcej ich fani wcisną na półkach.
img_1305_wynik
Na początek sama seria w formacie BD, czyli przednia strona.
img_1306_wynik
Tylna część, czyli spis odcinków i detale techniczne.
img_1307_wynik
Podgląd na płyty.
img_1308_wynik
Czas na płyty DVD. Tak, to jeszcze seria z czasów, gdy wydawana na dwóch formatach. Średnio mi to potrzebne, ale co tam. Z ciekawości sprawdzałem jakość i jest tak średnio, ale w miarę okej.
img_1309_wynik
Tylna część, czyli spis odcinków.
img_1310_wynik
Podgląd na płyty.
img_1311_wynik
Pierwszym prawdziwym dodatkiem jest soundtrack na płycie. Ścieżka dźwiękowa zrobiła na mnie kapitalne wrażenie i nawet nie chodzi mi tutaj o całkiem udaną czołówkę (Utatane Sunshine Unlimited) oraz piosenkę towarzyszącą napisom końcowym (BON­‑BON CooRie). To muzyka w tle skradła moje serce, dzięki częstemu wykorzystywaniu fortepianu, skrzypiec i czegoś, co brzmiało jak akordeon! To zdecydowanie nie było przypadkowe plumkanie, a bardzo celowe i umiejętne użycie muzyki, w celu podkreślenia i budowania nastroju. Kolejne kompozycje nieodmiennie kojarzyły mi się z dźwiękami, jakie można usłyszeć we francuskich kawiarniach, co jest naprawdę miłą odmianą od wszechobecnej nijakiej elektroniki. Reasumując, muzyka odgrywa w tej serii ważny element i bardzo się cieszę z możliwości słuchania jej z nośnika. Świetny dodatek.
Lista utworów:
1. languissant ~Karoyaka~
2. languissant ~Kedaruge~
3. Utatane Sunshine (TV Size)
4. Miyano no Waltz
5. Aru Hirusagari no Tango
6. Kawaii ne.
7. Aru Hirusagari no Waltz
8. Ashidori mo Karuku
9. Yuunou wo E ni Kaita you na
10. Aru ga Mama ni, Sono Mama ni
11. Chiisana Kyoushitsu
12. Tanaka to Ohta
13. Shibire Tango
14. Sukebanfuu no Musume
15. Yagate Ohta wa
16. Tantan to Souzousuru ni
17. Kore demo Taiketsu
18. Aganai
19. Kuroi Tanaka
20. Akarui Kyoku mo Hitsuyou desu
21. Yukkuri to Shisaku wo Motte
22. Namida no Shizuku
23. Kokoro no Kaeru Basho
24. BON-BON (TV Size)
25. Shoukouguchi no Amagasa
26. Koi no Yukue
27. Ohta ga Tanaka wo Kowaki ni Kakaete
Swoją drogą soundtrack jest skondensowaną wersją japońskiej wersji sprzedawanej osobno (nie jako dodatek do serialu) o nazwie „Tanaka-kun wa itsumo kedaruge Original Soundtrack: Ongaku mo Itsumo Kedaruge”. Oryginalnie był na dwóch płytach, a tutaj mamy wybrane kawałki na jednej. Macie spis utworów w oryginalnej wersji, bo przetłumaczona jest dostępna na zdjęciu.
img_1312_wynik
Tylna część, czyli spis utworów.
img_1313_wynik
Podgląd na płytę.
img_1314_wynik
Kolejnym dodatkiem jest książeczka w twardej oprawie. Wykonana jest niezwykle dobrze, ponieważ okładka przypomina takie książki przyjemne w dotyku. Na siedemdziesięciu dwóch stronach możemy poczytać o odcinkach, postaciach, miejscach znanych z serii takich jak szkoła czy mieszkania bohaterów, do tego wywiad z reżyserem, teksty piosenek, a wisienką na torcie będzie dodatkowa manga przygotowana specjalnie na wydania BD tej serii (pierwotnie w Japonii, a do wydania w USA została przeniesiona i przetłumaczona). Wszystko „okraszone” masą grafik i zrzutów ekranu. Naprawdę dobra rzecz, która została ślicznie przygotowana.
img_1315_wynik
Tylna część tego cacka.
img_1339_wynik
Podgląd do środka, byście zobaczyli, o czym mowa.
img_1317_wynik
Mamy tutaj jeszcze tajemnicze pudełko z dodatkami. W sumie to już zawartość zdradziłem, ale niech tak zostanie.
img_1318_wynik
Tylna jego część.
img_1321_wynik
Na początek cztery pocztówki/grafiki dwustronne. Pokazują bohaterów w komicznych sytuacjach i są znane z tej produkcji. Ogólnie rzecz biorąc, seria nie ma określonej fabuły, o czym wspominałem, a jest zbiorem takich różnych opowieści. Między nimi pojawia się tytuł kolejnego pod odcinka z sylwetkami bohaterów – w podobnej formie jak na tych kartach.
img_1322_wynik
Tylna ich część, czyli kolejne grafiki.
img_1320_wynik
Kolejnym dodatkiem jest rozwijany plakat. Ostatnio trochę polubiłem te twór, a przynajmniej w przypadku firmy Anime Ltd. Tutaj natomiast dostajemy coś bardzo dziwnego – znaczy dosyć śmiesznie wygląda, gdy na niego spoglądam, ale jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, by ktoś to wieszał. Zwinięte to jest, format trochę dziwny. Moim zdaniem trochę nietrafione.
img_1319_wynik
Ostatnie dwa dodatki jak najbardziej dopasowane do tej produkcji, a przy tym przezabawne. Pierwszy z nich to zawieszka na drzwi – w końcu lenie dużo śpią, to nie można im przeszkadzać w tym hobby. Kolejny to opaska na oczy do spania, czy gadget jak najbardziej dla sympatyków takiego spędzania czasu. Pomysł świetny, muszę przyznać. Ktoś tam pewnie powie, że „po co to komu?”, ale mi się podoba. Ogólnie jestem trochę fanem takich w sumie zbędnych rzeczy, które bardzo pasują do danej produkcji – jakby żywcem zostały z niej wyjęte. Jakieś przypinki bohatera, opaski itd.
Podsumowanie: Tanaka-kun Is Always Listless to cudowna produkcja, w pomysłowy sposób ukazująca różne oblicza lenistwa i przy okazji pokazująca, że taki metaforyczny Tanaka-­kun tkwi w każdym z nas. To również niezwykle udane okruchy życia, prezentujące sceny z życia niezwyczajnych uczniów, którzy jednak nie są przekombinowani. Piękne jest to, że chociaż trudno uznać bohaterów anime za normalnych, to nikt nie stara się zrobić z nich bandy idiotów – są zabawni, ale w ciepły, pocieszny sposób, a nie dlatego, że zachowują się głupio. Mogłoby się wydawać, że twórcy starają się pokazać wady jako zalety, ale tak nie jest – ważne jest to, że mimo bycia leniem i nierobem, Tanaka pozostaje dobrym człowiekiem i całkiem fajnym kolegą. Jak na prostą, niezbyt dynamiczną opowieść szkolną, Tanaka-kun Is Always Listless oferuje bardzo dużo i zaskakuje odejściem od pewnych schematów. To inteligentna, ciepła i bardzo zabawna seria, której warto dać szansę. Jak najlepiej celebrować tę serię? Oczywiście pięknym opakowaniem wypchanym dodatkami po brzegi. Z pomocą przychodzi nam firma Sentai, która takie przygotowała. Mimo że box jest obszerny, pojawia się na promocjach z naprawdę niskimi cenami (spadają do 20% oryginalnej), ale należy pamiętać, że to już produkt prawie wyprzedany, więc jeśli chcecie piękne wydanie „przygód leniwca”, lepiej się pospieszcie – w odróżnieniu od głównego bohatera tej produkcji. To tyle… na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] JOJO’S BIZARRE ADVENTURE – PART I (TOM 3)

Co tu dużo pisać? Bardzo was przepraszam, moi drodzy, za tak długie milczenie. Spowodowane brakiem weny twórczej, która to była następstwem po problemach z pewną paczką. Czułem swego rodzaju frustrację, że po reklamacji dalej otrzymuję produkt, który w mojej ocenie odbiega od oczekiwanego. Ostatecznie wszystko się jakoś ułożyło, więc odetchnąłem z ulgą (i nabrałem chęci na pisanie wam recenzji, czego owocami są te słowa). Przy okazji wpisu na temat reklamowanego dzieła opiszę moje perypetie zakupowe, bo była to batalia, jeśli mam być szczery, z której wyszedłem zwycięsko. Co to się działo, gdy nic nie bazgrałem na tej stronce? No niewiele w sumie, ale kłamstwem by było napisanie, że była cisza. Z nowinek zakupowych to mogę z radością oznajmić, że paczka z USA już dobre kilka dni temu opuściła stany, więc niebawem (stawiam 2-3 tydzień kwietnia) powinna do mnie dotrzeć. W międzyczasie natrafiłem genialną promocję na pewien tytuł, który to dotrze do mnie chyba w poniedziałek. Czas na zapowiedzi. Good Smile Company wyda: POP UP PARADE Yashahime: Princess Half-Demon Towa Higurashi, POP UP PARADE Yashahime: Princess Half-Demon Setsuna, POP UP PARADE Yashahime: Princess Half-Demon Moroha, czyli seria tanich figurek, które ładnie wyglądają, oraz Code Vein – Mia Karnstein – 1/7. Tutaj perełka, na którą czekali nie tylko fani gry. Wygląda niesamowicie. Ciekawostką pozostaje jej dostępność, ponieważ na razie jest tylko na oficjalnym sklepie GSM. Aniplex zapowiedział: Sword Art Online Alicization War of Underworld Box Set (BD). Fajnie, ale cena strasznie wysoka, a nawet nie jest załadowane dodatkami jakimiś. Wezmę wersję Anime Ltd i to na pewno, której zapowiedź jest tylko kwestią czasu. Jeszcze tylko wspomnę przy okazji o Wiosennym Festiwalu Mangowym od Studia JG, gdzie można zdobyć unikatowe karty kolekcjonerskiej. Więcej informacji w tym miejscu, klik. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest wydanie specjalne (w twardej oprawie) trzeciego tomu mangi JOJO’s Bizarre Adventure – part I. To ostatnia część tej serii. Słyszę głosy zdziwienia i dostrzegam znaki zapytania nad głowami. Tak, koniec partu I z IX (przynajmniej na razie, bo to pozycja trwająca) i w dodatku najkrótszego ze wszystkich obecnych. W takim razie bez obaw, bo nie rozstajemy się w żadnym wypadku z tą pozycją. Postaram się nadgonić resztę, by na bieżąco (przynajmniej w miarę możliwości) relacjonować wam ten cykl. W każdym razie dzisiaj mam do przedstawienia ostatnią część tego partu. Jak pewnie większość wie, animacja (adaptacja) nie składała się tylko z tego jednego, co nie jest niczym niezwykłym. Swoją drogą właśnie zajrzałem do sklepu JPF i ciągle można złożyć pre-order na najnowszy (w znaczeniu, że od tego, którego premiera ma być niebawem) tomik z cyklu w twardej oprawie – mimo że miała zniknąć ta możliwość wraz z 10 marca. Drobna obsuwa. Zgaduję, że złożyli zamówienie na więcej w drukarni i stąd ciągle dostępna jest ta opcja. W każdym razie zapominalscy jeszcze mają szansę. A co w dzisiejszym tomiku? Oto nadszedł czas na efektowną końcówkę pierwszej części długiej serii Jojo’s Bizarre Adventure. Opasły trzeci tom zawiera finał Phantom Blood. W tej pulpowej historii wiele postaci czeka śmierć, a podwójny finał sprawia, że od komiksu nie można się oderwać aż do ostatniej strony. Wspomniałam już, że w tomie znajdziemy podwójny finał. Pierwszy, ten najbardziej wyczekiwany, przynosi zakończenie walki z ożywionymi rycerzami i samym Dio. Wygrana okupiona zostaje niejedną śmiercią, lecz udaje się zażegnać zagrożenie, jakim byłoby rozplenienie się po świecie zombi i wampirów. W końcu JoJo może wieść spokojne i szczęśliwe życie u boku Eriny. Ale czy na pewno? Drugi finał okazuje się bardziej osobisty. Odwieczni przeciwnicy stają do ostatecznej walki, w której stawką jest ich życie. Choć krótka, jest to walka zacięta i zajadła. Przetrwanie rodu Joestarów wisi na włosku i gdyby nie to, że wiadomo, iż w kolejnych tomach są kolejni JoJo, mogłoby się wydawać, że ten ród przepadnie na wieki [tanuki.pl]. To dopiero początek tej niesamowitej historii, która dzieje się na przełomie dziesiątek lat (Phantom Blood wprawdzie mamy zakończone, ale cóż z tego, skoro jest to najkrótszy arc ze wszystkich, a w Japonii trwa aktualnie już dziewiąty z cyklu). Jeśli chodzi o poziom tłumaczenia czy jakość samego wydania, trudno coś zarzucić. Dialogi są świetnie rozpisane, czcionka czytelna i dopasowana. Do tego ta piękna i twarda oprawa. Warto było czekać na tę chwilę i wyłożyć wymaganą kwotę. Początkowo myślałem sobie, że szkoda braku formatu Blame czy Ality, ale w sumie dobrze się stało. Gdybym miał sobie zawalić gablotę wielkimi tomami przez kilka lat… Wiecie, o co mi chodzi (komplet takiego tasiemca w wielkiej oprawie byłby kosmiczny). Zresztą obecny format i tak jest bardzo przyjemny, wręcz go uwielbiam. Jest dosyć duży, ale nie za bardzo. Taki w sam raz. Jeszcze dodajmy standardowy opis od wydawcy i przechodzimy do recenzji wydania:
Jojo i jego towarzysze nareszcie stają oko w oko z diabolicznym Dio Brando, ale ten przygotował dla nich niespodziewaną przeszkodę – Tarkusa i Bruforda, legendarnych rycerzy wskrzeszonych mrocznymi mocami Kamiennej Maski. Czy młody Joestar, na którego barkach spoczął los całej ludzkości, zdoła powstrzymać Dio, zanim jego plaga nieumarłych rozpełznie się po świecie…?
img_1276_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 302
Format: A5 (14,5cm x 20,5cm)
Oprawa: twarda
img_1277_wynik
Jak już wspominałem na wstępie, omawiana tutaj wersja jest edycją specjalną w twardej oprawie. Zawsze w sumie staram się nabywać najlepsze dostępne na rynku, bo nie biorę pozycji, które mnie nie interesują – lub przynajmniej staram się tego nie robić, bo różnie z tym bywa (czasem coś na promocjach człowiek sobie kupi i niby mu nie jest potrzebne, ale jednak to nabył). Nie inaczej było i w tym wypadku, ale tutaj sobie nie wyobrażam brać innej wersji – to pozycja kultowa, dlatego trzeba to celebrować takim wydaniem.
img_1275_wynik
Tym razem wydawnictwo stanęło na wysokości zadania i uraczyło nas dodatkami. Otrzymujemy zakładkę i dwie karty/pocztówki. Pierwsza z nich jest kopią okładki tego tomu, a druga grafiką promocyjną.
img_1278_wynik
W środku mamy świetne rysunki opatrzone tak samo dobrą historią czy bohaterami. Jeszcze chyba nie wspominałem, ale są jedną głównych zalet tej pozycji. Mamy ich od groma, a właściwie każda zapada w pamięć. Swoją drogą pozycja ta dostała po latach niesamowitą adaptację opatrzoną kapitalną muzyką (między innymi band „Yes”). Coś niesamowitego i to mi przypomina, że miałem sobie ją kupować. Trzeba to nadrobić.
Podsumowanie: Kultowa i szalenie długa saga rodu Joestarów, mogąca obdzielić galerią charyzmatycznych postaci i oryginalnością setkę innych mang w końcu po polsku. Po wielu latach wzdychań fanów naszego kraju po konwentach, Facebookukach, forach i gdzie tam jeszcze można było, doczekaliśmy się. Szczerze przyznam, że sam byłem jedną z osób, które nie wierzyły, że ten dzień kiedyś nastąpi, ale udało się. W dodatku, jak wspomniał wydawca, sprzedaje się świetnie, więc pozostanie raczej na naszym rynku przez długi czas. Składajcie pre-ordery na kolejne tomy, bo przepadną bezpowrotnie. Sam na najbliższe już sobie zaklepałem. To tyle na dzisiaj, miłego.

[UNBOXING] ROZPAKOWYWANIE ZAMÓWIEŃ z ostatnich 2 tygodni

No to w końcu ruszamy ze wpisem związanym z ostatnimi zamówieniami. W kwestii wyjaśnień pragnę ogłosić, że tytuł odnosi się do ich przybycia, a nie konkretnie zakupów z ostatnich dwóch tygodniu, żeby nie było wątpliwości. W każdym razie trochę się tego nabierało, a nic nowego nie przyjdzie w najbliższym czasie. Może jakaś manga z pre-orderu, ale to wszystko. Większa paczka z USA nawet nie opuściła stanów, a potem trwa żegluga, bo taka opcja jest nieporównywalnie tańsza, a następnie będą jeszcze procedury rozładunku czy celne. Słowem, spodziewam się jej w kwietni gdzieś i to raczej w okolicach połowy. Inny sklep powoli mi też składa paczkę, ale przy dobrych wiatrach ją wyślą na początku kwietnia. W każdym razie ruszamy z tym, co tutaj mamy, bo jest tego w sumie sporo. Podzieliłem je zamówieniami w sumie dla porządku.

img_1770_wynik

Na początek paczuszka z UK z anime. Ponownie przyszła bez jakiś dodatkowych płatności, co mnie niewątpliwie cieszy. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie i oby trwało jak najdłużej. Pamiętam, że pod koniec roku obawiałem się, iż będzie kiepsko przez zakończenie okresu przejściowego, ale na razie jest w pewnym sensie nawet lepiej, pomijając strasznie wolne przesyłki. Mamy tu naprawdę fajne rzeczy. Fruits Basket Season 2 Part 1 Limted Edition, czyli piękne opakowanie wraz z boxem na kompletną serię. Do tego pudełka można będzie powkładać  wszystkie części (i sezony zarazem). Było sporo narzekania na ich limitowane edycje od tej serii, ponieważ dostawały pudełka z bardzo cienkiej tektury – łatwo mogą się zniszczyć nawet podczas wysyłki do kupującego. Tutaj w końcu dostajemy piękne opakowanie na komplet i jakoś mnie nie dziwi nawet, że wszyscy je nabywają i już jest prawie wyprzedane. Dodatkowo przecież ta seria jest wręcz kapitalna, co tylko potęguje ogromne zainteresowanie tym produktem, co się przekłada na  zanikanie ze sklepów. W każdym razie zabezpieczyłem się i kupiłem od razu. Poprzednie edycje limitowane też mam, co można sprawdzić w wiadomym miejscu. Dalej mamy Promised Neverland – Collector’s Edition, czyli kultową serię, którą polscy fani znają też dzięki Waneko, ponieważ wydawało u nas mangę oraz LN. Świetna adaptacja i wydanie. Istnieje też edycja Aniplexu, ale zdecydowałem się na tę, bo jakościowo jest prawie tak samo, a cenowo już diametralnie lepiej. Dalej mamy Code Geass: Lelouch of the Re;surrection – Collector’s Edition, czyli film znajdujący się chronologicznie zaraz po trylogii streszczającej serial ze zmianami pozwalającymi go wprowadzić do uniwersum. Opisywałem je na łamach mojego blogu. Obraz ten już oglądałem w ostatni weekend. Moja opinia niebawem. Dr STONE – Season 1 Part 2 Limited Edition, czyli kolejna seria znana polskim fanom dzięki Waneko. Wydanie wręcz genialne, a sama seria dosyć nietypowa. Zaczęło się wyprzedawać, więc szybko kupiłem. Zapomniałem tylko o części pierwszej. Muszę sobie następnym razem nabyć. Ride Your Wave Collector’s Edition to bardzo przyjemny film, który mam zamiar sobie zobaczyć w ten weekend. Ma zabawne opakowanie, które przypomina nieco takie obklejone walizki (nie bez powodu, oczywiście). Ostatnia pozycja to Bartender Complete Series – Collector’s Edition, czyli moje zaskoczenie sprzed paru miesięcy, gdy ogłoszono tego wydanie. Seria o alkoholu i drinkach? W to mi graj. Zdecydowanie polecam tę pozycję. W środku są opisane właśnie drinki do przyrządzenia.

img_1800_wynik

Kolejna paczka to Children Who Chase Lost Voices w wersji steelbook z Zavvi. Miałem już ten obraz w kolekcji, ale postanowiłem go sobie wymienić na tę wersję. Pod względem zawartości tracimy płytę DVD z filmem (ale i tak zostaje edycja BD, więc po co komu DVD, gdy mamy lepszy nośnik), ale zyskujemy kapitalny soundtrack. Nie wspominając ślicznego opakowania, które ten film oczywiście dostał. Nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Aktualnie sprzedaję ten film w edycji od Sentai, gdyby ktoś chciał. Dostępny tutaj, klik.

img_1801_wynik

Po kilku miesiącach zwłoki w końcu nabyłem sobie, bo miałem ku temu niesamowitą okazję, Hestę od FREEing z serii Dungeon ni Deai o Motomeru no wa Machigatteiru. Razem z Aiz Wallenstein wygląda cudnie w mojej kolekcji. Bardzo lubię tę postać, jak i samą serię, więc musiałem ją sobie nabyć. Recenzja za jakiś czas, a na razie podziwiajcie to cacko. Czyż nie jest wspaniała i seksowna zarazem?

img_1803_wynik

Czas na mangowe tematy. Na pierwszy ogień idzie prowodyr opóźnienia tego wpisu, czyli Battle Angel Alita – Last Order, tom 4. Dostałem go jakieś trzy dni temu i był uszkodzony. Wyglądał fatalnie, co tu dużo pisać i nawet nie chodzi o to, że jestem perfekcjonistą. Na szczęście dostałem bezproblemowo nową sztukę i już ją sobie czytam. Tyle lat czekałem na kontynuację, więc wszystko musi być na tip-top. Swoją drogą zaczynam się zastanawiać, gdzie pomieszczę komplet, skoro ta seria ma mieć 12 tomów, a potem kontynuacja (te dylematy kolekcjonerów). Znajdę na to miejsce, choćbym miał sobie szafy dokupić.

img_1802_wynik

Dostałem jeszcze po prawie dwóch tygodniach od premiery (te szybkie wysyłki poczty polskiej) mangę Miłość to wojna, tomik czwarty. Kupując w pre-orderze wspieramy wydawnictwo i dostajemy karty do gry, którą grałem ostatni raz w gimnazjum lub podstawówce. Nostalgia na poziomie maksymalnym. Pewnie nigdy nie ich użyję, ale bawi mnie to, więc zbieram. Takich dodatków brakuje mi u JPF – tam mamy zawsze stałe pocztówki lub zakładki. U Studia JG jest zróżnicowanie, co naprawdę sobie cenię.

img_1771_wynik

Na koniec również mangowo, czyli czwarty tomik, ale serii Grand Blue. Tutaj też dostajemy karty do pijackiej gry, która znać można w wielu formach. Swoją drogą pozycja ta jest bardzo zabawna, a adaptacja niestety tylko fragment materiału ruszyła. Wydania są śliczne, dodatki zabawne, a seria kapitalna. Polecam.
To tyle na dzisiaj, moi drodzy. Tymczasem udaję się po coś do picia i zaczynam seans (aktualnie kończę sobie Sword Art Online Alicization, gdyby kogoś ciekawiło). Udanego wieczoru.

[ANIME BD] Weathering With You / Tenki no Ko – Collectors – Limited Edition

Ruszamy z kolejnym wpisem i wbrew poprzednim zapowiedziom, normalnym, że tak to ujmę. Spieszę donieść, że mój plan opublikowania wypocin związanych z ostatnimi zakupami spalił na panewce, ponieważ otrzymałem zniszczony produkt. Reklamacja została szybko uwzględniona i jest w drodze, więc tylko lekko go opóźnię. Najprawdopodobniej pojawi się jutro. Nie było tego złego, co na dobre by nie wyszło, w międzyczasie pojawiło się coś, czego spodziewałem się później. Paczka z USA ciągle nie opuściła stanów, a ja coraz bardziej się zastanawiam, kiedy ją zobaczę. Na pewno nie prędko. Czas na zapowiedzi, figurkowe tym razem. Good Smile Company zapowiedziało wznowienia: Xenoblade 2 Pyra 1/7 i Xenoblade Chronicles 2 – Mythra 1/7. Już słyszę te głosy zdziwienia i pytań: przecież w tym roku będzie wznowienie latem? Tak, zgadza się, ale chyba nakład cały poszedł, bo zapowiedzieli kolejne na rok przyszły. Muszę wam w końcu zrobić recki tych cudeniek, które mam z pierwszej edycji. FREEing natomiast wyda: B-STYLE Infinite Stratos Charlotte Dunois Bareleg Bunny Ver. 1/4, czyli znana figurka wraca z gołymi nogami (i znów wygląda cudnie), B-STYLE Toaru Kagaku no Railgun T Misaki Shokuhou Bunny Ver. 1/4 (ładnie wygląda, ale fani narzekają, że mało podobna do postaci, która przedstawia – nie znam, więc się nie wypowiem) i B-STYLE Magical Sempai Magical Sempai Bunny Ver. 1/4 (mogli jej wiadomą czapkę dodać). To tyle na dzisiaj z zapowiedzi. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest Weathering With You (lub Tenki no Ko, jeśli ktoś preferuje oryginalny tytuł) w wersji deluxe prosto z Japonii. Tak, moi drodzy, w końcu się zebrałem w sobie i porobiłem zdjęcia tego ślicznego wydania filmu, na który czekało wielu. Czas najwyższy, bo mam go jeszcze w jednej wersji, ale o tym może przy innej okazji już opowiem. Wydanie dzisiaj opisywane jest w pewnym sensie bliźniaczo podobne do poprzedniego dzieła Makoto Shinkaia, czyli Your Name. Zainteresowanych zapraszam do tamtego wpisu, a konkretnie w to miejsce, klik. Możecie sobie porównać. Podobne opakowania to nie jedyny aspekt, który jest bliźniaczy w przypadku tej produkcji. Oglądając ją, można śmiało mieć nieodparte wrażenie, że mamy do czynienia z czymś podobnym, ale moim zdaniem odrobię lepszym, do czego będę tutaj przekonywał. Mimo wszystko ciągle niedoskonałym. Produkcje Makoto Shinkaia wielu uwielbia, wystawia bardzo wysokie noty, ponieważ chwytają za serce znanymi metodami – romansem, fajnymi bohaterami, czy piękną grafiką (poznanie postaci, a potem sytuacja, która wyciska łzy). Przez te aspekty można te filmy oglądać wielokrotnie, z czym nie ma co dyskutować (chyba że ktoś nie lubi, to już inna sprawa). Wydaje mi się, że jeśli komuś podejdzie ten obraz, będzie mógł tak właśnie robić (chyba że uważa, że filmy są tylko na raz – takim już nie pomożemy – śmiech). Do tego filmu autor moim zdaniem nie radził sobie z dłuższymi produkcjami (zaczynał z takimi klipami, więc nie powinno to może nawet dziwić?). Zawsze były trochę dziwnie rozplanowane z jakimiś wstawkami, które burzyły chwilami tworzoną z wolna fabułę – np. przy  Your Name mamy na początku coś w rodzaju teledysku (w dodatku z tytułowym utworem). W tym filmie chyba pierwszy raz udaje się od początku do samego końca… No prawie, o czym za chwilę. O czym to właściwie jest? Główny bohater, Hodaka, to szesnastolatek, który uciekł z rodzinnej wyspy. Swoje nowe życie postanowił rozpocząć w Tokio. Szybko okazuje się jednak, że metropolia nie jest tak sympatycznym miejscem, jak pierwotnie zakładał. Prócz tego, że nigdzie nie jest w stanie znaleźć pracy, a jego oszczędności topnieją z każdym dniem, to pogoda przez cały czas jest deszczowa. Pewnego dnia spotyka go jednak miły gest ze strony obcej dziewczyny – Hiny. Od tego momentu wszystko zaczyna się jakoś układać. Najpierw zostaje zatrudniony w małej firmie wydawniczej, prowadzonej przez Keisuke Suge – ten zapewnia mu dach nad głową, wyżywienie i opiekuje się nim, stając się kimś w rodzaju przybranego ojca. Następnie Hodaka zaprzyjaźnia się ze wspomnianą Hiną, która okazuje się posiadać niezwykłą umiejętność. Jest w stanie zatrzymać deszcz i sprowadzić słońce nad Tokio. Weathering with You, podobnie jak większość wcześniejszych produkcji reżysera, jest przede wszystkim romansem z elementami fantastycznymi. Oznacza to, że główne skrzypce grać będą w filmie relacje pomiędzy bohaterami. I tak na przestrzeni prawie dwóch godzin śledzimy rosnące uczucie między parą głównych postaci, zmagania Keisuke w byciu ojcem dla swojej córeczki, jak również jesteśmy świadkami przemian zachodzących w bohaterach, zaczynających rozumieć, co w życiu jest najważniejsze. Widać również, że Makoto Shinkai dojrzał jako artysta. Prócz opowiedzenia poruszającej historii, stara się zabrać głos w ważnych dla niego sprawach. Ukazuje problemy trawiące japońskie społeczeństwo, co wychwycą głównie osoby zainteresowane tematyką. Reżyser stara się również wypowiedzieć na temat rzeczy, które dotykają nas wszystkich. W Weathering with You nie da się bowiem nie dostrzec wyraźnego komentarza twórcy w sprawie zmian klimatycznych i tego, jak ludzie starają się podporządkować sobie naturę, chociaż są w rzeczywistości nic nieznaczącym epizodem dla całej planety. W tym miejscu chciałbym się zatrzymać. Osoby, które oglądały film, mogą czytać dalej, reszta niech pójdzie zaparzyć sobie herbatę lub w ogóle obejrzy ten film w końcu. W końcowych scenach bohater staje przed trudnym wyborem. Ocalenie swojej wybranki kontra piękna pogoda w Tokio (lub znośna ogólnie, a nie zalanie wielu dzielnic miasta i przesiedlenia z tego powodu). Wynika to z poświęcenia się „dziewczyny od pogody” dla ogółu. Ostatecznie wybiera Hine, miłość zwycięża, a w końcowych scenach pewna staruszka wspomina, że natura znajdzie jakieś rozwiązanie. Jednocześnie dowiadujemy się, że sama kobieta już nie może mieszkać w rodzinnym domu jak wielu jej podobnych, ponieważ są to aktualnie tereny całkiem zalane. W tym momencie pojawia się pytanie, co nam przekazuje autor tej historii tak naprawdę? Trzeba przekładać własne dobro nad ogółem? Specjalnie tutaj kontrastuję jedną z opcji z inną, bo jak się może nasunąć, sam autor nie do końca zdaje sobie sprawę, co nam tutaj ukazuje. Podjęcie tego tematu i aktualne rozwiązanie może wzbudzić wiele emocji. Z tym pytaniem was niejako zostawię do opisu wydania brytyjskiego. Zrobię to nie bez powodu, ponieważ tam poznałem odpowiedź autora na ten aspekt w załączonym wywiadzie w opasłej książeczce. Po prawdzie miałem go już w tym wydaniu, ale w języku japońskim i nie podołałem. Gdybym wiedział, gdzie jest, może bym jeszcze spróbował, bo mnie zainteresował. Odkładając już ten temat na bok, mamy niezwykle piękny film. Naprawdę niesamowicie się ogląda ten obraz, który mnie zauroczył piękną grafiką, bohaterami czy muzyką. Film to wspaniały pod tym względem, nawet jeśli fabularnie chwilami kuleje. Tak, to nie dzieła od Ghibli, gdzie wraz z pękną grafiką, idzie w parze niesamowita wręcz historia, która skłania widza do refleksji. Mimo wszystko ogląda się te dzieła z jawną przyjemnością, a przecież o to mniej więcej chodzi. Czekałem na ten film, a gdy go zobaczyłem, byłem zadowolony. To chyba już niezła rekomendacja, bo oczekiwania były przecież spore. Przejdźmy w końcu do aspektów technicznych. Opisywane tutaj wydanie pochodzi bezpośrednio z Japonii i jest w wersji deluxe. Oznacza to sporą liczbę nośników i wielu dodatków. Sam film otrzymujemy w wersji na płycie BD i UHD. W przeciwieństwie do Your Name nie mamy tutaj zwykłego upscalingu, ale też to 4K nie powala – ładniej wygląda na większych ekranach i to właściwie tyle. Przekonuje mnie to po raz kolejny, że animacja japońska na tym nośniku niewiele daje, pomijając ogólnie wykonywany przy okazji wydawania na nich nowy remaster (np. Cobra). Wydanie zawiera angielskie napisy i mamy tam bardzo dobre tłumaczenie. Mogę nawet dodać, że przy okazji wydania brytyjskiego zostały wrzucone te same, jeśli dobrze pamiętam. Jakość obrazu czy dźwięku jest rewelacyjna, co tu dużo pisać. Nośniki nie mają blokady regionalnej, więc oglądamy bez problemu w każdym miejscu globu. Same dodatki z dysków opiszę za chwilę, więc przejdźmy w końcu do detali.

img_1740_wynik

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: DTS-HD MA 2.0 i 5.1 [japoński]
Rozdzielczość: 1080p HD (BD) i 2160 (UHD)
Format obrazu: 16:9
Region: free
Napisy: angielskie
Dyski: 4xBD i 1xUHD

img_1741_wynik

Wydanie jest dosyć okazałe. W przypadku japońskich wydań jak zawsze otrzymujemy idealnie dopasowaną folię zabezpieczającą. Na sam box jest dodatkowo nałożona obwoluta z opisami. Całość, jak już w sumie wspominałem, przypomina edycję deluxe od filmu Your Name, więc ładnie się prezentuje obok tamtego cacka.

img_1730_wynik

Pierwszą rzeczą, którą wyciągamy z pudełka, jest digipack z płytami. Nie jest tak długaśny jak ostatnim razem, ale i tak robi wrażenie. Przedstawia bardzo ładną grafikę, która pięknie się tutaj komponuje.

img_1731_wynik

W wewnętrznej stronie zostały umieszczone dyski. Łącznie mamy ich pięć. Film na dwóch formatach: BD i UHD oraz trzy płyty z dodatkami. Pierwszy dysk dodatkowy: dokument obejmujący roczną produkcję filmu, teledysk do Grand Escape z Toko Mirua. Drugi dysk dodatkowy: komentarz wizualny (Kotaro Daigo x Nana Mori x RADWIMPS), promocyjny program telewizyjny oraz rozmowy z Makoto Shinkai ze spikerem/dziennikarzem Yumiko Udo, oraz materiał filmowy z wykładu Makoto Shinkai na temat początków powstawania filmu. Trzeci dysk dodatkowy: zbiór nagrań z komentarzami aktorów do filmu i rozmowy z Makoto Shinkai. Niestety wszystko jest w języku oryginalnym, więc osobiście ciężko mi coś z tego wynieść.

img_1732_wynik

Pewnie was zastanawiało, czemu napisałem pięć dysków, gdy widać tylko trzy. Tak, na samym końcu jest kilka tacek na sobie, więc w ten sposób dostajemy się do reszty.

img_1733_wynik

Kolejny dodatek to przepiękny artbook. Całość ma bite 104 strony i jest przepełniona fotografiami, szkicami czy wywiadami. Naprawdę pięknie przygotowane i robi wrażenie. Szkoda, że nie można sobie tego poczytać, ale z drugiej strony lubię te wydania japońskie, bo dostaje się taki produkt bezpośrednio z kraju, w którym to powstaje i zawsze jest wręcz perfekcyjnie przygotowany pod względem wykonania czy jakości obrazu (i ładnie zapakowane – dostajemy przecież folię zabezpieczającą, która jest idealnie dopasowana – dbałość o klienta).

img_1734_wynik

Tutaj fotka ze środka z wywiadami i fotografią Hiny. Byście wiedzieli, jak to wygląda.

img_1735_wynik

Kolejna fotka ze środka. Tym razem takie typowe fotografie/grafiki promocyjne z tego obrazu. Naprawdę ładnie wszystko przygotowane.

img_1737_wynik

Kolejnym dodatkiem jest scenariusz do filmu (jego mini wersja – czyli okrojona/streszczenie?). Część osób dziwią takie dodatki i wręcz nazywają je „zbędnym balastem”. W tym przypadku wypada mi się osobiście zgodzić, bo nie przeczytam tego (oczywiście tak powiedzą fani nieznający tego języka). Gdybym go rozumiał, stanowiłby ciekawy aspekt. Coś jak poznawanie scenariusza do filmu – na pewno niesamowita rzecz dla ludzi, którzy się mierzą z taką profesją (inna sprawa, że to tak wąskie grono, że lepiej nawet nie wspominać). Osobiście mimo wszystko wolę scenopisy – czyli takie proste rysunki pokazujące przyszłe sceny z opisami. Coś takiego jest w tym wydaniu, ale na płycie. Ciekawie to wypada, bo mamy fragment filmu i tych scen zostawiony obok siebie, więc możemy to porównywać.

img_1736_wynik

Tylna jego część.

img_1738_wynik

Tutaj podgląd od środka. Od razu przyznaję się bez bicia, że to losowa fotka. Nie wybierałem jej w żadnym wypadku.

img_1739_wynik

Ostatni dodatek to naklejka, która ukazuję scenę nieistniejącą w filmie, ale mogłaby się taka znaleźć, bo nawiązuje do konkretnego fragmentu. Przyjemna sprawa.
Podsumowanie: Wersja deluxe kolejnego hitu Makoto Shinkai. Obraz ten wielu stawia na piedestale, część określa mianem gorszego, a inni lepszego od jego poprzedniego hitu, czyli Your Name (do którego mamy tu jawne nawiązanie, swoją drogą). Można się z tymi opiniami zgadzać lub nie, ale na pewno warto docenić graficzną i muzyczną stronę tego obrazu, bo to naprawdę wyjątkowa animacja. Ogląda się ją zwyczajnie z wielką przyjemnością i można to robić kilkukrotnie. Sam już parę razy widziałem i wiem, że zrobię to ponownie. Dlaczego? Bo to zwyczajnie sprawia frajdę. Tak, fabularnie chwilami niedomaga, a autor stawia poważne pytanie z odpowiedzią, która wprawi w osłupienie. Ale wiecie co? Świetnie się i tak bawimy, a chyba o to głównie chodzi. Wydanie ciągle możliwe do nabycia. Czy warto po nie sięgać, gdy jest dostępna edycja z UK? Postaram się na to odpowiedzieć niebawem. Swoją drogą na premierę miała liczne dodatki ekskluzywne do konkretnych sklepów  -były to parasolki, zegary do stawiania i tym podobne. Początkowo nawet chciałem sobie coś sprezentować, ale zrezygnowałem, bo szło to w koszta. To tyle na dzisiaj, miłego.

[MANGA PL] BAKEMONOGATARI (TOM 5)

Zgodnie z zapowiedziami kolejny wpis pojawia się dzień po poprzednim, a nawet jest dosyć rozległy, co zwykle sugeruje całkiem słusznie, że więcej czasu na niego poświęciłem. Tak, jak oczekiwałem, otrzymałem wczoraj paczuszkę z figurką, która jest zwyczajnie piękna. Na jej recenzję trochę poczekacie, ale niebawem (może nawet jutro) uraczę was jakąś fotką, gdy będę wrzucał wpis na temat ostatnich zakupów. Jeszcze dzisiaj powinienem otrzymać mangę z pre-orderu, bo jedzie do mnie kurierem. Przejdźmy w takim razie do zapowiedzi wydawniczych, bo wczoraj pojawiło się ich całkiem sporo. Funimation zapowiedziało: No Guns Life Season 2 (BD), Smile Down the Runway (BD), A Certain Scientific Railgun T Part 2 (BD/DVD), APPARE-RANMAN! (BD), Number24 (BD), Hatena Illusion (BD), Wave Listen to Me! (BD), Black Clover Season 3 Part 4 (BD/DVD), One Piece Collection 26 (BD/DVD), Phantasy Star Online 2 Episode Oracle Part 2 (BD) i Shachibato! President It’s Time for Battle! (BD). Sporo zapowiedzi, ale mało takich, które mnie interesują bez zgłębiania tematu (zwyczajnie większości nie znam). Trochę dziwne, że brakuje edycji limitowanych swoją drogą, ale ostatnio były zapowiedzi takich na dwa miesiące, więc pewnie dlatego. Discotec nas uraczy: Grimm’s Fairy Tale Classics Season 1 (SD-BD), Neo Heroic Fantasia Arion (BD), Medabots Season 3 (SD-BD), Kashimashi Girl Meets Girl (BD) i Magical Girl Ore (BD). Tutaj zdecydowanie lepiej. Braci Grimm bym chętnie przygarnął i ten klasyczny film nawiązujący do mitologii greckiej (to tak bez zagłębiania się). Czas na część główną, moi drodzy.
Dzisiejszym gościem honorowym jest piąty tom mangi Bakemonogatari od Studia JG w wydaniu specjalnym. Tak, tym razem całkiem szybko prezentuję swoją recenzję. Co? Już trochę po premierze? Wypraszam sobie, mam to od około tygodnia, bo tyle wlokła się do mnie paczka. Tak, ostatnimi czasy prędkość wysyłek jest tak marna, że najchętniej bym zebrał takich kilka i poprosił o wysłanie kurierem, gdyby istniała taka opcja, ale jej brakuje. Trudno się mówi, nie będę narzekał, bo w sumie aż tak bardzo mnie nie pili, by coś czytać od razu po premierze. Bardziej tutaj denerwuje fakt, że nie wie się, co się dzieje z paczką. W każdym razie w końcu dostałem swoją i ku mojej radości, została świetnie zapakowana. Jak wielu się spodziewa, ten tomik koncentruje się na Surudze Kanbaru. Co zabawne, scena z poprzedniego wpisu (od tomu czwartego) bardziej by pasowała do obecnego, bo na początku tego tomiku jest w pewnym sensie umiejscowiona – sprzątanie pokoju Kanbaru – segregowanie książek. Mamy w tej scenie masę dowcipów o zabarwieniu erotycznym, jak i w całym tomiku (i w sumie serii). Jak powszechnie wiadomo, pozycja ta barwnymi dialogami wręcz słynie. Dzięki nim się w sumie nią dawno temu zainteresowałem (adaptacją, ale to bez znaczenia). W każdym razie w tym tomiku mamy rozwiązywanie problemu Kanbaru, że tak to ujmę. Spotkamy Meme Oshino, który odpowie na prośbę odnośnie do rozwiązania problemu – poda możliwości i jak zwykle ekscentrycznie nakreśli sytuację  – sprowadzi na ziemię dosyć dobitnie. Araragi, pomimo ataku na swoją osobę przez koleżankę w transie, wybierze oczywiście najgorsze dla siebie, a najlepsze dla niej, Kanbaru, rozwiązanie problemu. Niemożliwe spełnienie prośby złożonej demonowi jest równoznaczne z niedotrzymaniem kontraktu, czyli jego zerwaniem. Dzięki temu Kanbaru straci niechcianą w pewnym sensie łapę (przynajmniej tak jest w teorii). Czemu w pewnym sensie? Jeśli nie wiecie, bo nie oglądaliście adaptacji/nie czytaliście LN czy mangi, nie będę tego zdradzał (mogliście też zapomnieć). Mniej więcej tak przedstawia się fabuła tego tomu. Fani adaptacji czy LN wiedzą, jak się to dalej potoczy, ale mimo wszystko śledzi się tę historię z zaciekawieniem, nawet jeśli dobrze nam znaną. Zanim zacznę opisywać dokładnie edycję limitowaną, trochę o samym tłumaczeniu. Moim zdaniem Studio JG stanęło na wysokości zadania i udało im się wykonać kawał dobrej roboty. Mamy tutaj pełno dialogów oraz jakichś podpisów na ścianach, ale ze wszystkim sobie poradzili. Oczywiście jakieś wpadki tam były (drobna literówka czy tekst za blisko bandy, chociaż to już edytorski problem) lub czasem coś inaczej bym przetłumaczył, znając tę historię, ale przekonuje mnie ich podejście, więc nie narzekam. Jeszcze w ramach tradycji… Zacytujmy opis od wydawnictwa Studio JG:
Suruga Kanbaru, szkolna supergwiazda, która żyje w zupełnie innym świecie niż Araragi… nagle zaczyna go stalkować! Gdy Koyomi próbuje dociec przyczyny tej sytuacji, odkrywa, że we wszystko zamieszany jest potwór. Jakie pragnienie tak naprawdę kieruje Surugą?
Czas na detale na temat samego wydania pod względem dodatków i tym podobnych, bo w końcu to edycja limitowana, tu jest o czym pisać.
img_1700_wynik
Specyfika wydania:
Liczba stron: 202
Format: A6 (14,5cm x 20,5 cm)
Oprawa: miękka z obwolutą i box na całość
img_1701_wynik
Studio JG postanowiło wydać polską edycję Bakemonogatari w dwóch wersjach – nabyłem limitowaną. Edycja ta, opatrzona w booklet, ponownie obsypała odbiorcę wspaniałościami. Z pudełeczka oprócz czerwonej książeczki wysypują się kolejne karty z ilustracjami. W interpretacji różnych rysowników, nie tylko mangaków, co ciekawe, ukazano większość dotychczas zaprezentowanych w mandze postaci. Tym razem ilustracji jest dziesięć, czyli liczba podobna jak poprzednio. Tak trzymać! Swoją droga okładka boxu tym razem jest zdecydowanie lepsza od tej znanej z edycji standardowej (obwoluty) i muszę przyznać, że kupujący, którzy nie zdecydowali się na wersję specjalną, sporo tracą też i w tym aspekcie.
img_1702_wynik
Właściwa okładka tomiku, czyli edycja standardowa.
img_1703_wynik
Jej tylna część, która swoimi napisami przywodzi na myśl adaptację.
img_1704_wynik
Zaraz po okładce mamy kolorową grafikę, która początkowo wisiała jako okładka od tego tomu na stronce Studia JG. Ostatecznie tutaj ją oglądamy. Taka była od poprzedniego tomu, więc coś widocznie wydawca nam namieszał.
img_1705_wynik
A tutaj już mamy jakieś kadry ze środka. Kiedyś kreska nie do końca mi pasowała, ale jak już w sumie wspominałem, przekonałem się i dla mnie stanowi obecnie duży plus. Człowiek bywa zmienny, gdy się do czegoś przekona. Zazwyczaj nawet w takich wypadkach coś bardziej docenia. Tym razem z drukiem jest wszystko w porządku, więc na plus. Te dwuznaczne sceny…
img_1719_wynik
Tutaj pewna ciekawostka, czyli strony ze środka z drobnymi kolorami. Zaledwie barwami, ale jednak daje to niezły efekt.
img_1709_wynik
Czas na pierwszy dodatek w postaci broszury. Co ciekawe, został wydrukowany w japońskim układzie stron, czyli czytamy go od prawej do lewej.
img_1710_wynik
Pomijając właściwą treść broszury, czyli opowiadanie, tym razem otrzymujemy też mapki biura, w którym pracuje autor tego komiksu, czyli Oh!Great, wraz z asystentami. Zawsze miło zobaczyć miejsce pracy twórcy, by poznać jego fach od środka.
img_1711_wynik
Tutaj wspomniana chwilę temu właściwa treść broszury, czyli zawierającą opowiadanie pod tytułem Szybkość Surugi, w którym jego tytułowa bohaterka i Araragi dywagują o swoich kondycjach/możliwościach sportowych z tego wynikających.
img_1707_wynik
Tym razem dostaliśmy aż dziesięć pocztówek i to bardzo ładnych (chociaż lepsze były te z tomu drugiego). Wielkie brawa dla wydawcy – dla takich dodatków biorę tę edycję. Są śliczniutkie.
img_1708_wynik
Kolejne pocztówki, bo się na poprzedniej fotce nie zmieściły, bardzo udany dodatek. Ogólnie całość prezentuje się na równi z poprzednimi razami.
Podsumowanie: Kultowa seria w kolejnej odsłonie, tym razem mangi, dalej cieszy i bawi historią czy bohaterami. Nowe podejście i kapitalne rysunki, mimo że trochę odmienne od wyobrażeń po znajomości adaptacji, bawią i wciągają. Studio JG postanowiło wydać w naszym kraju też edycję specjalną z masą dodatków, które najbardziej docenia fani cyklu. Jest ich całkiem sporo, więc warto za nie dopłacić, a już na pewno się to opłacało w pre-orderze. Ciągle możliwe do nabycia ze strony wydawcy. Radzę przemyśleć temat, bo raczej długo taka edycja tam nie zostanie, a później będzie trzeba ją szukać po aukcjach. To tyle na dzisiaj, miłego.

[ANIME BD] Mobile Suit Gundam Thunderbolt: Bandit Flower – Collector’s Edition

Ruszamy z kolejnym wpisem. Pewnie nikogo nie zaskoczę, ale miał się pojawić wcześniej. Tak dokładnie to wczoraj wieczorem. W związku z tym, że nie udało się go dokończyć, ląduje dopiero dzisiaj. Musiałem lekko zmodyfikować wstęp, ale to najmniejszy problem ze wszystkich. W każdym razie postaram się wrzucić teraz ciągiem parę, by jakoś wam to wynagrodzić. Odchodząc od tych problemów Trzeciego Świata, ruszamy ze stałymi elementami. Zgodnie z zapowiedziami dostałem sporą paczkę z UK zdecydowanie szybciej, niż pierwotnie zakładałem. Ponownie obyło się bez procedury celnej, więc coraz bardziej podoba mi się ten rok. Gdyby tego było mało, kolejna paczka (tym razem z figurką) może pojawić się jeszcze dzisiaj. Wstrzymam się lekko więc ze wpisem zakupowym, bo dzięki temu będzie ciekawszy. Dodatkowo na kolejny tego typu już będzie trzeba poczekać do kwietnia i nawet trudno powiedzieć dokładnie do kiedy (paczka z USA). Tam będzie wręcz masa rzeczy do pokazania, ale poczekam na to sobie trochę – mamy dodatkowo losowość terminów (podają, że około sześciu tygodni wszystko trwa, ale zazwyczaj w czterech się udawało, zobaczymy, kiedy opuści USA paczka). Czas na nowinki wydawnicze. Anime Ltd uruchomiło zapowiadany pre-order do Mobile Suit Gundam F91 – Collector’s Edition (BD). Cena bajeczna, film świetny, opakowanie cudne. Mamy zapowiedź osiągnięcia w KS od Kinkoi: Golden Loveriche – jesli wbijemy kolejny próg, wersja na Switch i oficjalny fan disc, o którym wspominałem przy okazji opisu akcji, stanie się faktem. Zdecydowanie trzymam kciuki, bo tego mi tutaj najbardziej brakowało. Kotori wyda mangę Tsukigami to Bonbon autorstwa Ayi Shouoty. Tytuł będzie tłumaczony jako Malarz demonów. Manga liczy 3 tomy. Ale to nie wszystko, bo perełka dopiero teraz. Pojawi się od nich w wersji w twardej oprawie i miękkiej “Devilman” autorstwa Go Nagaia – wydanie w postaci 2 tomów, każdy po około 650 stron. To jest dopiero coś. Wielkie brawa i biorę obowiązkowo. Nie spodziewałem się tej pozycji w naszym kraju, więc zrobili mi dzień. Czas na część główną.
Dzisiejszym gościem honorowym jest film Mobile Suit Gundam Thunderbolt: Bandit Flower od Anime Ltd w wersji kolekcjonerskiej. Tak, kontynuujemy cykl o kultowym uniwersum tych mechów. Dzisiaj omawiana produkcja już została przeze mnie kiedyś przedstawiana, a było to przy okazji zakupu jej japońskiego odpowiednika – niesamowitego wręcz opakowania wypełnionego po brzegi dodatkami różnego typu. Sytuacja z zakupem dzisiaj omawianego wydania jest podobna jak przy poprzednim sezonie/filmie – chciałem mieć komplet wydawnictw Gundam od Anime Ltd, bo to piękna seria, wydania śliczne, a cena też była niczego sobie (przywołuję tutaj poprzedni wpis o Gundam, żeby nie było wątpliwości). Dlatego właśnie się zdecydowałem. Swoją drogą trochę się zyskuje tym wydaniem, ale o tym może za chwilę. Nie będę zaglądał do tego odległego wpisu (o edycji japońskiej) i najzwyczajniej w świecie napiszę wam tutaj, o czym to jest (jeśli mnie pamięć nie myli, wtedy nie przytaczałem tej historii, więc będzie to coś nowego). Ziemia, osiem miesięcy po zakończeniu wojny jednorocznej (One Year War). Kapitan Monica rozpoczyna tajną misję, Operację Thunderbolt, i wybiera Io do pilotowania Atlas Gundam. Prowadzi desantowiec szturmowy Spartan do części oceanu skutecznie kontrolowanego przez Sojusz Mórz Południowych. Ich celem jest zabezpieczenie lub zniszczenie danych Psycho Zaku, które teraz posiada Sojusz. Daryl, który przejął przewagę w swojej walce z Io, zstąpił na Ziemię jako część sił resztek z Księstwa Zeon. Otrzymał również misję uzyskania informacji o Psycho Zaku. Walcząc u boku swoich nowych towarzyszy, Io spotyka Peera, dowódcę garnizonu granicznego Przymierza Południowego. Na morzu, na lodowym polu i pośród gęstej dżungli mobilne pancerze Zeona, Federacji i Sojuszu Mórz Południowych walczą ze sobą. Wojna jeszcze się nie skończyła… Tak to mniej więcej wygląda, a to dopiero początek. Mamy tutaj jeszcze kult religijny i wiele więcej. Wszystko fajnie, a sama fabuła jest umieszczona niedługo po poprzednim filmie wraz ze wszystkimi konsekwencjami. Co przez to rozumieć? Część bohaterów popadła w szaleństwo lub bardzo ucierpiała na psychice. Lekko nie jest, to wojna na serio. Ponownie mamy kapitalną muzykę i piękną kreskę, a pojedynki oglądamy z podziwem. Jest w tym wszystkim jednak pewien problem, a może nawet dwa. Po pierwsze film jest niedokończony. Ktoś tym razem jawnie chciał zrobić coś dłuższego, więc zaserwował nam pierwszą połowę (film jest urwany). Do dzisiaj nie otrzymaliśmy kontynuacji, czy chociaż zapowiedzi jej powstania. Mamy tym samym produkt trochę nieskończony. Kolejny problem to czasem chaotyczna fabuła – skakanie między polami bitew i wątkami. Mimo wszystko bawimy się nieziemsko, a powstanie kontynuacji by pewnie bardzo pomogło w obu problemach. Na razie się na to nie zanosi, ale można mieć nadzieję. Tak czy siak, polecam, bo to kawał kapitalnego kina, a fani poprzednika zobaczą go na pewno i moim zdaniem się nie rozczarują (może wytkną podobne wady, ale nic poza tym, moim zdaniem). Pod względem jakości obrazu czy dźwięku, mamy tutaj standardowo kodowanie od Nozomi – czyli wysoką staranność. To fani anime, którzy znają się na rzeczy. Partactwa nigdy nie było i się to nie zmienia. Gdybym porównywał dwa zrzuty ekranu (wydanie japońskie i USA), to jakieś mikro różnice bym zauważył, ale podczas seansu? Nierealne. Pod względem napisów mamy świetne tłumaczenie – jako ciekawostkę dodam, że w odróżnieniu od wydania japońskiego, pojawia się tutaj tłumaczenie piosenek. Region europejski, więc oglądamy bez problemu. Czas na opis detali na temat wydania, a konkretniej aspektów fizycznych.

img_0871_wynik

Specyfika wydania:
Języki: japoński, angielski
Dźwięk: Linear PCM 2.0 (japoński i angielski)
Rozdzielczość: 1080p HD
Format obrazu: 16:9
Region: A/B
Napisy: angielskie
Dyski: 1xBD

img_0872_wynik

Mamy tutaj standardowe wydanie od Anime Ltd, co znaczy mniej więcej tyle, że bardzo udane. Firma trzyma się swojej szaty graficznej, którą ustalili już przy pierwszym pudełku z cyklu i konsekwentnie dodaje w tym samym stylu kolejne części. Bardzo mnie to cieszy i właśnie między innymi to sprawiło, że nabyłem sobie ten film. Mamy tutaj box na film, w środku BD-case z płytą, parę pocztówek i rozkładany plakat. Całkiem zgrabnie, a każdy element dopasowany i świetnie wkomponowany. Chociaż brak książeczki nieco doskwiera (nie wspominając o soundtracku, który w przypadku tego filmu wręcz bardzo bym chciał).

img_0873_wynik

Pierwszym elementem zestawu, pomijając śliczny box, jest BD-case z płytą. Jak w przypadku reszty wydawnictw z cyklu, otrzymujemy go na jednym formacie. Innych nie potrzebujemy, więc nie ma nad czym ronić łzy. Ten film nie został wydany na płycie UHD w Japonii, a przynajmniej sobie nie przypominam, by tak było. Chyba że kiedyś… Na froncie otrzymujemy śliczną grafikę promującą cykl.

img_0874_wynik

Tylna część, czyli garść zrzutów ekranu z filmu i opis na jego temat. Standard, który dobrze wypada.

img_0875_wynik

Podgląd na płytę. Pod dysk znajduję się alternatywna okładka. To samo, ale lekko pomniejszone oraz inne zrzuty ekranu na części tylnej. Zawsze dają taką opcję. Bardziej sensowne jest to w przypadku serii, gdzie mamy do wyboru opis lub listę odcinków z wydania.

img_0876_wynik

Pierwszym prawdziwym dodatkiem jest pięć pocztówek. Ładne grafiki mają nam zastąpić brakującą książeczkę. Trochę jej tutaj brakuje, ale co zrobić. Cieszymy się tym, co tutaj otrzymujemy.

img_0877_wynik

Ostatni dodatek to rozkładany plakat. Nie będę tego nigdzie wieszał, ale sprawia dobre wrażenie. Oczywiście nie mowa tutaj o pozaginaniu go kilka razy, ale tym, co on przedstawia. Wypada bardzo ładnie, tyle powiem.
Podsumowanie: Osiem miesięcy po wojnie rocznej Federacja Ziemi próbuje zabrać i zniszczyć Psycho Zaku z rąk kultu zwanego Sojuszem Mórz Południowych. Jeśli ktoś oczekuje kapitalnej animacji, świetnych bohaterów z krwi i kości, dobrej muzyki i masy akcji – dostanie to z nawiązką. Wszystko oczywiście w klimatach kultowego uniwersum. Seans wciągnie bez reszty i zanim się obejrzycie, będą już napisy końcowe. W odróżnieniu od pierwszej części, niestety nie jest pozbawiony wad. Głównie wynikają z prowadzenia akcji z miejscem na kontynuację, która do dzisiaj nie powstała i trudno powiedzieć, czy się coś w tej kwestii zmieni. Mimo wszystko kapitalne kino, które się broni i można oglądać wielokrotnie. Nawet przypominając sobie ten film w tym momencie, mam chęć zobaczyć go ponownie, co pewnie uczynię. To już będzie któryś raz, ale co mi tam. Opisywane tutaj wydanie jest już bardzo trudne do zdobycia, ale dla dobrego, nic trudnego, jak to mawiają. To tyle na dzisiaj, miłego.
Create your website with WordPress.com
Rozpocznij